środa, 13 maja 2015

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: TRUSKAWKI NA WIOSNĘ

Dzień dobry się z Państwem.
Prawdą jest, że człowiek to leniwa istota - i to jest naturalna cecha każdego, kto ma bardziej rozwinięty mózg. Mądry człowiek  zrobi wszystko, by się nie narobić. Dlatego też różni "myśliciele" tworzą wszelakie wynalazki mające na celu ułatwić nam życie. Przykład? A z własnego podwórka. Brudne naczynia. Ojej, jak się nie chciało ich myć po śniadaniu, potem po obiedzie. Po kolacji był już mus, bo sterta brudnych garów uniemożliwiała wejście do kuchni. Marzenie o zmywarce... Jest! Maszyna, która sama myje gary! No, ale powstał kolejny problem... nie ma komu naczyń do niej włożyć. Trzeba SAMEMU ( bo Gieni nie ma ;)). I wyjąć. WŁASNYMI RĘKAMI! Mamy kolejny problem...

Pamiętam, jak wyglądały moje początki przygody z decoupage 9 lat temu, bo rękodzielnictwem jako takim zajmowałam się od dziecka. Tak naprawdę główną formą poznawania tej techniki było... eksperymentowanie, próby, próby, próby. Istniały już fora tematyczne, na których dziewczyny dzieliły się swoimi spostrzeżeniami. Pamiętam, że kiedy byłyśmy ciekawe, jak zachowa się jakiś preparat ( choćby crackle), to każda mazała po desce w różnych konfiguracjach, by widzieć "spękania": ich kształt, wielkość, reakcję na wilgotność, temperaturę. a potem dzieliłyśmy się tymi spostrzeżeniami. Tworzyłyśmy też pierwsze kursy objaśniające, jak tworzyć. Jedna z najważniejszych lekcji było pokazywanie na forum swoich prac. Wprawne oczy ekspertek od razu wyłapały błędy, niedociągnięcia, ale i postępy w pracy. Była taka ambicja wśród nas, by wszystkie motywy były najdokładniej wycięte, a cała praca wylakierowana milion razy na połysk i lustro. Była dbałość o estetykę wykonania. Wszelkie uwagi, szczególnie krytyczne, nie były odbierane jako obrażanie drugiej osoby, poniżanie i wyśmiewanie, ale jako lekcję, gdzie i co poprawić.
Część babek zrezygnowała z decu z różnych powodów, część przerzuciła się na inne techniki, ale pozostała też część, która tworzy do tej pory i to na najwyższym poziomie.

Minęły lata, czasy się zmieniły, dostępność wszelakich produktów stała się powszechnie dostępna w stu odmianach. Powstały fachowe tutoriale, filmiki, zaczęto organizować wszelakie kursy, warsztaty... Prasa zaczęła się rozpisywać o modnym spędzaniu czasu pt. rękodzielnictwo. Pisano artykuły, pokazywano programy w telewizji, jak łatwo, szybko ozdobić przedmiot techniką decoupage, samemu stworzyć coś nowego, albo nadać drugie życie starym przedmiotom. Mało tego! Z racji, że rękodzieło zaczęło być popularne i okazało się trafionym pomysłem na prezent, prezentowano zajmowanie się decu jako świetny interes: łatwa technika, szybkie wykonanie, pewne pieniądze. A że Polacy to naród zaradny, w jednej chwili wyrosły jak truskawki na wiosnę chusteczniki z różyczki, kuferki z "janiołkami" wszelakimi - szczególnie TYMI aniołkami...
Gdy po pierwszych próbach okazało się, że to naklejenie serwetki wcale łatwe nie jest, a wycinanie jest dość czasochłonne zaś produkty do tanich nie należą, pocieszano się co niektórymi tutorialami, niestety popularnymi, w których zapewniano, że zagniecenia są niczym strasznym, "z daleka nie widać", nie trzeba lakierować za dużo - głupi się nie zna, mądry pomyśli, że tak ma być. A jak isę nie ma pieniędzy, to można wziąć zamiennik typu zmywacz do paznokci, białko kurze...Ważne jest to, że się SERCE w pracę wkłada. 
Swoją drogą... chyba przy wycenie tego typu prac, należy wpisać, ILE serca w danym przedmiocie zostało dane i to powinna być podstawa do wyceniania, a nie precyzja wykonania, estetyka i dokładność.
Ale i nowicjusze w tej technice się zmienili. Już nie chcą eksperymentować, szukać, na własnej skórze (albo drewienku) poznawać tajniki decu, bo przecież nie ma się na to czasu! coraz częściej jest tylko zapytanie na znanych portalach społecznościowych: "jak to zrobić - szybko potrzebuję informacji!" ( i nieważne, że tych kursów, tutoriali jest naprawdę ogrom w sieci. Tylko trzeba poświęcić na to troszkę czasu)? "gdzie to kupić? KTOŚ COŚ?" ( matko i córko! Ta forma "zapytania" wręcz zalewa internet! Okropność!) 
Mało tego! Odesłanie takiej pytającej do znanego wszystkim WUJKA G jest uznawane za... poniżanie! 

Zdałam sobie właśnie sprawę z tego, że codziennie co najmniej raz dziennie się osobiście z własnej woli poniżam...

Każda uwaga odnośnie pracy nowicjuszki odbierana jest obrażanie, wyśmiewanie, hejt. Na każde niedociągnięcia (pomarszczony motyw, niedokładnie wycięty/wydarty), kiepska kompozycja, mało lakieru są wyjaśniane: "tak chciał klient (sic!)"; "to moje początki, ale dużo SERCA włożyłam w tę pracę, więc proszę nie podcinać mi skrzydeł";  "taki był ZAMYSŁ".
Już nie mają ludzie w sobie tej pokory wobec swoich braków w umiejętności związanych z małym doświadczeniem ( każdy na początku dopiero się uczy i popełnia błędy - to oczywiste), tylko wystawiają pierwsze prace na sprzedaż ( pisali w gazecie przecież, że to modne i chętnie kupowane!). I nagle rękodzielnictwo przestaje być prestiżowe, ponieważ rynek zalały prace po prostu niechlujne ( ale z dużą dawką serca)...

To nie jest obrazek jedynie wśród rękodzielników z tej techniki. W każdej grupie się tak dzieje... Z jednej strony świetnie, że rękodzieło stało się tak popularne, bo to doskonała alternatywa dla siedzenia przed tv i oglądania seriali. Z drugiej zaś smutne jest to, że coraz częściej liczy się ilość a nie jakość. Że panuje "bylejakość", tworzenie po łebkach. Jeszcze chyba bardziej zaskakujące brak dystansu do siebie i tego, że uwagi odnośnie niedoskonałości pracy mają być jedynie wskazówką dla tworzącej, na co zwracać uwagę następnym razem... I powstała taka postawa roszczeniowa, by dzielić się swoją wiedzą, która często była efektem wielogodzinnych eksperymentów, poszukiwań, oczekiwania na  gotowe szybkie recepty na każde pytanie, udzielanie natychmiast odpowiedzi na palące pytanie a nawet udzielania porady: jakich motywów użyć, jak skomponować pracę, bo isę ma pustkę w głowie i brak pomysłów...
Już się nie chce wielu osobom dopieszczać pracy, zadbać o szczegóły, detale... Jak z tą zmywarką... ciężko już włożyć i wyciągnąć te naczynia... Ale świetnie, że się talerze "same" myją...

Tak sobie myślę, że "słodką truskawką" jest świadomość, iż wśród tylu tworzących rękodzieło, mimo wszystko jest wielu ludzi, którzy wciąż działają z pasją, prawdziwym zaangażowaniem,  szlifują swój warsztat i nadal mogą być przykładem i autorytetem dla początkujących... Komu będzie naprawdę zależało na własnym warsztacie, na pewno skorzysta z takiego autorytetu i wyciśnie z niego wszystko jak sok z cytryny truskawki, by nauczyć się jak najwięcej, wyciągnąć wnioski... 
A my? A my będziemy podziwiali, kupowali te wyjątkowe prace...

A ja już w tym sezonie jadłam truskawki... 




Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

13 komentarzy:

  1. Jeszcze można przeczytać, że "tak miało być, a o gustach się nie dyskutuje"...szkoda, że to nie kwestia gustu tylko kilometrowych zmarszczek na serwetkach.
    Jak ja bym chciała żeby ktoś kto się lepiej zna skrytykował moje stworki - potworki!! Może bym się czegoś nauczyła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie , bo czy innym jest wyrażanie swoich upodobań, a czym innym życzliwe wskazanie niedociągnięć - zwłaszcza w grupie, która służy do doradzania ;)
      Och, przede mną dłuuuga droga jeszcze i wiele nauki. wciąż widzę u siebie mankamenty... Ale ćwiczę;)

      Usuń
  2. fotografia to też forma rękodzieła?
    ktoś? coś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba okodzieła ;)
      jeszcze ktoś? jeszcze coś? ;)

      Usuń
  3. W scrapbookingu jest to samo niestety. Czasem wolę nie napisać komentarza wcale, bo naprawdę mało dobrego można o pracy powiedzieć (albo totalnie nie mój styl, nie moja estetyka, tak też może być), a na krytyczne (krytyczne, ale grzeczne) komentarze ludzie się obrażają.
    Jak zaczynałam się bawić scrapbookingiem, to w Polsce nie było ANI jednego sklepu typowo scrapowego. Praktycznie wszystko robiło się samemu, zaczynając od podstawowych materiałów. A zakupy robiło się zbiorowo w stanach i cieszyło, z każdego zamówionego ćwieka ;)
    Pamiętam jak kiedyś wycinałam skalpelem ażurową kartkę. 3,5 godziny ciągiem, ostrza zmieniane co chwilę, bo na papierze bardzo szybko się tępi, o stanie palców nie będę się wypowiadać. A teraz? Bach, wykrojnik, bach, na kartkę, parę ozdób i gotowe. A potem się nawzajem jeszcze oskarżamy, że te kartki takie podobne do siebie, że na pewno ukradłaś mój pomysł! A jakie mają być kartki robione od sztancy? Z praktycznie gotowych elementów, z wiecznie tych samych wykrojników? Ale za to kartka zrobiona w 20 minut. I pół biedy jak tylko z tych gotowych elementów - to też można ładnie i ciekawie skomponować. Nawet jeśli efekt wyjdzie podobny do czegoś, bo ilość kombinacji tych samych elementów jest ograniczona ;) Ale widzi się też dużo prac, właśnie takich o jakich pisałaś w kontekście decoupage. Krzywo docięte? Nie szkodzi, bo ja się uczę i nie mam jeszcze gilotyny (a linijka i nożyk to za trudne). Klej zostawił ślady? No bo tak wyszło, te tubki jakieś nie takie. Kompozycja od czapy? Bo się tuszem chlapnęło i trzeba było coś przykleić, a nic innego nie było. A teraz sprzedam po 3 zł od sztuki, bo nikt znajomy nie chce. A co mi będzie leżeć. Ktoś kupi i będzie myślał, że rękodzieło to chłam? Ale przecież ja się uczę i dużo serca włożyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja napisałam jeden komentarz i usłyszałam, że to wycięcie "dziwaczne" motywu było na życzenie Klienta. Dla mnie to porównywalne było z sytuacją, kiedy idę do fryzjera i proszę, by mi zafarbował włosy, ale odrosty może zostawić :P
      Jak pisałam, ja scrapem - robieniem kartek zajęłam się jakieś 23 lata temu. robiłam, co było - efekt... wyobraźnia niech zadziała ;), ale mam pierwsze kartki ,które robiłam W :D
      Wyobraź sobie, że ja do tej pory wiele motywów sama wycinam. Teraz mam towarzysza o imieniu ploter ;), więc ułatwiłam sobie życie, a do tego mogę sama projektować wzory, co jest wielką zaletą. Właśnie... mnie w tym poście głównie chodzi o to, żeby szybko, łatwo - bez dbałości, byle sprzedać... z sercem ;)
      P.S. Właśnie wczoraj oglądałam u Ciebie papierki - niedługo się zgłoszę po kilka kolekcji ;) Zamiast serca wezmę kasę ;)

      Usuń
    2. Kartki to ja też robiłam w dzieciństwie, moja babcia ma całą kolekcję zbieraną przez lata z różnych okazji ;) Jak piszę o scrapbookingu to bardziej LO, albumy, takie większe prace, kartki teraz się podciąga, bo materiały się nie różnią, ale to jednak trochę poboczne ;)
      Plotera zazdroszczę :) A do mnie oczywiście zapraszam ;)

      Usuń
  4. Ale jak kurze białko? Ja się decou nie zajmuję, mam tylko wiedzę teoretyczną, ale... Jak kurze białko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jajku kurzym wiem tylko z teorii - chyba do spękań używają... ja - do jajecznicy ;)

      Usuń
  5. A, to taki problem dostarczany w pakiecie ze zmywarką. :))
    Właśnie kiedyśładnych pare lat temu, chciałam wystawić swoje prace na Allegro, ale jak zobaczyłam jakość zamieszczonych tam np. chusteczników i ich cenę, to tak sie zgarbiłam, że do tej pory mi tak zostało. ;) ja nie pojmuję, jak można coś takiego w ogóle sprzedawać, a cena nie pokrywa chyba nawet materiałów, bo o robociźnie nie wspominam. Ale schodziły, znikały kupowane. Ech....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego samego powodu nie wystawiam prac na allegro...
      Niech ci "myśliciele" wymyślą jeszcze jakąś niedrogą Gienię ( * to hasło zapożyczone od Przyjaciół Jacków, którzy do swoich Córek, gdy np. nie sprzątnęły po sobie, mówili, ze Geni ( sprzątaczki) nie ma, jest na urlopie :D U nas to działa. Wołam Jagodę z kuchni, a ona " wiem, wiem, Gieni nie ma"

      Usuń
  6. Zdałam sobie właśnie sprawę z tego, że osobiście z własnej woli się poniżam...i to kilkanaście razy dziennie!
    czy to już masochizm?
    czy zwykła opresja?

    podpisuję się pod wszystkim co napisałaś ale to generalny problem całego dziseijszego trochę młodszego pokolenia. Wszechobecna BYLEJAKOŚĆ!
    Byle szybko kasa była!

    Jak widzę na forach pytania typu: "mam takie zamówienie i nie wiem co wymyślić... podpowiedzcie.."
    to aż nie wierzę... :-/




    OdpowiedzUsuń
  7. Nie poniżam się ,uważam że cały czas się uczę...więc co się będe mądrzyć. Madziu bardzo dobrze to opisałaś,ten brak pokory i wrażenie że powinnaś podzielić się wszystkim co umiesz zaczyna mnie wkurzać!
    I stwierdzenie że można kupić taniej,pewnie że można ! A za chwilę -a jak pani to zrobiła? I jak to nazwać? Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń