środa, 3 października 2012

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN czyli CYRK NA KÓŁKACH

Bonjour.
Kiedyś tam przez przypadek obejrzałam serial typu " Dlaczego ja?", gdyż zobaczyłam w nim mojego kolegę z podstawówki do społu z kolegą ex sąsiadem. Tak mnie zauroczyła ta niesamowita gra aktorska, wartka akcja, doskonałe dialogi jak i wyszukana narracja, że zasnąć nie mogłam tego wieczoru.

No i tak ostatnio powstał w mojej głowie "słowotok myśli" a wraz z nim taki oto scenariusz. Jakby jakaś telewizja reflektowała, to odsprzedam za niewysoką cenę...
*****

CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN czyli CYRK NA KÓŁKACH
Rozalia i Teofil Srebrnoczescy są zgodnym małżeństwem od 15 lat. Ostatnio jednakże atmosfera w rodzinie zaczęła się psuć.
Rozalia do kamery: Czuję, że coś się dziwnego dzieje w naszym domu. Kiedy wracam z pracy, robię obiad, potem pranie i w międzyczasie prasuję już wyprane. Potem robię kolację i pomagam dzieciom w lekcjach. I gdy przychodzi wieczór... nie mam już czasu dla siebie! Nie wiem, co się z nim stało! Bardzo mnie to niepokoi. Nie wiem, co  o tym myśleć. Poczekam, może się znajdzie.
Niestety, minął tydzień, a czas Rozalii się nie odnalazł.
Rozalia do kamery: Muszę porozmawiać z dziećmi. Codziennie tego czasu dla siebie nie mam. Tak być nie może. Przecież nie może on codziennie znikać!
Zdenerwowana trzydziestosześciolatka idzie do pokoju swoich dzieci.
Krysia (lat 14): O czym ty mówisz, matko! Jaki Twój czas?  Daj mi spokój!
Ludwik (lat 12): Matka, nie przeszkadzaj mi teraz, bo gram! Jestem na szóstym poziomie!Rozalia do kamery: Dzieci nie przyznają się do tego, by brały mój czas. Wierzę im. Mają tyle swojego. Ufam swojemu mężowi, ale coś podejrzewam, że to jego sprawka. Muszę z nim natychmiast porozmawiać.
Srebrnoczeska wchodzi do salonu, w którym siedzi jej maż i pije piwo.
Rozalia: Teofilu, musimy porozmawiać. Nie wiem ,co się dzieje, ale od jakiegoś czasu ginie mój czas. Przyznaj się, czy ty mi go nie podbierasz?
Teofil: Kobieto, o czym ty mówisz Jaki twój czas? Pewnie dzieciaki  gdzieś nim walnęły! 
Rozalia do kamery: Byłam bardzo zdenerwowana rozmową. Nie mogłam w to uwierzyć, że nikt w naszym domu nie brał mojego czasu, a jego jednak nie było. Kto za tym stał? Nie wiedziałam, co  o tym myśleć.
Dnia następnego Rozalia postanowiła zwierzyć się swojej przyjaciółce, z którą pracowała w tym samym sklepie.
Genia (przyjaciółka Rozalii): Masz rację kochana, to dziwna sytuacja. Ja bym na twoim miejscu porozmawiała jeszcze raz z mężem. Przecież cała ta sytuacja jest dziwna.
Rozalia: Masz rację, Geniu. Muszę jeszcze raz porozmawiać z Teofilem. Muszę wyskoczyć na pięć minut. Zastąpisz mnie w pracy?
Genia: Oczywiście, kochana. Zastąpię. niczym się nie martw.
Zdenerwowana trzydziestosześciolatka jedzie do pracy meża, by jeszcze raz porozmawiać z nim na temat znikania jej wolnego czasu.
Teofil do kamery: Bardzo się denerwowałem całą tą sytuacją. Nie wiedziałem, jak powiedzieć Rozalii prawdę. To było dla mnie naprawdę trudne. 
Trzydziestosześcioletnia kobieta wchodzi do biura, w którym pracuje jej mąż.
Rozalia do kamery: Muszę dowiedzieć się prawdy! Nie mam wolnego czasu, ktoś mi go zabiera i podejrzewam, że za tym stoi mój mąż. Przez to, że nie mam czasu, chodzę nieuczesana, mam niepomalowane paznokcie a nogi już mam jak u sarenki! Nie! Nie są takie zgrabne, tylko tak nieogolone! 
Rozalia do Teofila: Powiedz mi, proszę, co dzieje się z moim czasem! Nie wiem, o co chodzi! Coś się mi tu nie klei! W innym przypadku będę musiała iść z tym na policję!
Teofil: Dobrze, kochanie. Powiem ci prawdę. Tylko wysłuchaj mnie i nie zgłaszaj niczego na policję... Ostatnio w firmie nie dzieje się najlepiej. Mamy mało klientów. Aby  poradzić sobie z tą sytuacją, potrzebowałem więcej czasu na nadgodziny. Na początku myślałem o wolnym czasie naszych dzieciaków, ale one cały czas leżą i nic nie robią, więc  ciężko im było go wziąć. Zresztą, wiesz jakie te dzieciaki są.  Od razu zorientowałyby się, że krócej nic nie robią. Wtedy  pomyślałem o twoim wolnym czasie. Stwierdziłem, że skoro masz tyle zajęć, nawet nie zorientujesz się, że ci brakuje czasu.
Rozalia: Kochanie, mogłeś mi powiedzieć od razu, jakie masz problemy. Wtedy uniknęlibyśmy tego całego cyrku na kółkach.
Minęły trzy tygodnie. Rodzina Srebrnoczeskich siedzi wspólnie przy stole i grają w gry planszowe. Rozalia ma trwałą, różowe paznokcie i gładkie nogi.
Rozalia do kamery: Od tamtego incydentu, mąż mi mówi o swoich problemach i jak potrzebuje mój wolny czas, to go pożycza. W zamian potem oddaje mi mój i swój. 
***** 

A' propos cyrku. Wczoraj przyjechał do Péron i rozstawił się koło szkoły. Po drugiej stronie drogi jest łączka, na której pasą załogę tegoż cyrku (zwierzęta, oczywiście a nie clowny ;)) I  była tam taka "OFCA", co to czas wolny miała, bo taką sobie strzeliła trwałą, że nie mam pytań. Tylko nogi niekoniecznie ogoliła ;) Jak tylko zobaczyła, ze pstrykam jej fotki, od razu zaczęła pozować. Modelka się znalazła ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

wtorek, 2 października 2012

SKRAPKI SPOD MOJEJ ŁAPKI - ALBUM ALBERTA

Bonjour.
Ostatnimi czasy wykonałam wiele albumów z portretami dzieci mego autorstwa.  Wiem, słyszałam opinię, że robienie portretów dzieciom i małym zwierzątkom to pikuś, jeśli chodzi o stopień trudności w fotografii. Pewnie tak. O wiele trudniej jest skomponować zdjęcie krajobrazu albo martwej natury. Zgadzam się, bo ciągle mam z tym problem i dlatego chodzę teraz z aparatem wszędzie i uczę się, uczę, pstrykam i pstrykam ;)
Jednak nic na to nie poradzę, że temat dziecięcy w pracach czy w fotografii jest moim ulubionym. Zresztą, róbym to, co nam sprawia największą przyjemność, nieprawdaż?

Te zdjęcia powstały u Przyjaciół, gdy odwiedziliśmy ich na majówce. Gdy patrzyłam na piętnastomiesięcznego Alberta, zastanawiałam się, czy Franek też będzie taki żywy i energiczny, jak jego kolega. Franek ma właśnie 15 miesięcy... I jest żywy, energiczny, wszędobylski oraz wszystkodotykalski.

Cóż więcej mogę powiedzieć. Album sama zrobiłam od samej bazy począwszy, na ozdabianiu wszelakim skończywszy. Oczywiście, teraz bym parę rzeczy zmieniła, inaczej rozwiązała, ale pewnie Wy też tak macie? ;)

Zapomniałam ostrzec, że dużo zdjęć ;)

Do widzenia sie z Państwem,
Jagodzianka.

poniedziałek, 1 października 2012

WĘDROWNIK PO FRANCARII - PÉRON NOCĄ

 Bonjour.
Péron, w którym mieszkam to mała wioska zachwycająca mnie i W. przede wszystkim tymi typowymi domkami z okiennicami kolorowymi oraz elewacją z kamienia. No i te kwiaty wszędzie, niekoniecznie jakoś sensownie ułożone. Doniczki są poustawiane, gdzie się da. Albo ławeczki, by można było sobie usiąść, znajdują się tuż przy ulicy.
A jak wygląda Péron nocą? Zapewniam Was, że równie urokliwie;)


Pozdrawiam serdecznie z pochmurnego, ale nie deszczowego- tfu, tfu!- (będę mogła zatem dosiąść mój złoty rydwan, by pojechać nim po Jagnę) zakątka ziemi
i do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.