środa, 3 kwietnia 2013

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - CZY YOU SPEAK FRANÇAIS ?

Bonjour.
Gdy urodził się Franio, W. miał wątpliwości, czy będzie rozmawiał z Synem po angielsku. Wciąż obawiał się, czy nie robi szkody, ucząc dziecko języka, nie będąc jednocześnie w stu procentach pewnym, że Jego wymowa i akcent są prawidłowe. Dlatego też odkładał decyzję o mówieniu do Franka właśnie po angielsku. Ja nie naciskałam, aczkolwiek uważałam, że Jego obiekcje są wyolbrzymione. Podstawą jest umiejętność komunikacji, a resztę można potem "doszlifować" albo poprawić. 
Obawy W. minęły jak ręką odjął, gdy doszło do konfrontacji umiejętności językowych naszego dziecka z prawdziwym życiem - czyli... komunikacją z dziećmi anglojęzycznymi. Kiedy W. zobaczył, jak Jagna bez zahamowań oraz problemów rozmawia z koleżankami Brytyjkami, odłożył na bok wątpliwości i ...zaczął mówić do Franka po angielsku.
Chciałabym jeszcze wspomnieć o takiej zabawnej, a może raczej niesamowicie zbieżnej z moim zeszłotygodniowym postem historii. Otóż, nasza nowa znajoma zaprosiła Jagodę na wieczorny spacer z psem. Znała naszą lingwistyczną sytuację, więc do Jagny mówiła albo po francuski, albo po angielsku. Po powrocie ze spaceru powiedziała tylko jedno: Rozmawiała całą drogę z Jagną jedynie po angielsku. To jest niesamowite, że to dziecko ma taki akcent, nie będąc nigdy w Anglii. Powiedziała W. , że zrobił najlepszą robotę pod słońcem.
(EDIT: W. zarzucił mi skrót myślowy, przez który to zaprzeczam sama sobie. Prostuję zatem: znajoma owa rozmawiała z Jagną po angielsku i po francusku podczas codziennych spotkań. Natomiast na rzeczonym spacerze komunikowały się tylko po angielsku).
Tym bardziej właśnie zachęcam Was do nauki języków obcych od najmłodszych lat. Jeśli Wy nie znacie, zapisujcie do szkółek albo domowym sposobem włączajcie piosenki i bajki, by dziecko się osłuchało, "przywykło" do innego brzmienia słów.
Franczesko nasz głównie mówi w swoim narzeczu, aczkolwiek ostatnimi czasy coraz więcej powtarza po nas słowa. Czasami są one mniej czasami więcej wyraźne.
Jest w specyficznej sytuacji, bo matka mówi do niego po polsku, ojciec po angielsku ale często słyszy siostrę mówiącą z koleżankami po francusku. Ponadto ma dużo grających zabawek, w których to wszelkie polecenia są po francusku właśnie. 
Jak sobie radzi nasz syn?
Używa tych słów, które są dla niego łatwiejsze w wymowie. Dlatego chce "apple" a nie jabłko. Kiedy chce, żebym ja przyszła, powie: chodź, ale kiedy on idzie do mnie, mówi: "I'm comming" - idę).
Najfajniejsze jednak i niesamowite, bo to pokazuje, że On wie, co do kogo mówić, jest to, kiedy chce więcej... jedzenia, oczywiście, bo Jego życie głównie wokół żarcia się kręci. Do mnie mówi "jeście", ale do W. "more"!
Ciekawe jest też Jego liczenie- pozwolę sobie na fonetyczny zapis- "łan; tu, fli, for, faj, SZEŚĆ, seven, ejt, naj ... DIS (10 po francusku).
Kiedy W. wychodzi do pracy, mówi do Niego "bye, bye", ale w sklepie czy do koleżanek Jagny powie "Au revoir". Do mnie mówi często "cześć", aczkolwiek równie często powie po prostu "baj baj".
Mogę Was zapewnić, że nie widzę, by Frankowi towarzyszyło uczucie "pomieszania w głowie". Wg mnie dla niego ta sytuacja językowa jest normalna, bo w niej żyje 1/4 swego życia i to tę część świadomą. 
Mam czasami wrażenie, że najbardziej zagubiona w tym wszystkim jestem ja, która do Syna mówi: "Franek DON'T.... yyyyy.. NON... yyyyy... NIE!"


Jak już wspomniałam, istotą życia mego Syna jest jedzenie... Śródziemnomorska kuchnia bogata w warzywa, jak i brytyjska herbatka o piątej są codziennością Franczeska...

To tyle jeśli chodzi o moje przemyślenia oraz doświadczenia związane z nauką dzieci języków obcych. Myślę, że warto zastanowić się nad metodami oswajania najmłodszych z obym językiem. To ich przyszłość...

Pozdrawiam serdecznie i przesyłam bardzo dużo słońca, bo tutaj już wiosna przyszła na dobre!
Jagodzianka.

37 komentarzy:

  1. jaki on słodki :))) u mnie snieg po pachy ;) ,a co do nauki róznych języków od najmłodszych lat jestem za !
    pozdrawiam
    Ag

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No słodziak to on jest i do tego żarłoczny;) A z tym śniegiem to naprawdę w Polsce niezłe jaja ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. to tylko się cieszyc ,że jadek , a nie tadek ;)))

      Usuń
    3. Ja się cieszę, tylko wiesz... On nas z torbami puści ;)

      Usuń
  2. Magda, poproszę Cię o pomoc, bo ja się nie znam totalnie, a do Ciebie zagląda milion osób i może to przeczytają.
    Potrzebuję znaleźć jakieś historyjki, bajki do słuchania, koniecznie dwujęzyczne, żeby Mała wiedziała o co kaman na początek (tj. w dwóch wersjach językowych)
    Pomożecie, obywatelko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co mogę ze swojej strony polecić, to stacja CBeebies. Miałam ją na "cyfrowym polsacie", nie wiem, jak na innych platformach. W każdym razie są tam bardzo fajne (były w każdym razie;)) bajki jak i programy edukacyjne po polsku z możliwością przełączenia na język angielski. Ponieważ te bajki się powtarzają o określonych godzinach i dniach, możesz najpierw puścić po polsku a potem sprawdzić, kiedy jest powtórka i włączyć po angielsku.

      Usuń
    2. Teraz Cyfr.Polsat nie ma w pakiecie żadnego z kanałów BBC :(
      Chodziło mi raczej o coś do ściągnięcia

      Usuń
    3. danke szynke
      a Franczesko boski, sama bym takiego chciała :)

      Usuń
    4. Słuchaj, znalazłam ofertę z Cyfrowego Polsatu (jeśli w ogóle masz właśnie tę platformę):

      http://www.cyfrowypolsat.pl/oferta/telewizja-cyfrowa/oferta-tv.cp?packageGroupId=1

      Ja nie ściągam nic, dlatego też nie mam, a z tego programu byłam naprawdę zadowolona. Jagna co prawda ogladąła tylko e weekendy ( rzadko w tygodniu, ale bajeczki często bywają 10-15 min.)

      Usuń
    5. Lucy dała mi do myślenia :D Szukała czegoś, szukałam i znalazłam :D
      "Kot Prot" leci na minimini, ostatnio dzięki połączeniu ntv z cyfrą+ włączyli nam ;) no i Timi bardzo lubi tą bajkę ;) szukałam czy jest do czytania no i znalazłam. I co się okazało, że jest (w empiku) z płytką, a na niej wersja polska i angielska bajki :)))
      Nie wiem czy o to chodziło, ale ja jutro lecę do empiku :D
      Tu kilka słów o książce:
      http://poleczkazksiazkamibeel2.blox.pl/2010/05/Kot-Prot-Dr-Seuss.html
      a tu można podejrzeć:
      http://ksiazkiobrazkowe.blogspot.com/2012/10/dr-seusskot-prot-znow.html

      Mam nadzieję, że pomogłam :))) Gdyby coś jeszcze wpadło mi w oko to dam znać :) I jeszcze idę do Lucy napisać ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. Super! Dzięki za zaangażowanie! I do tego książka w tłumaczeniu Barańczaka! to na pewno będzie dobra pozycja. Sama się nią zainteresuję - w końcu mam jeszcze Frania ;)

      Usuń
    7. Dzięki laseczki, zaraz śmigam do empiku.

      Muszę pogrzebać w tv, może mam minimini, a o tym nie wiem, bo pakiet mam podobny, nawet bardziej rozbudowany

      Usuń
  3. Cudny ten Twój mały blondasek ;)
    Masz rację z tą wielojęzycznością, dzieci potrafią odnaleźć się w sytuacjach, w których my się gubimy :)

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Widzę, jak Jagna sobie radzi bez problemu, a ja się na przykład gubię...

      Usuń
  4. O Ty szczęściaro - to serio wiosna gdzieś ISTNIEJE??? Nieeee.....

    A Franio jest boski! Rośnie z niego przystojny poliglota, w dodatku potrafiący docenić smaki kuchni śródziemnomorskiej! Normalnie nic tylko być ze 30 lat młodszą... ;-P

    Ps. Ja też jestem za nauką jezyków dzieci od jak najwcześniejszych lat. One wtedy najlepiej wszystko chłoną. Może trochę zamieszania macie ale wyjdzie im to na pewno na dobre!

    Buziaki i uściski z Syberii! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas najprawdziwsza wiosna. Kozaki pochowałam i kombinezony dzieciaków. Wszystko kwitnie, ptaki szaleją.

      Franaczesko, jak powie damie serca w 10 językach kocham cię, to będzie ją miał na talerzu :D

      Ważne, że one się odnajdują. Ja mam czasami mętlik w głowie, ale to przez starość - nie nadążam ;)

      Usuń
  5. Na głos się zaśmiałam :D Kochany Franczesko! Boski jest :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam na konkurs :)
    http://myszowenowinki.blogspot.com/2013/04/konkurs-velvet-i-myszowe-nowinki.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Franczesko jest prze fajny! I dobrze, że 'łapie' więcej języków, bo będzie mu później łatwiej się porozumiewać w różnych miejscach :-)
    :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Nie będzie miał problemów z komunikacją, zwłaszcza, gdy ziemia staje się globalną wioską ;)

      Usuń
  8. Och zazdroszczę ci ja tej wiosny! Śniegu mam ju dosyć, a t białe g.. dzisiaj znowu pada...
    Ale , ale wspaniałe, że Wasze dzieciaki mówią tyloma jezykami. Tylko pozazdrościć. Ja osobiście nieuk straszny, ale w córę inwestujemy ostro...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym mogła, to bym Ci troszkę słońca przesłała! Jak się czujesz?
      Warto inwestować w naukę języków i nie zawsze to oznacza wydanie wielkich pieniędzy.

      Usuń
  9. O tak, pierwsze lata można wspaniale wykorzystać na zapoznanie dzieci z jezykami obcymi właśnie poprzez luźną zabawę, piosenki wspólnie śpiewane, bajki.
    Wczoraj w przedszkolu pani od angielskiego powiedziała mężowi, że nasz Borys jest najlepszy nie tylko w swojej grupie, ale w całym przedszkolu. Ma fenomenalną pamięć, i chociaż kręci się, nie słucha, nie uważa, to co go nie zapyta,on wie. I żebyśmy tego nie zmarnowali. Oczywiscie, że tego nie zrobimy. Już od pewnego czasu planujemy posłać go na dodatkowe zajęcia z angielskiego.
    Przeraża mnie poziom nauki angielskiego w szkole podstawowej.Siostrzenica mojego meża jest w czwartej klasie i zapytana "do you speak English?" zrobiła wielkie oczy. Kurde, czego więc w tej szkole uczą? Mój przedszkolak zna więcej słów niż czwartoklasista? Nie mam pojęcia jak to wygląda w innych podstawówkach, ale chyba program jest jeden dla wszystkich szkół...
    Wiosny Wam zazdroszczę, ja już w taki dół wpadłam , że tylko poteżna dawka słońca mnie może uratować.
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym czytała o Jagodzie, chi chi ;) Ja mam wrażenie, że ten poziom nauki języków w szkole nic się nie zmienia, tj. ciągle jest na niskim poziomie i tylko ci, którzy naprawdę chcą sie czegoś nauczyć, muszą inwestować w naukę innymi sposobami. Ja pamiętam, że mnie w liceum uczyła angielskiego pani, która wcześniej uczyła rosyjskiego i dlatego też miała... taki śpiewny akcent;) Masakra!

      Trzymam kciuki za Synka!
      Pozdrawiam i wirtualnie ciepełko przesyłam, bo słońca dziś zabrakło ;(

      Usuń
    2. Dziewczyny, ja trochę chciałabym to wytłumaczyć - w sensie poziom nauczania w szkole, bo sama uczę i może trochę od innej strony to widzę... Szkoła teraz nastawiona jest bardzo mocno na egzaminy - żeby zdać, a że np wystarczy 30 % żeby zdać maturę - dla mnie to nie do ogarnięcia - wychodzi tak, że starczy że uczeń powie 5 luźnych wyrazów, które jakoś tam mają się do obrazka - i może zdać!
      Generalnie, chyba wszyscy widzimy jak tragiczny jest system edukacji. Nauczyciele uczą po to żeby uczeń zdał i uczniowie uczą się tylko po to - schematycznie, żeby zdać, nic ponad to, nic własnej inicjatywy, jakiegoś zainteresowania. Z resztą, co jakiś czas można znaleźć badania na ten temat właśnie. Oczywiście uogólniam, bo trafiają się wyjątki :)
      Uwierzcie, że ciężko się pracuje z grupą 20 - 30 osób, bo często nie ma podziału na grupy, a język to nie geografia czy historia, że można sobie czasem doczytać. Jest program i trzeba to zrealizować, czasem nie ma czasu ani możliwości na nic więcej niż książka i ćwiczenia. I nic samo do głowy też nie wejdzie ;)
      A już jak się słyszy wciąż "ale bzdura", "co za bezsens"...
      Ja nie chcę żeby wyszło, że usprawiedliwiam nauczycieli, no ale to bardziej złożony problem niż się wydaje ;) Trzymajmy kciuki żeby było coraz lepiej :)))

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Kochana, jako niedoszła, ale wykształcona w tym kierunku nauczycielka powiem Tobie, że jednym z powodów, dla których nie poszłabym teraz uczyć do szkoły za żadne pieniądze, to... program oraz wymagania wobec uczniów, szczególnie - jak piszesz - podczas matury. Przygotowywałam do tego egzaminu dojrzałości uczniów przez 11 lat, zaczynając jeszcze od starej wersji. To, czego byłam świadkiem (poziom wiedzy i podejście uczniów do sprawy) przerażało mnie coraz bardziej i był to jeden z powodów, dla których dałam sobie spokój. Pomijam fakt stosunku uczniów oraz ICH RODZICÓW do nauczycieli - postawa roszczeniowa. To poza tematem dyskusji.
      Paranoją jest, by prowadzić zajęcia z języków obcych z cała klasą! 30 osób na jednych zajęciach to absurd! "Za moich czasów" ;) były podziały na grupy. Ale to tylko potwierdza pogląd, że poziom nauki języków obcych w szkole to mijanie się z celem. To jest głupie...
      Obawiam się jednocześnie, że nie będzie lepiej, bo jest zawsze jedna wymówka: brak pieniędzy i poziom jest coraz bardziej obniżany. To bardzo smutne...

      Usuń
    4. No to wszystko doskonale wiesz, ale są osoby - właśnie rodzice, o których piszesz... Ja na szczęście uczę w szkole policealnej, więc z rodzicami żadnymi się nie widuję :D Bo bym chyba psychotropy musiała brać ;)
      A z ciekawostek, już odbiegając od tematu, mogę Ci powiedzieć, że jakiś, za przeproszeniem, debil, wymyślił, że mimo iż jest niż demograficzny, uczniów w klasie ma być więcej niż do tej pory, żeby klasa w ogóle powstała! I te śmieszne, nierealne programy... Ja nie wiem, kto to wszystko wymyśla, i pewnie jeszcze nagrody zgarnia. Ręce opadają...

      Usuń
    5. Zgarnia nagrody, potem nie bierze odpowiedzialności za nietrafiony pomysł... Ot, polska rzeczywistość.
      Wszyscy mówią, że praca nauczyciela to raj, bo ileż on ma wolnego! Ale jak powiesz, by poszedł zatem pracować do szkoły: to nigdy w życiu za takie pieniądze! I do tego uczyć cudze dzieci? Absolutnie!
      I taki mundry, co wymyślił ilość dzieci w klasie ponad ilość rozsądkową, po prostu nigdy nie uczył w szkole, nie rozumie tego, bo on jest sam albo z koleżanką w pokoiku, piją sobie kawkę i jak mają odebrać 5 rozmów telefonicznych to są "zarobieni po pachy"... Nie mówię, oczywiście, o wszystkich, ale tak jest często. Niestety i wiem to z autopsji.

      Usuń
  10. Nieco późno, ale dodam swoje 3 grosze, jako żem lingwistka. Magdo - NIEZWYKLE WAŻNE dla dziecka jest, żebyście ostro rozgraniczali z W. języki. Jeśli W. mówi po ang. do Franka, ty niech to będzie ZAWSZE angielski i TYLKO angielski, z żelazną konsekwencją. To samo dotyczy Ciebie i jęz. polskiego.
    Rzecz w tym, że takie dziecko do nauki języka używa zupełnie innych obszarów mózgu niż te starsze, które już mówić potrafią, że nie wspomnę o dorosłych.
    Ono po prostu rozpoznaje i tworzy skrypty kodu komunikacyjnego z najbliższym otoczeniem. Będzie Frankowi znacznie łatwiej, jeśli w komunikacji z Tatą będzie miał jeden kod, a z Mamą - drugi kod. To mu pomoże w niemieszaniu języków, co czasami w nieco późniejszym etapie może prowadzić do całkiem sporych kłopotów w komunikacji, bo dziecko miesza oba języki nie do końca jest w stanie określić, z którego języka jest który kod werbalny czyli wyraz. To wielka rzecz dla Franka, że Tata mówi doń po angielsku i wobec tego ciśnijcie, aby Franek do taty mówił WYŁĄCZNIE po angielsku, a do Mamy wyłącznie po polsku, inny kod niech będzie dla Ciebie niezrozumiały ze strony Franka, domagaj się przejścia na polski, kiedy rozmawia z Tobą.
    No - to tyle, przepraszam za przydługi wywód, ale to naprawdę ważne. Serdeczności!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo chciałam potwierdzić.

      Powiem nawet więcej.
      Niestety widze jak ignorancja rodziców pustoszy dzieciom słownictwo - rodzice zachwyceni ze dziecko tak szybko złapało angielski nawet nie zauważają kiedy ich cudownie dwujęzyczne dziecko juz nie zna polskiego.... Ze o straszliwym akcencie angielskim w języku polskim nie wspomne.

      Moja znajoma namawiała mnie jakies 4 lata temu do mówienia do dzieci po anglielsku. Efekt jest taki, ze moje dzieci znają dwa języki biegle (ang nauczyły sie w szkole, polskiego używamy zawsze w domu, bez domieszek, jak dziecko nie zna słowa to pyta) a jej dzieci znają tylko i wyłącznie angielski i za nic w świecie nie chcą mówić po polsku.

      Widze, ze wy odwalacie dobrą robote! Tak trzymać!

      Usuń
    2. DPS, nie jest za późno na żadne rady;) Kochana, jako że mamy już doświadczenie z Jagną, to kontynuujemy je z Franiem i tak właśnie robimy , jak piszesz, mówię tylko po polsku a W. po ang., choć zdarzają się mi wpadki, które opisałam w poście. Ale to tak jest, gdy np. rozmawiam z kimś po angielsku i jednocześnie zwracam się do Frania. Bywa, że z rozmówcą anglojęzycznym wtrącę polskie".
      no wiesz..." ;). Jestem po prostu po kilku latach znowu zmuszona (w pozytywnym sensie) do operowania dwom językami, nieraz równocześnie. A latka lecą, mózg już nie ten sam ;)
      A co Franka: zobaczymy, jak już zacznie składać więcej zdań, jak będzie z nami rozmawiał.

      Usuń
    3. Aniu, ja właśnie gdzieś wcześniej pisałam ,że uważam, iż jako Polka będąca zagranicą nie powinnam do dziecka swego mówić w tubylczym języku z prostej przyczyny - NIKT lepiej nie nauczy Jagny francuskiego jak Francuzi. Ale też i NIKT lepiej nie nuczy moich dzieci lepiej mówić po polsku niż ja. A przynajmniej tu.
      Jagna ma czasami zawirowania, nie pamięta słów po polsku, pyta czy może mi to powiedzieć po fr. albo po ang. i ja się zgadzam, a gdy mi to powie, to ja wtedy "tłumaczę" to na język polski i Ona to po mnie powtarza. Kładę szczególny nacisk na uczenie się tutaj obcych języków, bo to jest wartość bezcenna. Wiem, że kiedy wrócimy do Pl (niestety), to tam szybko nadrobi ewentualne zaległości.

      Usuń
  11. Ja też uważam, że języków obcych powinno się uczyć dzieci od najmłodszych lat. Chłoną one jak gąbka i trzeba to wykorzystać. Ja tak zamierzam, jak tylko będę miała swoje dzieci :)

    OdpowiedzUsuń