niedziela, 7 lipca 2013

WOJENKA DOMOWA: SEKRET oraz KILA SŁÓW O POLSKIEJ SZKOLE

Bonjour.
Jagna: Mamo, muszę ci  powiedzieć tajemnicę.
Ja; O! Słucham.
Jagna: Zakochałam się w koledze z klasy i chcę się z nim "ożenić".
Ja: Yyyyy. To świetnie! A jak ma na imię?
Jagna: Hugo.
Ja; A co ma w sobie takiego, że się tobie spodobał?
Jagna: Lubi konie tak jak ja i w ogóle jest miły. Mamo, tylko  pamiętaj, że to jest tajemnica i możesz o niej powiedzieć tylko tatusiowi i napisać o tym na blogu. Ale nikt więcej o tym wiedzieć nie może!

Proszę Was zatem o dyskrecję... 

Ostatni pokazywałam Wam TUTAJ zakończenie roku szkolnego we Francji. Byliście ciekawi, jak to wygląda w polskiej szkole. Zanim jednak pokażę Wam kilka ujęć z tego dnia, muszę Wam wyjaśnić, na czym polega polska szkoła na obczyźnie.
Tak jak w Polsce, tak i we Francji jest obowiązek edukacji dzieci. Dlatego też Jagoda musiała iść do francuskiej szkoły. Samo jednak ukończenie przez Jagnę roku szkolnego tutaj nie daje automatycznie możliwości pójścia do drugiej klasy w Polsce. Aby to było możliwe, Jagoda musi uczęszczać do polskiej szkoły, która jest UZUPEŁNIAJĄCA. To jest równoznaczne z tym, że samo uczęszczanie do niej, nie jest zaliczeniem pierwszej klasy w rodzimym kraju. Obie zaś szkoły zaliczone - to zaliczenie pierwszej klasy w Polsce.
Jak już wspomniałam, polska szkoła tutaj jest uzupełniająca, a zatem nie ma przedmiotów takich jak matematyka czy biologia. Tego dzieci uczą się we francuskiej. Ma natomiast lekcje z języka polskiego i historii Polski.
Zajęcia odbywają się raz w tygodniu przez 3 godziny. Nie ma osobnych szkół polskich, lecz są wynajmowane ( ZA DARMO!!!) sale - w naszym przypadku - w szwajcarskich szkołach. Szkoła polska zatem musi dostosować godziny zajęć do możliwości lokalowych. Dlatego też Jagoda zajęcia miała w czwartki od  16.40 do 19.40. ( Jak wychodziła z domu o 8.15, tak wracała o 20.15)
Dzieci uczą się pisowni polskiej, czytają lektury ( tylko polskich autorów), uczą się wierszy na pamięć oraz piosenek, jak i  poznają historię Polski.

Zakończyliśmy polski rok szkolny piknikiem. Nie było specjalnych atrakcji dla dzieci, ale sami rozumiecie - szkoła jest dotowana przez polskie MEN, więc szału nie ma. Ale dzieciakom nie były potrzebne dodatkowe "zabawki", by się dobrze bawić.
W pewnym momencie nastąpiła wodna wojna chłopcy kontra dziewczynki. A że się tak świetnie bawili, to już potem nie było znaczenia, kto jakiej jest płci. Wszyscy lali się nawzajem.
Generałowa latała z aparatem, licząc na to, że będąc w ruchu, szybko zgubi milion kalorii nabytych podczas wspólnego grillowania. Płonne nadzieje...
Uwielbiam grillowane "kurżetki" czyli cukinie.

Piękne okoliczności przyrody...


Gdzie nie spojrzysz, tam żarełko...
Pasowanie na ucznia...
Jagna uczennicą!
 
Wojna zaczęła się od ognia...





...skończyła na wodzie!

Serdecznie Was pozdrawiam, życzę słońca i zapraszam na przyszłotygodniowy udział w FOTO WYZWANIU!
Jagodzianka.

25 komentarzy:

  1. Przeczytałam i zapominam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, macie kontakt z innymi Polakami w podobnej sytuacji.
    A wojna była wspaniała, sama z chęcią wzięłabym w takiej udział. Zwłaszcza dzisiaj w tym upale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kontaktu na co dzień z Polakami nie mamy. Wyobraź sobie, że naprzeciwko mnie mieszka polska rodzina i tylko raz ze sobą rozmawialiśmy... Głównie jednak utrzymujemy kontakt z Francuzami, Amerykanami i Anglikami. I to nie jest tak, że unikamy Polaków. nie. Po prostu do "obcych" mamy "lepsze dojście".

      Usuń
  3. Ja też nikomu nie powiem ;)
    Chętnie wzięłabym udział w takiej wojnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. W porównaniu z imprezą francuską, ta była głównie nastawiona na rodziców.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ha! Uwielbiam takie tajemnice :))) Mój Tymek też często zdradza mi swoje, nie są jeszcze tak sensacyjne, no ale ;) i zawsze na ucho :D
    U nas rok przedszkolny kończy się również piknikiem w parku i zaczyna też :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i człowiek ma zawsze naplute do tego ucha, a podczas tego szeptania tak śmiesznie łaskocze;)

      Super, ze u Was też był piknik. Pamiętam, że jednego roku w Jagi przedszkolu też było takie zakończenie: z zabawami. Pikniku chyba nie było.

      Usuń
  6. Ja też będę milczała! :))
    Trochę późno te lekcje dla tak małych dzieci.
    A jak córcia, jest z nich zadowolona?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Późno, ale takie są możliwości...
      Czy jest zadowolona? Trudno powiedzieć: na pewno idzie z chęcią. Nie ma tak, że nie chce. Lubi Panią i dzieci. To maleńka klasa ( sześcioro dzieci). Wiadomo jednak, że lepszy kontakt ma z francuskimi dziećmi, bo jest z nimi na co dzień.

      Usuń
  7. milcze jak grób! ale jest udana!

    OdpowiedzUsuń
  8. Też uwielbiam grillowane kużetki :) A Jagnie się w polskiej szkole podoba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba, ale mniej niż we francuskiej. Myślę, że jest to związane z częstotliwością zajęć i jej kontaktu z dziećmi polskimi. Obecnie twierdzi, że woli pisać, czytać i mówić po francusku, bo...jest łatwiejszy niż polski... Hmmmm...

      Usuń
  9. widać, że super frajda była :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. obiecuję, że będę dyskretna i nikomu nic nie powiem :-)

    a co do warzyw z grilla to ja nie przepadam, jestem mięsożerna :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiedziałam, że mogę na Ciebie liczyć.

      Ja z mięsa to właśnie kurżetki wolę ;)

      Usuń
  11. powrót do blogowego świata zaliczam z uśmiechem:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj te pierwsze miłości :-) I tajemnice dzieci :-) Uwielbiam takie rozmowy z moją córą :-)
    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń