Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pstrykanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pstrykanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 kwietnia 2024

{z cyklu} WTOREK POD WYZWANIEM: FotoGra w ART PIASKOWNICY

 Dzień dobry się z Państwem,

trochę się w moim życiu wydarzyło przez ostatnie miesiące. Przeprowadzka, nowe okoliczności życia sprawiły, ze musiałam pewne sprawy odłożyć na bok, a inne stały się priorytetem.

Zapewne nadrobię zaległości i pokażę Wam moje nowe miejsce tworzenia i opowiem o tym, co się działo przez ten czas już wkrótce. Jeśli kogokolwiek to obchodzi ;)

A dziś chciałabym pokazać moje zdjęcie cudownej roślinki Calathea Network. Deseń jej liści jest oszałamiający. W bieli i czerwieni również ;) To zdjęcie właśnie zgłaszam do wyzwania w ART PIASKOWNICA



Pozdrawiam serdecznie
Magda Jagodzianka

niedziela, 7 sierpnia 2022

{Z CYKLU} NIEDZIELA POD WYZWANIEM: FOTOgra "Lato"

 Dzień dobry się z Państwem,

lato w pełni, ale to mój ostatni dzień urlopu...

Na jego pożegnanie postanowiłam wziąć udział w fotogrze @Artpiaskownicy o tematyce letniej. 

Sukienkę tę mam co najmniej dekadę i zakładam ją tylko na wakacjach. Kapelusz to kolejny atrybut tego letniego czasu. I cisza wśród drzew przerywana jedynie śpiewem ptaków... To jest LATO.



Do widzenia się z Państwem
Jagodzianka



środa, 28 lutego 2018

{z cyklu} INSPIRACJE DLA craftART: GRAJ W KOLORY: fioletowe wyzwanie

Dzień dobry sie z Państwem.

Kto z Was lubi fioletowy i ma chęć na udział w wyzwaniu, zapraszam do craftART! Można się wyżyć w różnych technikach, wybrać ulubiony odcień fioletu i ..wygrać małe co nieco!
Ja postanowiłam wykonać ultrafioletowy łapacz znów. Trochę z kosmosu, trochę anielski...







Swoją drogą, postanowiłam się wkomponować kolorystycznie w tej kwestii ;)


Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

środa, 31 stycznia 2018

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: chata MAGODA cz. II

Dzień dobry się z Państwem.
No troszkę minęło czasu, zanim zaprezentowałam drugą część zdjęć z Bieszczadów.
Dlaczego dzisiaj... Bo jak człowiek wrócił do tej szarej "rzeczywistości", natknął się ( głównie z powodów zawodowych) z internetami... poczytał te wszystkie opinie na każdy temat, zetknął się z taką ilością ekspertów, to zapragnął znowu zaszyć się w Lutowiskach. Och, jak my lubimy doradzać, komentować, oceniać, podważać ekspertyzy, przy okazji zrewidować, jaki styl życia jest najwłaściwszy, jak mają zachowywać się odpowiedzialni ludzie. I ta mądrość płynie z internetów, a człowiek się frapuje... Szkoda... no po prostu szkoda, że Lem w tym temacie miał jednak rację...

Dlatego siadłam sobie dzisiaj i zaczęłam wspominać te kilka dni spokoju, ciszy, wolności, ciepła i wielkiej otwartości gospodarzy.. i ten zapach, gdy się wchodziło do chaty... Będzie się on mi zawsze kojarzył z przyjacielskim ogniskiem domowym...

















A w Lutowiskach zdążył już spaść śnieg i chwilowo go "zabraknąć" ;)
A w sercu mym wciąż złota jesień ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

wtorek, 30 stycznia 2018

{ z cyklu} SCRAPKI SPOD MOJEJ ŁAPKI: album rodzinny na 2018

Dzień dobry się z Państwem.
W zeszłym wyzwaniu craftART stworzyłam album na 2018. To album typu harmonijkowego. Ma 12 kart. Każda na osobny miesiąc. Chcę właśnie raz na 30 dni zrobić zdjęcie naszej rodziny( z Fetą ;)). Będą to zdjęcia "zabawne", związane też z charakterystyką danego miesiąca...



I wczorajszy brak postu był spowodowany właśnie okazją do pstryknięcia pierwszej fotki. Urodziny W...


I jeszcze jedno zabawne z tej serii ;)



Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 4 stycznia 2018

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Nowy Rok mamy...

Dzień dobry się z Państwem.
Po szalonym okresie przedświątecznym powoli wracam do świata... Nie jest łatwo, bo aura za oknem wcale mnie nie zachęca do czegokolwiek.
W tym roku mój pierwszy noworoczny post nie będzie związany z postanowieniami, bo je namiętnie łamię... Coś tam sobie wymyśliłam, ale jako że nie mam energii w sobie, to się nie będę za bardzo spinać. Na razie pozwalam sobie powolne wchodzenie w codzienny rytm. Z jednej strony chciałabym osiągnąć pewien spokój wewnętrzny, z drugiej zaś jest to trudne przy posiadaniu dwóch gnomów. W tym nastolatki, a pozwolę sobie przypomnieć, że posiadanie tejże w domu to nieustanny balans między samobójstwem a zabójstwem...
Powolutku będę się tutaj udzielała, a dzisiaj oddam głos w.w. Gnomom...

J rozmawia z Julką przez telefon i tłumaczyła,jaki film oglądała z Majką.
J:" Thor" oglądałam. Thor - taki ziomek, co ma młotek.

***
Frank obwieścił mi dzisiaj.

F: Mamo, jestem ekspertem od eksmisji smoków!
***
Frank śpiewa na przemian Lady Pank, Młynarskiego i "Akademię Pana Kleksa": "...piec jak należy w brytfannie...". 
Po chwili.
F: Mamo, a brytfanna to państwo czy miasto?

***
Frank: mamo, a Mikołaj robił zakupy w "Biedrze".
Ja: Sąd wiesz?
Frank: Bo na żurawinie jest napisane Biedronka, a czekoladowe bałwanki miśki widziałem w gazetce...

***
Ja: Frank, ty tak lubisz gotować... Prawda, że jak dorośniesz to założysz restaurację i będziemy - my twoi rodzice - przychodzili do ciebie na obiad?
Frank: nieeeeee... Ja będę sobie chodził po parku i sprzedawał orzechy .

On tę wizję sprzedawcy orzechów ma od kilku miesięcy. głównym klientem - wg jego wizji będą... wiewiórki...

A na zakończenie dialogi z Frankiem, które nasunęły mi życzenia na ten 2018 rok.


Frank: Mamo, chciałbym być prawdziwą, żywą jaszczurką!

***
Ja: Frank, patrz pod nogi!
Frank: A po co? Przecież one są na ziemi...

Życzę Wam, byście w nowym roku spełniali swoje marzenia, nawet te wydające się nierealnymi i by, nawet mocno stąpając po ziemi, czasami spojrzeli pod nogi, by nie wdepnąć w...


A w międzyczasie...







Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

środa, 18 października 2017

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: chata MAGODA cz. I

Dzień dobry się z Państwem.
Pamiętam lata temu, kiedy to marzyłam po cichutku, by wrócić do Francji. Głośno o swym marzeniu nie mówiłam, bo zawsze byłam pewna, że tak się zapesza. 
Tak, czasami "rządzą mną" niezrozumiałe przesądy. 
Trochę się to zmieniło, gdy jednak przeczytałam, że należy o swoich marzeniach mówić głośno, by je przywoływać i zwizualizować ;) Ale przeczytałam także kiedyś piękne zdanie "Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia". No tak! To od nas zależy, czy będziemy dążyć do ich spełnienia, czy czekać z założonymi rękami, aż się same zrealizują. Tego drugiego możemy nie dożyć...
Gdy marzenie me zostało spełnione w temacie Francji, pomyślałam, że wszystko właściwie jest możliwe, jeśli tylko tego chcemy. Jednocześnie wierzę w przeznaczenie i jednak uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny i czasami te marzenia nasze muszą ulec modyfikacji właśnie po coś, w jakimś celu.

Wyjazd do małej francuskiej wioski, przepięknie zielonej, z górami Jura po jednej, Alpami po drugiej stronie, z ptaszorami w ogrodzie, co pokazywałam i o czym niejednokrotnie pisałam, sprawił, że poczułam, iż to moje miejsce na ziemi. Cisza, zieleń, głos strumyka, niebieskie niebo... To było wszystko, co mi było potrzebne do dobrego samopoczucia.
Jestem mieszczuchem od urodzenia, nie lubię wspinać się po górach, ale zauważyłam, że ich otoczenie zawsze mi towarzyszyło, jest ze mną zespojone i właśnie w tych miejscach, gdzie są góry, mam najpiękniejsze wspomnienia. Istebna - moje dzieciństwo, Péron, St Genis Poully - nasz francuski epizod pełen wspomnień, radości i doświadczeń oraz...

Kiedy po raz pierwszy zajrzałam na ten blog dobrych kilka lat temu. 6? Więcej? Poczułam się jak uderzona w głowę. Czytałam z wypiekami na policzkach historię ludzi, którzy wszystko rzucili i przyjechali w Bieszczady, by zamieszkać w chacie - wtedy jeszcze bez ogrzewania - a zima tam przecież lekką nie jest. A potem śledziłam ich poczynania: krok po kroku własnymi rękoma tworzenie tego miejsca, pokazywanie etapów wykańczania nie tylko chaty bojkowskiej, ale i potem Magody - pokoi tematycznych.  Pisanie z pasją o tym miejscu, o jego historii, pokazywanie cudnych zdjęć Lutowisk i  mieszkańców Magody, rozbudziło moje pragnienie zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy..
Marzyłam pojechać w to miejsce, ale - absurdalnie - to się mi wydawało takie nierealne. Bo daleko, bo dzieci, bo kiedy. (Tak jakby dzieci były przeszkodą, biorąc pod uwagę nasz wyjazd do Francji ;) )
Te Bieszczady chodziły mi po głowie przez lata, co akurat W lekko dziwiło, z uwagi na moją niekoniecznie miłość do wędrówek po górskim szlaku.
Bieszczady w tym roku były miejscem naszych wakacji. Wybraliśmy jednak miejscowość taką, by Gnomy miały swoje "atrakcje".

20.09 była rocznica  naszego ślubu. W, podczas  tego romantycznego wieczoru przy świecach, podał mi kopertę z... zaproszeniem do Lutowisk! Do Chaty Magody! Tylko ja i On. Płaczką jestem prawie z zawodu, więc patrzyłam na to zaproszenie i wyłam wzruszona. Tym bardziej, że W to zaplanował o wiele wcześniej, wszystko trzymał w tajemnicy. Chyba dawno, naprawdę dawno tak nie czekałam na 8.10.

CHATA MAGODA
Miejsce magiczne, z niesamowitym zapachem domu. Podejrzewam, że to zapach palonego drewna. Wręcz zaciągałam się tym aromatem, ilekroć w chacie przebywałam. Dużo ciepłego światła, kominek, piękne wnętrze ze starociami, takim rustykalnym klimatem. Dużo jasności, drewna,natury. Miejsce, z którego można nie wychodzić. Po prostu.

Posiłki, które wszyscy "wczasowicze" spożywali przy jednym stole, sprawiły, że od razu nawiązała się nić porozumienia między jeszcze przed chwilą obcymi sobie ludźmi. Każdy z innych stron nie tylko Polski, bo była również para od prawie dekady mieszkająca w Brukseli, opowiadał o sobie, prowadziliśmy dyskusje o naszych podróżach, jedzeniu ( a jakże!). dodatkowego niesamowitego klimatu familiarności dodało towarzystwo samych Gospodarzy, którzy opowiadali nam o sobie, o swoich chatach, o historii i tak naprawdę braku tradycji Bieszczad. Te opowieści otworzyły mi nie tylko oczy na wiele spraw, ale przede wszystkim poczułam niesamowitą atmosferę najbardziej serdecznego i ciepłego domu. Wsłuchanie się w człowieka, w naturę, w nasze potrzeby i ... naszą inność. Niesamowite wrażenie.

Wróciwszy już do własnego domu, jeszcze przez tydzień chodziłam jak odurzona.

"Łelkom" Lutowiska!




"Łelkom"Chato Magody!




Ależ się garbię...


Rozmowy o książkach...



ZAGADKA: jaka temperatura tu panowała? :D




Mam jedno skojarzenie... Zbyszek Wodecki....




Beza. Pieszczoch niepoprawny ;)




Nasz widok z okna.


Chata Bojkowska.


Na część drugą zapraszam za tydzień. Nie lubię wrzucać miliona zdjęć do jednego posta, bo uważam to za męczące i nudne w oglądaniu...

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.