Sobota była deszczowa, siedzieliśmy zatem w domu. Skoro niedzielne popołudnie stało się słoneczne i cieplutkie, pojechaliśmy czym prędzej na plac zabaw, by dzieciaki się wyszalały za wsze czasy i domu nie rozniosły;) Plac zabaw jak to plac zabaw - miał huśtawki i inne takie tam. Atrakcją jednak było to, że kilka metrów dalej znajdowało się lotnisko - już po stronie szwajcarskiej - i widać było lądujące samoloty. Franek miał cały czas rozdziawioną buzię, a Jagna biegała podekscytowana.
Nastawiłam się wczoraj na robienie głównie portretów swoim dzieciom i W. zrobił taka mała sesję, ale te zdjęcia nie będą przedmiotem dzisiejszego posta.
Ostatni tydzień upłynął pod znakiem słońca i uczucia ostatnich podrygów lata, dlatego chodziliśmy na spacery po naszym Péron, by uchwycić - kiedyś mówiło się na kliszy, teraz trzeba powiedzieć na karcie - uroki miejsca, w którym mieszkamy. Część fotek jest W. a część moja...
Dziś znowu pada, więc po Jagnę nie pojadę na swoim złotym rydwanie, a szkoda, bo polubiłam jeździć na rowerku, znaczy się ja zawsze lubiłam tę formę ruchu ( jedyną formę ruchu, jaką lubiłam ;P), ponieważ zaoszczędzałam dużo czasu... Może do tego czasu się rozpogodzi?
Książki, które chcę Wam dzisiaj przedstawić, czytałam Jadze rok temu, ale dopiero teraz o nich piszę. Nie dlatego, że przez ten czas się zastanawiałam, czy warto, tylko z tego powodu, że nie miałam zorganizowanego tematycznie bloga i ciągle pisałam o czymś innym a temat ten odkładałam na później.. Ale odkąd ustaliłam sobie plan tego, co i kiedy będę pisała, wszystko mi idzie szybciej i łatwiej i przede wszystkim bardziej poukładanie.
Nie wiem jak Wy, ale ja na początku, kiedy zaczynałam czytać Jagodzie, korzystałam przede wszystkim z lektur, które znałam ze swoje dzieciństwa i wspominałam z wielką przyjemnością. Człowiekowi często się wydaje, że to, co minione, jest lepsze od tego, co obecnie powstaje. Ale okazuje się, że niekoniecznie tak musi być.
Kiedy wzięłam do rąk "Florka. Z pamiętnika ryjówki" Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel od razu wiedziałam, że z takimi ilustracjami to MUSI być dobra lektura. No i się nie pomyliłam.To historia ryjówki - myszki z ryjkiem, która dostałą zeszyt w kratkę od swojego taty i postanowiła prowadzić w nim pamiętnik. Zapisuje swoje spostrzeżenia i sprawy, które wydają jej się istotne: na przykład gdzie się chowa czas, którego wciąż brakuje mamie albo opisuje historię, jak to pluszowego kotka Rysia porwał Bałagan, albo pan Kret podczas remontu "zniknął" kolory. Zauważa też, że rodzice się kłócą a potem godzą. Pamiętnik czyta się doskonale, bo napisany jest z humorem, a ilustracje do niego są doskonałym dopełnieniem książeczki.
Nie muszę zatem zapewniać Was, że druga część opowiadań Florki, tym razem w formie listów do jej przyjaciółki Józefiny, właśnie pod tytułem "Florka. Listy Do Józefiny" jest równie dowcipna jak i poruszająca ważne sprawy. Chociażby dziwne zachowanie roztargnionych rodziców. Okazuje się, że mama Florki jest w ciąży. Rozbawiła mnie do łez historia, kiedy to zmartwiona wyglądem swojej mamy i jej ociężałością Florka proponuje, żeby dzidziuś - zamiast w
mamusi - rósł w ogródku koło marchewek. bo tam by nie przeszkadzał i miałby dużo świeżego powietrza.
Albo rozmyślania Florentyny, co też rodzice niosą w drugim tobołku ze szpitala. Bo że w pierwszym rodzeństwo to wie. A może w drugim coś dla niej mama urodziła? Pieska albo pluszowego mamuta:), o co tak bardzo prosiła? Okazuje się, że w obu tobołkach przybyli
do domu dwaj braciszkowie: Lutosław i Ludomir. A Florka
nazwała ich Wyjcem i Wrzaskunem.
W tej części bardzo ciekawie i mądrze został pokazany problem posiadania młodszego rodzeństwa. Florka czuje się zapomniana i nie do końca podoba się jej rola starszej siostry. Rodzice kupują jej zatem...
Nie będę zdradzała Wam całej fabuły. Musicie koniecznie przeczytać!
AAA! Jest jeszcze trzecia część "Florka. Listy do babci". Nie czytałyśmy jej, ale nadrobimy to!
Ostatnio naszła mnie ochota na bakłażany. Lubię patrzeć na ich piękny głęboki fiolet... W domu moim oprócz mnie tylko Franio dostrzega walory tego warzywa... Ale Franio dostrzega walory smakowe WSZYSTKIEGO co da się zjeść... A zanim przekona się, że czegoś się NIE DA zjeść, to sam organoleptyczne sprawdzi...
Ostatnio zrobiłam sobie prostą, kaloryczną i niezbyt lekkostrawną potrawę, jaka są smażone talary oberżyny. Ale co tam! Smaczne było, a krople żołądkowe są zawsze pod ręką.
Jutro poszukam inspiracji i coś ekstra zrobię;)
Już niedługo, już za chwilę wyjdzie najnowsza płyta Marii Peszek. Uwielbiam Jej muzykę, teksty, poczucie humoru. Z przyjemnością chciałabym zaprezentować najnowszy singiel tej Artystki!
Od jakiegoś czasu postanowiłam sobie, że będę brała udział w wyzwaniach wszelakiego rodzaju. Uważam ,że tego rodzaju zabawy bardzo rozwijają, pomagają w kreatywności, no i sprawiają, że człowiek działa. Okazji do wykonania kartek jest wiele: a to urodziny czyjeś, a to rocznica ślubu. można zatem połączyć przyjemne z pożytecznym: wykonać dla kogoś pracę, która jeszcze spełnia wymogi wyzwania.
Cudna sprawa!
Tak się składa, że również w tym tygodniu urodziny obchodziła moja Mama. Postanowiłam wykonać dla Niej kartkę z użyciem kolorów: brązowego, kremowego oraz jasnego i ciemnego różu, zgodnie z wytycznymi w DIABELSKIM MŁYNIE
A propos różu...
OGŁOSZENIE
Moja córka Jagoda Sz. oświadczyła w minioną środę, że JUŻ NIE LUBI KOLORU RÓŻOWEGO.
Jak wiecie wczoraj obchodziłam rocznicę ślubu. musiałam zatem stworzyć coś dla Męża ;) Postawiłam na humor. W., jak zobaczył ją, powiedział, że jeśli na obrazku to jestem ja, to wyglądam jakbym była Jego 99 lat a nie 9 ;). Oj tam, oj tam.
Pracę tę zgłaszam do zabawy w GALERII RAE z uwagi na użycie linijki, która niekoniecznie musi tylko kojarzyć się ze szkołą ;)
Jednocześnie kartka ta pasuje do wyzwania SCRAPKI.PL, w kt®óym tematem przewodnim jest użycie cyfry...
Ale to nie koniec moich wyzwaniowych szaleństw! HOME SWEET HOME zaprosiła do fotograficznej zabawy "Jesień w kolorach tęczy". W tym tygodniu króluje kolor czerwony. Oto moja propozycja ;)
Postanowiłam sobie, a propos tych wyzwań, by w miarę możliwości popatrzeć i skomentować prace innych dziewcząt, które też biorą udział w tych wyzwaniach. To nie tylko doskonała okazja poznać nowe zdolne osóbki, ale i możliwość zobaczenia mnogości interpretacji jednego tematu. Mam nadzieję, że się mi to uda, chociaż uczestników jest wielu...
Jak dobrze, że jutro już weekend! Szykuje się kolejna wycieczka! W poniedziałek nie omieszkam zdać relację;)