środa, 29 sierpnia 2012

WITAM Z PERON!

Bonjour!
Troszkę się już zaadoptowałam w nowym miejscu.
Jagna pojechała obejrzeć swoją nową francuską szkołę (polską zaczyna 12.9), Franio zasnął, więc mam chwilę dla siebie... Nie wiem, od czego właściwie zacząć ...
Podróż minęła spokojnie. Szczerze mówiąc, dopiero jak wjechaliśmy do Francji, miejsca już mi dobrze tam znanego, pękłam i emocje wyszły ze mnie gałkami ocznymi ;) A do tego jeszcze Radek śpiewał, chi, chi.
W połowie drogi, w Niemczech,  nocowaliśmy w hotelu WENDER. Tam zawsze robiliśmy postój. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że...wszyscy nas pamiętają z obsługi. Nawet właściciele. A przecież minęły cztery lata i przez to miejsce przewinęło się wiele osób. To było bardzo miłe!
Właścicielami naszego domu (my mieszkamy na dole, oni na górze) jest małżeństwo: Ona Amerykanka a On Anglik. Posiadają psa goldena (!) urodzonego w ...Afryce ;) Bardzo sympatyczni ludzie, gościnni, uprzejmi, a do tego bez problemu możemy się z nimi porozumieć. To wielkie ułatwienie!
Ponieważ wciąż obawiam się o Jagodę, jak sobie poradzi w szkole z językiem, którego nie potrafi, zaczęłam ją przygotowywać psychicznie... I efekty już widzę! Za ogrodem naszym, na skrzyżowaniu jest fontanna. Zaraz obok mieszka rodzina z dziećmi. Jagódka chodzi nad tę fontannę i próbuje nawiązać kontakt z dziewczynką. Co prawda, każda z nich mówi w swoim języku (Jagna zaczęła zdecydowanie częściej teraz używać angielskiego. Nawet gdy bawi się, słyszę, że prowadzi dialog "in English"). Brak komunikacji słownej jednak im w niczym nie przeszkadza. To jest niesamowite, że dzieci nie mają oporów i kierują się czym innym przy zawieraniu znajomości. To w nas, dorosłych, są opory przed ośmieszeniem się lub skompromitowaniem, że powiem coś w złym czasie, albo ze złym akcentem. Tego dzieciakom zazdroszczę!
Gdy tak się ta moja Jagna bawiła przy tej fontannie, podeszła do niej starsza pani z wnuczkiem. Najpierw powiedziała do mej córy po francusku, ale gdy ta nie zareagowała, zadała pytanie po angielsku o imię, a Jagna jej odpowiedziała. Podeszłam do płotka, ciekawa, co będzie dalej. Podeszła do mnie owa Pani. Zapytała, skąd jesteśmy. Gdy odrzekłam jej ,ze z Polski, zaczęła łamanym mym językiem ojczystym mówić, że mieszkała w Polsce 7 lat. I gdy usłyszała imię "Jagoda" była przekonana, że właśnie z Polski pochodzimy.I tak prowadziłyśmy polsko - angielską konwersację zakończoną zaproszeniem na kawę. Czyż świat nie jest mały?

Dziękuję Wam za słowa otuchy! Piszecie, że zazdrościcie mi odwagi... Ja trochę jestem przerażona ;) Za pierwszym razem nie miałam żadnych obaw. Tym jednak wiem, ile mnie pracy a Jagnę stresu będzie kosztowała nauka, bo zacznie polską pierwszą klasę i zarazem francuską przygotowawczą, gdzie będą ją uczyli pisania i czytania w kolejnym języku... Na razie cieszy mnie jej pozytywne nastawienie i ogromny zapał. Oby go starczyło do końca roku szkolnego ;)

Z naszego ogrodu...

Nasze oczko wodne wydaje się być puste... Nic bardziej mylnego! Ta woda jest prosto z gór. Krystaliczna! W upalne dni można się w niej schłodzić...

Nasz pierwszy lunch... W mojej wersji. W. stwierdził, że za takim jedzeniem trochę tęsknił...

A! Pierwsza reakcja Jagody, gdy weszła do naszego nowego domu: Ojej, tu jest o wiele ładniej niż myślałam!

Pozdrawiam serdecznie, machając do Was bagietką ;)
Jagodzianka.

22 komentarze:

  1. Wpadłam tu przez przypadek i ..co widzę?!Fotki z mojej ukochanej Francji...Mam nadzieję,że Ty Jagodzianko oraz twoja rodzina hmmm....że ...będziecie szczęśliwi pod pięknym francuskim niebem.Jakiś czas temu byłam również na południu Francji(mieszkasz chyba w Rhone -Alpes region)Ja byłam w Blacons -malownicza francuska wieś położona między miastami Crest i Die)-To mi wystarczyło ,żeby poczuć francuski klimacik w którym się zakochałam...Troszeczkę Ci zazdroszczę,ale przede wszystkim życzę powodzenia i szczęscia...a o dzieci się nie martw-one szybciutko się aklimayzują i uczą języka.Pozdrawiam serdecznie i czekam na fotki-Dona;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że do mnie zajrzałaś. Mam nadzieję, że na dłużej ;) Tak, mieszkam w regionie Rhone -Alpes. Dzięki wielkie! Mam nadzieję, że Jagna szybko się zaaklimatyzuje.

      Usuń
  2. :)) Bardzo się cieszę, że dotarliście a jeszcze bardziej, że jest już pierwsza notka i wieści z nowego miejsca! Jednocześnie proszę o więcej zdjęć i więcej pisania :) Lubię Cię czytać :)) a najbardziej o tym co u Was :) Zazdroszczę widoków, jedzonka i wszystkiego z tych fot :)))) Nie martw się dzieci to nie wiadomo kiedy i jak 'łapią język' więc ani się obejrzysz a Jagoda będzie śmigać ;)) Jestem pewna. Serdecznie pozdrawiam!!! B.L

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basieńko, miło mi, że lubisz mnie czytać. Będę zatem pisała....choćby dla Ciebie ;)Dziś pada deszcz i inie jest już tak urokliwie...Ale i deszcz jest potrzebny;)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  3. Najnormalniej w świecie zazdroszczę; dzieciom otwartości, wam odwagi.
    Urodziłam się stanowczo za wcześnie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barbaro, znam ludzi w mim wieku, którzy nie wyobrażają sobie wyjazdu z naszego kraju. Albo są i tacy, którzy wyjechali i pragną wrócić. To nie od wieku ale od nas samych zależy, na co się zdecydujemy i jak się z tym będziemy czuli.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. No i znowu cieszę się czytając Twój post:)
    Że dotarliiście,że Wam się podoba,że mace tyle entuzjazmu i że Jagoda jest taka dzielna i przebojowa:)
    Dalej mocno 3mam kciuki i niecierpliwie czekam na dalszą relację:)
    Pzdr,Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hotku, serdeczne dzięki! Oby mi tego entuzjazmu nie "zbrakło".

      Usuń
  5. Ale piękne miejsce :)
    A dzieci faktycznie zaskakują swoją otwartością i nieskrępowaniem w zawieraniu znajomości- tego chciałabym się nauczyć od moich dzieci :)
    Córka na pewno da sobie radę, i będzie ok.
    Życzę powodzenia w pierwszych dniach (szczególnie) w szkole.
    Pozdrawiam i dziękuję za wizytę i miłe słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj trzymam mocno kciuki :) Nie martw się Jagodą, nawet się nie obejrzysz jak będzie nie tylko mówić ale i śpiewać po francusku! Ach, ale znam te obawy i strachy, będzie dobrze! Ściskam z Polski akurat :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że dotarliście bez problemu i że Jagoda jest tak pozytywnie nastawiona do zmian :) Wierzę, że wszystko się ułoży po Waszej myśli tego Wam życzę :) czekam na kolejne zdjęcia z Waszego nowego lokum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo, kochana. Jak tylko pogoda pozwoli ;)

      Usuń
  8. Ale piękne miejsce!! Jagódka na pewno szybko się przestawi i wyjdzie jej to tylko na dobre, aż Jej zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jej wyjdzie na dobre. Ale początków jej nie zazdroszczę...

      Usuń
  9. jak pięknie ^^ a tego oczka wodnego to CI strasznie zazdroszczę :)
    niech wam się wiedzie w nowym miejscu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, oczko jest cudne,szkoda tylko, że się chłodno zrobiło....

      Usuń
  10. Pięknie tam masz w tej Francji.Życzę Tobie i Rodzince wszystkiego dobrego.Niech się wszyscy szybko zaklimatyzują .Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ach, wspaniale, że już się zaaklimatyzowałaś w nowym miejscu, a co najwazniejsze, Twoja córcia też!
    Ja dopiero cos z bólem w sercu rozstałam się z Francją. Wakacje tak szybko się kończą! A Ty zaczynasz wspaniałą przygodę zycia. Powodzenia! Trzymam kciuki!
    Wiesz, tak się zastanawiałam, a nie chcę być wścibska, ale z czegoś żyć trzeba. Jeśli to nie tajemnica napisz kiedyś w jaki sposób udało Wam się rozwiązać ten problem. I jeszcze kwesta francuskiego. Ten język jest taki trudny! No, ale mieszkając wcześniej we Francji, mieliście ten problem z głowy...

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój W. ma kontrakt i pracuje dla CERNU.
    Jeśli chodzi o francuski, to już nie jest tak kolorowo. Mieszkamy w regionie pod samą granicą szwajcarską, gdzie jest bardzo międzynarodowo. Angielski zatem nie jest żadną przeszkodą, a na co dzień w stopniu podstawowym dajemy sobie radę i po francusku. Tym jednak razem - dzięki temu, że Jagna chodzi do francuskiej szkoły - muszę się spiąć i dać radę. Gorzej, że jest Franek i przez to jestem trochę "uziemiona", ale myśle, ze w ramach pomocy międzysąsiedzkiej coś wykombinuję.

    OdpowiedzUsuń