sobota, 9 stycznia 2010

... tym bardziej pada śnieg, bom - bom...

Zima w tym roku nas nie zawiodła. Co prawda z tego powodu mamy wiele problemów z komunikacją i odśnieżaniem, ale mnie ta aura cieszy. Nie jest szaro, brudno, mokro... Taki krajobraz bardzo dołował mnie, a teraz mogę się cieszyć jego białością! Mogę się jedynie domyślać, jak jest pięknie w górach...
Śnieżna pogoda to świetna okazja do wspólnego i aktywnego spędzania czasu z dzieckiem...


Natomiast dla mamy - czyli mnie - to okazja do przyrządzenia jakiegoś dobrego obiadku...

Makaron orzo ze szpinakiem...
  • makaron orzo;
  • szpinak mrożony lub świeży;
  • czosnek, duuużo czosnku;
  • ser feta;
  • sól, pieprz,
Do rozgrzanej patelni nalewamy trochę oleju a następnie rozdrobniony czosnek. Gdy nabierze on złoty kolor, dodajemy szpinak. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Można również dodać mleka lub śmietany do wzbogacenia smaku. W międzyczasie gotujemy makaron orzo, który kształtem przypomina ryż. Gdy zarówno makaron, jak i szpinak będą gotowe, kładziemy je na talerz a na wierzchu posypujmey pokruszoną fetą. Smacznego!

czwartek, 7 stycznia 2010

Im bardziej pada śnieg, bim - bom...


Wykorzystałam wczoraj okazję, że wcześniej wróciłam z Jagunią do domu. Wzięłyśmy sanki i poszłyśmy na spacer a ja przy okazji zrobiłam córci malutką sesję zimową...



Przyroda również nie umknęła mojej uwadze...


wtorek, 5 stycznia 2010

No to przyszedł, nowy... czy lepszy?

Czy lepszy to się jeszcze okaże, ale na pewno nie może być inny, ponieważ w Sylwestra przyszła na świat Zosieńka - moja bratanica. Śliczna i zdrowa! Już ciocia Jagodzianka dla Niej coś dekupażuje ;):):)

Nie mogę nie wspomnieć również o innym wydarzeniu.2009 roku. Otóż moja córcia skończyła cztery latka! Gdy zobaczyła swoją patchworkową narzutę, nie chciała spać pod ukochaną - jak dotąd kołderką.  Kolejną największą radością były dla niej baloniki, które... całowała i wyznała im miłość. Oj, kochliwa ta moja córcia!

Babcia kupiła Jadze beżowy bezrękawnik. Córcia ma spojrzała na niego i rzekła:
-Co prawda ma smutny kolor, ale najważniejsze, że jest ciepły!


Stary rok również w ostatnich dniach przyniósł mi przykre chwile, dlatego było mi ciężko siąść do komputera i coś napisać, czymś się pochwalić. Znalazłam wtedy w swoim nowym kalendarzu słowa Puchatka:

Nie można tkwić uparcie w swoim kącie Lasu, czekając, aż inni do nas przyjdą. Czasem trzeba pójść do nich.

Postanowiłam zatem wyjść z mojego kątka do Was, ale i coś podziałać, by nie myśleć, nie martwić się, tylko poprzez działanie wytworzyć pozytywną energię...

Zaczęłam kulinarnie i przygotowałam potrawę, o którą ostatnio dopominał się mój mąż. Zdjęcie jedzonka średnio zachęcające, ale za to jak smakowało!

Brukselka z duszonymi pomidorami
  • 80 dkg pomidorów;
  • 1 kg brukselki;
  • koncentrat pomidorowy;
  • cebula;
  • rozmaryn;
  • sól i pieprz;
Do osolonej, gotującej się wody z odrobiną mleka gotujemy brukselkę. w międzyczasie  na patelni podduszamy cebulkę na złoty kolor a następnie dodajemy sparzone i obrane ze skórki pomidory pokrojone w kostkę. Chwile dusimy, dodajemy brukselkę, a następnie dodajemy koncentrat oraz rozmaryn. Dusimy do miękkości. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku.
Ja dodaję jeszcze do tej potrawy  wcześniej uduszonego indyka pokrojonego w kostkę z dużą ilością przypraw.

Jeszcze jedna rzecz, o którą byłam proszona. Chodziło o pokazanie magicznej wanienki... Nalewa się do niej wody i naciska kwiatuszek, który pompuje wodę i mamy prysznic!