Bonjour.
Kiedyś pisałam o szeregowcu i Jego próbach zadomowienia się w łożu generałów. No i dostałam potem mail z zapytaniem, jak sobie daję radę, być taka "niewzruszona na łzy dziecka w łóżeczku" i opinię, że trzeba mieć charakter i silną wolę, by tak to dziecko pozostawić same samiuteńkie...
Postanowiłam odpowiedzieć dziś na tę kwestię publicznie, przemilczając milczeniem ;) fakt, że dziś o 3.oo w nocy szeregowiec zawitał w mym łożu, które opuścił, wyspawszy się o 6.3o.
Powtarzałam to kilkukrotnie i pozwolę sobie jeszcze raz to uczynić. Do KAŻDEJ sprawy należy podejść z dystansem, intuicją i rozumem.
Mam wrażenie, że ludzie lubią popadać ze skrajności w skrajność: albo odkładają dziecię do łóżeczka i choćby wyło, jęczało i zalewało się łzami, to go na ręce nie wezmą, by nie rozpuścić albo coś tam coś tam (co wyczytali z "mundrych ksiunżek"). Albo jak już do tego łóżka wezmą, to potem już śpią z nim każdą noc do osiemnastki i narzekają, że są niewyspani, ale cóż mają robić?
Jak to, co? Zachować się jak dorosły, zdrowo myślący człowiek.
Dobra, przyznaję. To, że moich żołnierzy odkładałam od razu do łóżeczka było czymś nie tylko dla mnie naturalnym i oczywistym (po to w końcu kupiliśmy łóżeczka dla potomków), ale i kwestią mojej własnej wygody. Odsłonię tu troszkę tajemnicę naszej alkowy: uwielbiam zasypiać przytulona do W. Gdyby miała zatem spać z nami kapralka bądź szeregowiec, to miałabym problem z tym przytulaniem się, gdyż położenie żołnierza od zewnątrz łóżka wiązałoby się z ciągłą obawą, że spadnie z niegoż, a od ściany zaś troską o niemiłe
 |
| Kapralka niby śpi, ale tak naprawdę czuwa ze swym owczarkiem, który gotowy jest zaatakować każdego wroga ;) |
 |
| Szeregowiec zaś udaje, że trzyma na śpiąco bukłak - w rzeczywistości to zakamuflowany granat ;) |