DEKUPAŻOWNIA JAGODZIANKI

Witam serdecznie wszystkie zakręcone z wiecznie zajętymi rączkami! Ja także nabrałam odwagi, by założyć swój blog i prezentować w nim wszystko, o czym pomyśli głowa, zauważy oko, zrobią dłonie... Zapraszam do mojego radosnego zakątka!

poniedziałek, 8 lutego 2010

Słodkości, rodzeństwo kluczników i ... ciągła walka z zimą!

Zacznę od miłej wiadomości, że  Yvonn rozdaje cukierasy na swoim blogu. Ja już stanęłam w kolejce po słodkości, a Wy??? Jeżeli tego jeszcze nie zrobiliście, spieszcie się!



Dawno, dawno temu zrobiłam sobie klucznik. Sobie jak sobie, bo powędrował w świat.  Ale przedstawiał on klimat bardzo bliski memu sercu...
 

Ktoś go zobaczył  i zapragnął mieć podobny. Wiadomo, że nie taki sam! Stworzyłam zatem braciszka, choć stosując różne przeciereczki oraz odcienie brązów, wygląda on na starszego na nie młodszego ;) Mam nadzieję, ze nowa właścicielka będzie uradowana właśnie takim "dizajnem" tego "strażnika kluczy".



Mówiłam Wam, że walczę z zimą??? Nie chcę narzekać, bo ta wszechobecna biel jest piękna. Zazdroszczę jednak takiej Magodzie czy Green Canoe, które mieszkają w "tak pięknych okolicznościach przyrody, że tę zimę zupełnie inaczej przeżywają...Nawet, gdy nie mają wody...

Ja potrzebuję słońca, zieleni,śpiewu ptaków i zapachu kwiatów...

piątek, 5 lutego 2010

14 - znaczy tak wiele...

Pewnie pomyślałyście, że będę mówiła o czternastym dniu lutego i obchodzonych wtedy Walentynkach... To też, owszem ;) Miałam jednak na myśli przede wszystkim jutrzejszy dzień, w którym będę świętowała wspólnie z mężem czternastą rocznicę wspólnego bycia. Jak ten czas zleciał! Jak my się zmieniliśmy! Kiedy się poznaliśmy, wchodziliśmy dopiero w tak zwaną dorosłość, ale do dojrzałości była przed nami długa droga... Jeszcze dłuższa docierania do siebie, rozumienia, akceptowania. Chyba najbardziej sobie cenię to, że wciąż jesteśmy ciekawi siebie i chcemy razem iść tą drogą życia.Mamy wspólne plany, zainteresowania... Nie myślcie sobie, że zawsze jest taki cud, miód i orzeszki! Bywa, że rozwodzę się z mężem nawet do pięciu razy dziennie, bo na przykład postawił słoiczek z curry przed słoiczkiem z chilli, a przecież zna alfabet i najpierw jest H a potem U ;)

Nasze początki...
 

Miało być o Walentynkach i będzie.
Czy ja celebruję ten dzień? Trudno rzec, skoro tydzień wcześniej obchodzę swoją prywatną uroczystość. Aczkolwiek chętnie dam jakiś znak znajomym, iż cieszę się, że są. Dla mnie ten dzień nie jest niczym złym, bo mówi o wyrażaniu   uczuć: miłości i przyjaźni. i nie przeszkadza mi, że nie nasze to święto i że z tej złej Ameryki pochodzi... Wiele osób mówi, a czymże  ten dzień różni się od innych? Codziennie winniśmy sobie mówić o tym, co czujemy. Racja! Tylko, że...tego nie robimy!!! I może właśnie dlatego miło, że takie dni jak gdyby nas mobilizują do zaangażowania emocjonalnego. Żeby było jasne, ja nie mówię o świętowaniu Walentynek w sposób bezmyślny i bezrefleksyjny, czyli kupowaniu tandetnych misiów z serduszkiem, albo bielizny, bądź też pralinek MILKA wyprodukowanych specjalnie na tę okazję... No dobra, pralinek sobie nie odmówię;) A! Konieczny punkt programu w tym dniu: zaliczenie w kinie romantycznej komedii! Brrrrrr.... Takie obchodzenie święta raczej zwać się winno "Walenie w Tynki". 
Kochajmy się, żyjmy w przyjaźni i mówmy sobie o tym, jak nam dobrze z bliskimi,ale i dalszymi znajomymi. Nie bójmy się wyrazić drugiej osobie, jak jest dla nas ważna i jak wiele znaczy. Mówmy często i w jakikolwiek sposób, np. za pomocą karteczek...
Te karteluszki, które chcę przedstawić, robiłam jeszcze w zeszłym tygodniu...