środa, 27 kwietnia 2011

Zafastrygowany kącik Fasola cz. 2

Zamawiając komódkę, chyba kilkanaście razy zaznaczałam, żeby nie była lakierowana. Bardzo się bałam, że trzeba będzie zwracać i czekać na właściwą, bo na zdzieranie lakieru nie miałam najmniejszej ochoty. Już przerabiałam to z bieliźniarką Jagody, dzięki czemu dorobiłam się niezłych bicepsów ;) Na szczęście towar przyszedł zgodnie z zamówieniem, a ja się wzięłam za robotę... Zaczęłam od wycinania papieru ryżowego ;) Ja uwielbiam tę czynność! A potem już tylko fastrygowałam i fastrygowałam, czasami strzelałam ze szczoteczki do zębów ;)

Szczytem moich umiejętności władania nitką i igłą jest "dzieło", które powstało pod wpływem natchnienia. To moje "marfefki". Na tym kończy się mój wątpliwy talent. A szkoda, bo marzył się mi królik TILDA. Nawet polowałam na takowego w organizowanych przez dziewczyny candies, ale nie miałam szczęścia... Nie mam śmiałości nikomu zaproponować wymianki króliczek za coś przeze mnie zdekupażowanego, bo gdzież moje umiejętności do tych osób, które szyją te cuda, ale może???


Dużo słonca Wam życzę,
Jagodzianka.

9 komentarzy:

  1. Marfefki słodkie - i ta komódka wyszła rewelacyjnie i kolorowo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Komódka cudna! Bajkowy kącik będzie mieć Fasol:))))))
    A marfefki rewelacyjne! Takie charakterne:))))))
    Buziaki! Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. No ja jestem pod wrażeniem bardzo! Super, najbardziej to jestem pod wrażeniem Twojej cierpliwości do tego :) Buziaki B.L P.S a kiedy Fasol będzie na świecie?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja Cię podziwiam za to wycinanie, jak rany koguta...

    marchewek gratuluję! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja te marchewki od razu wypatrzyłam w poprzedniej odsłonie kącika Fasolowego i te mniejsze na parawanie.Cudne są! Na Tildę to ja też poluję-ale drogie są:(
    Co do komodki,to jestem oczarowana..przecież wiesz:)
    Nawet macica mi się do niej śmieje i chce się człowiekowi na wiosnę rozmnażać..;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Madzik, ta komódka jest cudna!!! i "nafastrygowałaś się" co niemiara...marchewki są niesamowite,takie mega-radosne,energiczne,optymistyczne i w ogóle...i normalnie-nie bluźnij,żeś anty-talent szwalniczy, bo mi tytuł odbierasz...hahahahah:))
    buziole!Anita

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale Ty jesteś niemądra, że tak eufemistycznego określenia użyję!!! Twoje dzieła są rewelacyjne i na pewno znajdziesz wiele chętnych osób do wymianki!!! Gdybym szyła tildy od razu bym się zamieniała!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zetk@, dziękuję serdecznie, że te miłe słowa!
    Alicjo, Tobie również wielkie dzięki!
    Margerito, bardzo się cieszę, ze komódka przypadła Ci do gustu!
    Basieńko, to, co robię, działa na mnie jak melisa ;) A Fasol powinien przyjść w czerwcu.
    Yv, dizęki! Wiesz, ze ja z tych "dziwnych" , które lubią wycinać ;)
    Hotku, rzeczywiście, Tildy nie są tanie, ale jakie piękne! I pewnie pracochłonne. A swoja drogą.... wesołą masz macicę ;););)
    Anitko, nie smiem Ci zabierać tego tytułu... myślisz, ze te "marfefki" to taki wyczyn szwaliczy ?;)
    Ewuniu, dzięki za te ciepłe słowa...Choć obawiam się, że nie jest tak pięknie, jak piszesz...

    OdpowiedzUsuń