poniedziałek, 3 grudnia 2012

WĘDROWNIK PO FRANCARII - JESIENNE WSPOMNIENIA Z PARC AUX ANIMAUX W GENEWIE

Bonjour.
Jestem totalnie zaskoczona przez zimę. Spadł śnieg! Nie spodziewałam się go tak szybko ;)
W każdym razie z domu dziś wyszłam tylko na krótki spacer z Franiem. Nie było co fotografować... Postanowiłam zatem pokazać Wam zdjęcia z Parku Zwierzęcego w Genewie, w którym to spotkałam sławetnego PAWIA...
Cóż, zdjęcia mówią same za siebie... 
Moje ulubione zdjęcie: trzy przekupy...
Wiem, że te ptaszęta urodziwej "buzi" nie mają, ale super się mi je fotografowało ;)

Przerywnik florystyczny;)

I kolejne modelki oraz modele.

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

niedziela, 2 grudnia 2012

WOJENKA DOMOWA - NA PRYCZY

Bonjour.
Kiedyś pisałam o szeregowcu i Jego próbach zadomowienia się w łożu generałów. No i dostałam potem mail z zapytaniem, jak sobie daję radę, być taka "niewzruszona na łzy dziecka w łóżeczku" i  opinię, że trzeba mieć charakter i silną wolę, by tak to dziecko pozostawić same samiuteńkie...
Postanowiłam odpowiedzieć dziś na tę kwestię publicznie, przemilczając milczeniem ;) fakt, że dziś o 3.oo w nocy szeregowiec zawitał w mym łożu, które opuścił, wyspawszy się o 6.3o.
Powtarzałam to kilkukrotnie i pozwolę sobie jeszcze raz to uczynić. Do KAŻDEJ sprawy należy podejść z dystansem, intuicją i rozumem.
Mam wrażenie, że ludzie lubią popadać ze skrajności w skrajność: albo odkładają dziecię do łóżeczka i choćby wyło, jęczało i zalewało się łzami, to go na ręce nie wezmą, by nie rozpuścić albo coś tam coś tam (co wyczytali z "mundrych ksiunżek"). Albo jak już do tego łóżka wezmą, to potem już śpią z nim każdą noc do osiemnastki i  narzekają, że są niewyspani, ale cóż mają robić?
Jak to, co? Zachować się jak dorosły, zdrowo myślący człowiek.
Dobra, przyznaję. To, że moich żołnierzy odkładałam od razu do łóżeczka było czymś nie tylko dla mnie naturalnym i oczywistym (po to w końcu kupiliśmy łóżeczka dla potomków), ale i kwestią mojej własnej wygody. Odsłonię tu troszkę tajemnicę naszej alkowy: uwielbiam zasypiać przytulona do W. Gdyby miała zatem spać z nami kapralka bądź szeregowiec, to miałabym problem z tym przytulaniem się, gdyż położenie żołnierza od zewnątrz łóżka wiązałoby się z ciągłą obawą, że spadnie z niegoż, a od ściany zaś troską o niemiłe tête-à-tête z zimną ścianą. Zostaje zatem jedynie spanie pomiędzy generałką a generałem - który spałby "na baczność", bojąc się przygnieść swym ciałem tę maleńką istotkę. No, a to żołnierzyka wiercenie, kopanie, odkrywanie się, obracanie o 180 stopni komfortem spania nazwać raczej trudno. I wszystko dobrze, gdy się do pracy rano lub w ogóle nie idzie... Gorzej, gdy trzeba wstać np. o 5.3o... 
Kolejną zaletą nauczenia dziecka samemu spać w łóżeczku jest na pewno zapewnienie sobie dłuższego wieczoru  oraz tego, że jak jest jakieś spotkanie towarzyskie, to nie opuszcza się na dwie godziny gości, bo poleżeć z maluchem, aż zaśnie... Albo nie ma problemu zostawienia dziecięcia z babcią a samemu oddalenia się w sobie znanym jedynie kierunku;););)
Bywa tak, choć - na szczęście - rzadko, że wchodzi Jagna do naszej sypialni z Rudym w jednej oraz kołderką w drugiej ręce i  mówi, że miała zły sen. Bierzemy ją do łóżka bez zbędnych pytań. Przytulamy się i finito.
Gdy Franczesko - tak jak choćby wczoraj- płakał  żałośnie, robimy tak, że staramy się najpierw wziąć dziecię na ręce, uspokoić, przytulić  i ponownie położyć do swego łóżeczka. Najczęściej to pomaga i potomek zasypia natychmiast. Ale kiedy to nie pomaga bierzemy do siebie i Franczesko śpi a my...niekoniecznie ;) Mamy za to zapewnioną ciszę ;)
I jeśli nie zasnęliście, czytając te moje wywody, to dziękuję bardzo za uwagę ;)
Kapralka niby śpi, ale tak naprawdę czuwa ze swym owczarkiem, który gotowy jest zaatakować każdego wroga ;)
Szeregowiec zaś udaje, że trzyma na śpiąco bukłak - w rzeczywistości to zakamuflowany granat ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

sobota, 1 grudnia 2012

GAR Z BIGOSEM, KAPUSTĄ I GROCHEM - KALENDARZ ADWENTOWY I CUKIERAS

Bonjour.
Nareszcie skończyłyśmy z Jagą robić kalendarz adwentowy. Ona pisała cyferki i naklejała gwiazdki na bileciki z numerkami. Ja... resztę ;) Zdjęcia, niestety, są jakie są i nie odzwierciedlają skrzącego i klimatycznie bardzo zimowego kalendarza, zaś sakiewki mają kolor miętowy ;)
Wygrałam candy u LUCY. Niby wygrałam... Zanim prezent doszedł...
W.: Ale kakao jest moje!(Jest tegoż wielbicielem ;).
Gdy paczka przyszła...
Jagna: Mamusiu, jak ja chciałabym ten komin... (Po jego założeniu) Mamusiu, on jeszcze pachnie Lucy... O! Co to jest? K-O-C-I-E  J-Ę-Z-Y-C-Z-K-I... Ojej, tego bym spróbowała...
Franek niby nie mówi, niby nic nie chce, ale ujrzawszy kolczyki, wymownie rzekł :WOW (czyt. łał ;)).
Dzięki, Lucy, za kartkę ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.