Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinaria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2020

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: inne święta

Dzień dobry się z Państwem.
Tegoroczne święta były zupełnie inne od poprzednich, chociaż kiedy mieszkaliśmy we Francji, również spędziliśmy Wielkanoc tylko we czwórkę i to dwa razy. Nawet bez Fety ;) 
W tym roku starałam się również nadać radosnego charakteru. wiele dodatków, których użyłam we Francji parę lat temu, wykorzystałam i w tym roku.












 Fajnie tak popatrzeć, jak się zmieniamy.





Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka

czwartek, 4 stycznia 2018

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Nowy Rok mamy...

Dzień dobry się z Państwem.
Po szalonym okresie przedświątecznym powoli wracam do świata... Nie jest łatwo, bo aura za oknem wcale mnie nie zachęca do czegokolwiek.
W tym roku mój pierwszy noworoczny post nie będzie związany z postanowieniami, bo je namiętnie łamię... Coś tam sobie wymyśliłam, ale jako że nie mam energii w sobie, to się nie będę za bardzo spinać. Na razie pozwalam sobie powolne wchodzenie w codzienny rytm. Z jednej strony chciałabym osiągnąć pewien spokój wewnętrzny, z drugiej zaś jest to trudne przy posiadaniu dwóch gnomów. W tym nastolatki, a pozwolę sobie przypomnieć, że posiadanie tejże w domu to nieustanny balans między samobójstwem a zabójstwem...
Powolutku będę się tutaj udzielała, a dzisiaj oddam głos w.w. Gnomom...

J rozmawia z Julką przez telefon i tłumaczyła,jaki film oglądała z Majką.
J:" Thor" oglądałam. Thor - taki ziomek, co ma młotek.

***
Frank obwieścił mi dzisiaj.

F: Mamo, jestem ekspertem od eksmisji smoków!
***
Frank śpiewa na przemian Lady Pank, Młynarskiego i "Akademię Pana Kleksa": "...piec jak należy w brytfannie...". 
Po chwili.
F: Mamo, a brytfanna to państwo czy miasto?

***
Frank: mamo, a Mikołaj robił zakupy w "Biedrze".
Ja: Sąd wiesz?
Frank: Bo na żurawinie jest napisane Biedronka, a czekoladowe bałwanki miśki widziałem w gazetce...

***
Ja: Frank, ty tak lubisz gotować... Prawda, że jak dorośniesz to założysz restaurację i będziemy - my twoi rodzice - przychodzili do ciebie na obiad?
Frank: nieeeeee... Ja będę sobie chodził po parku i sprzedawał orzechy .

On tę wizję sprzedawcy orzechów ma od kilku miesięcy. głównym klientem - wg jego wizji będą... wiewiórki...

A na zakończenie dialogi z Frankiem, które nasunęły mi życzenia na ten 2018 rok.


Frank: Mamo, chciałbym być prawdziwą, żywą jaszczurką!

***
Ja: Frank, patrz pod nogi!
Frank: A po co? Przecież one są na ziemi...

Życzę Wam, byście w nowym roku spełniali swoje marzenia, nawet te wydające się nierealnymi i by, nawet mocno stąpając po ziemi, czasami spojrzeli pod nogi, by nie wdepnąć w...


A w międzyczasie...







Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

piątek, 7 lipca 2017

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: szósteczka

Dzień dobry się z Państwem.

Szaleję. Drugi post w tym tygodniu. Ba! W tym miesiącu. Wow! Od dwóch miesięcy! Ale sprawa jest poważna, bo dotyczy mojego Fransua. A dokładnie Jego przyjęcia urodzinowego. Tydzień temu się ono odbyło i hasłem przewodnim była DŻUNGLA. 
Powiem szczerze, że ja bardzo lubię, gdy coś jest pod hasłem właśnie hasła przewodniego. Kto pamięta moje wpisy sprzed lat wielu, może pamięta moje imprezy dla dorosłych ;) Zawsze były one podyktowane jakąś przyprawą. Dana przyprawa znajdowała się w każdej przyprawie. Starałam się też szukać na przykład utworów w tym temacie. I tak impreza z pieprzem jako przyprawą "honorową" opatrzona była piosenką M. Peszek "Pieprzę cię miasto" ;). Z ciekawostek powiem, że odkryłam wtedy ciasto z białym pieprzem i bitą śmietaną na przykład. 
Ale wracam do Fraka.  Przyznaję, że nie przepadam za bajkowymi motywami - jako przewodnimi.  Może to starość? ;) Choć książkowe już inaczej postrzegam. Może dlatego ,że książka to wyobraźnia  nie jest gotowym obrazem ( inaczej jest, gdy powieść zostanie zekranizowana czy zaanimowana, bo wtedy troszkę mamy narzuconą formę czy chcemy czy nie - choć Alicję z Krainy, Puchatka czy Muminki) i pozwala na ogromny popis kreatywności. Tak sobie pomyślałam o dzieciach z Bullerbyn. Tak kocham tę książkę, że marzyłoby się mi coś stworzyć na jej podstawie... Choć to COŚ mogłoby przerosnąć moje możliwości ;)
 Tym razem oprócz tematycznych  zaproszeń jak i  torebeczek dla gości, cała rodzina ( oprócz Jagody, która to przebywa w ciemnym lesie z harcerzami) zaangażowała się w kulinarne przygotowania, by wszystko było "dżunglowe". I powiem Wam, że po minach dzieci, ich zaangażowaniu w konsumpcję, jednak potwierdza się teza, że bardzo istotne jest to, jak przygotowane są posiłki. Oczy lubią jeść. Oj lubią ;)

Zacznijmy od zaproszeń. Stworzyłam je bez użycia wykrojników, bo nie mam żadnej tego typu maszynki. Mam za to ploter i dziurkacze, które wycinają mi kółka i owalne kształty. Frank poprosił, by dziewczynki dostały zaproszenia z małpkami - babeczkami, a chłopcy facetami ;)







A teraz kulinarna część...
Drużyna gotowa do pieczenia muffinek. Aby móc wykonać małpki bez używania mas cukrowych czy też marcepanowych, postanowiłam upiec maleńkie biszkopciki. To był mój debiut, bo ja generalnie nie piekę. To nie moja bajka. Frank mi dzielnie pomagał, bo w ogóle widzę, że kuchnia to jest jego hobby. 



I tak powstały małpki.



dodatkowo stworzyliśmy owocową dżunglę:





Tort to już nie moje dzieło. Oddałam ten temat w ręce fachowca. Koleżanki Magdy, która już wykonała wcześniej torcik dla Jagny. Pyszny, nie za słodki ( ofkors mówię o środku, chociaż ta masa marcepanowa była lekko kwaskowata, więc też nie była przesłodzona).





Animatorki zadbały o  zabawy nawiązujące do tematu imprezy. Była też piniata. Przyznaję, ze jako osoba w pewnym wieku, znałam tylko z filmów tę formę zabawy. Piniatą był - oczywiście - kokos. Zaś radocha i dziki szał dzieciaków  po jego rozbiciu nie do opisania...




Na zakończenie każde z dzieci otrzymało torebeczkę z podziękowaniem za przybycie. I tutaj siedziałam całą noc i wymyślałam, jak wykonać zwierzątka, żeby nie było nudno... 






Mam nadzieję, że ten post będzie od Was inspiracją. Zachęci do wspólnego przygotowania nawet kilku dań tematycznie nawiązujących do zabawy - w sieci jest bardzo dużo podpowiedzi, a i podczas tworzenia człowiekowi otwierają się oczy wyobraźni i sam wymyśla nowości na bazie tego, co ma w kuchni.

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

środa, 22 lutego 2017

{z cyklu} 1 2 TOPICS : 2. ZMYSŁY: smak ( kulinaria)

Dzień dobry się z Państwem.
Kiedy wychodziłam za mąż tak naprawdę bałam się jednego: jak poradzę sobie z gotowaniem. Młodość swą pierwszą nie spędziłam w kuchni, niekoniecznie byłam fanką jedzenia, rzekłabym, że w dzieciństwie byłam przykładem istoty, która potrafi nawet zasnąć podczas konsumpcji... Dlatego też miałam w tym temacie obiekcje... 
Aby zatem jakoś poczuć klimat gotowania zaczęłam eksperymentować, bo jedno było pewne: typowa tradycyjna kuchnia polska to nie jest to, co jagodzianki preferują. Na me szczęście -W podzielał opinię w tym zakresie: żadne mielaki, schaboszczaki, z mięsem naleśniki czy pierogi.  Zupy lekkie, warzywne, dania duszone, gotowane, pieczone, grillowane. No dobra: w jednym się z W nie zgadzamy: kasza. On nie przepada, cała reszta familii - miłuje, ale to nie znaczy, że jej nie je. wie, że jest zdrowa, dlatego czasami zje,aczkolwiek nie skacze z radości. W domu naszym potrawy nie mogą mieć też formy papek, gdyż albowiem oprócz mnie, nie ma zgody na taka formę jedzenia. Moje dzieci nie jedzą nawet pulpy z oliwek, choć je uwielbiają, ani pasztetu z soczewicy, chociaż Frank za soczewicę się sprzeda ;).
Szperanie w literaturze, korzystanie z fajnych blogów ( Kwestia Smaku choćby), eksperymentowanie i ogromne doświadczenie kulinarne we Francji sprawiło, że bardzo lubimy jeść i czerpać z tegoż jedzenia przyjemność. nie preferujemy fast foodów, ale to nie znaczy, że nie zjemy frytek czy pizzy. Staram się też przygotowywać zdrowe jedzenie, dlatego zwracam uwagę na skład i  jakość produktów, ale to nie znaczy, że nie pozwolę sobie na chwilę szaleństwa i nie kupię ruskich z biedry :D
W naszym domu nigdy chyba ( może raz?) nie kupiłam sera białego/twarogu w sklepie.   Pamiętam traumę z dzieciństwa: chleb z twarogiem i dżemem, albo cebulą... ale ser z gór, gdzie mieszka moja Babcia, ser homemade to rozkosz podniebienia, to coś, czemu się nie oprze cała ma rodzina... A że Brat mój właśnie wrócił z ferii od Babci... to mam! Mam ci ja, mam!
Ciekawam, jak Wy podchodzicie do eksperymentowania w kuchni... Czy tradycyjny rosół i schaboszczak w niedzielę nadal królują czy też odchodzicie na rzecz zupełnie innego jedzenia?




Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 16 lutego 2017

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: O KOCHANIU SIEBIE SŁÓW KILKA

Dzień dobry się z Państwem.
Wczoraj nie zdążyłam...
Niedawno były Walentynki lub jak wyczytałam u kogoś WalęDrinki ;) I jak wiecie uwielbiam czytać sobie "Zwierciadło" a w ostatnim numerze o tym święcie mówił Szymon Majewski w Swoim felietonie. Bardzo Go lubię czytać, ponieważ z ogromnym humorem, dystansem ale i świetną spostrzegawczością pisze o relacjach damsko - męskich . Do tego z Jego odtwarzanych scenek z Żoną płynie przez papier tyle ciepła...
Ale wracając do felietonu. Pięknie napisał o tym święcie, a ja się z Num zgadzam, że trzeba mówić, ze się kocha, a u nas to postrzegane jest jako oznaka słabości. Przytoczył historię, gdy prowadząc audycję w radiu właśnie o wspomnianej konieczności mówienia o uczuciach mówił, zadzwonił zdenerwowany słuchacz z pretensjami, dlaczego on, Szymon Majewski, zmusza jego i Polaków do mówienia, że kogoś kochają. Że on jest z zoną od 30 lat ani razu nie powiedział jej, że on ją kocha. Że jego żona o tym wie. A na pytanie Szymona, czy nawet teraz jej tego nie powie, rzekł stanowczo: nie!
Mój Franio jest jeszcze w tym wieku ;), gdy często mówi, że mnie, nas wszystkich kocha. Co więcej! Bardzo się cieszę, ggy mówi: Kocham ciebie mamusiu, i tatusia, i Jagódkę i SIEBIE też kocham.
Nie wiem, czy mamy to w genach, czy to efekt takiego od pokoleń wychowania, że nie wypada nam o sobie mówić dobrze, że takie postrzeganie siebie w pozytywach świadczy o pysze, zadufaniu... I takie umniejszanie swoich umiejętności ,wartości sprawia ,że chyba mniej się kochamy. A może czasem wcale? I takie podejście do siebie często utrudnia życie albo uczuciowe w związku albo zawodowe... I jak tak Franio mówi o tym, że SIEBIE kocha cieszy mnie, bo sobie myślę, że z taką akceptacją siebie będzie mógł zdobywać świat ;) Kochać życie! Zresztą, takie kochanie siebie - sobie tak myślę - wpływa też na stosunek do innych ludzi. Wiem od wychowawczyń Franka, ale i sama byłam świadkiem, gdy przyszliśmy do przedszkola później niż zwykle, wszystkie dzieci były już w sali. Wchodzi Frank a tu krzyk i pisk: Nasz Franio! I został wręcz otoczony wianuszkiem dzieci: dziewczynek i chłopców, które zaczęły go ściskać, przytulać. niesamowite! Gdy pytam nieraz Franczesława, które dzieci lubi najbardziej,zawsze odpowiada: ja lubię wszystkie dzieci...
Ja przepraszam, że tak rozpisuję się o moim małym Gnomie, nie chcę się Nim chwalić, "szpanować"  dziecięciem;), tylko właśnie tak podczas pisania o tej konieczności mówienia o miłości, przypomniał się mi ten mój Syn i to jego kochanie SIEBIE...
Oczywiście, brak akceptacji czy kochania siebie nie oznacza, że się nie jest lubianym czy że se ludzi nie lubi, bardziej sobie myślę o pewnej chyba aurze, jaką taki "miłujący się" człek roztacza...
A może to kochanie siebie to cecha bardziej mężczyzn niż kobiet? może facetom łatwiej zaakceptować siebie, swoje słabości, swoje ułomności. Mimo że teraz bardziej zwracają uwagę na swój wygląd, dbają o "ałtfit", to jednak przez wieki nie była to kwestia, której przykładali większą wagę...
Wracając do Walentynek... Dla mnie i W ważniejszą datą , czy może dniem, który celebrujemy w tym miesiącu jest 6 lutego, bo to data, gdy staliśmy się związkiem. A w tym roku minęło nam 21 lat...
Chcąc uczcić wyjątkowo ten "wynik", upiekłam torcik kawowy, którego przepis - troszkę zmodyfikowany - zaczerpnęłam ze "Zwierciadła" właśnie... Ja nie lubię piec. Dla mnie to temat, którego nie czuję. gotować owszem, tworzyć nowe potrawy, smakować nowości - proszę bardzo, ale z ciast... to śledzie, panie ten tego...
Ale upiekłam z pomocą dzieci, które bardzo chciały uczestniczyć w tym działaniu...







Torcik kawowy
(po mojej modyfikacji)
  • 100 g mąki jaglanej;
  • 2 jajka;
  • 50 g oleju kokosowego;
  • 20 g ksylitolu;
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej;
  • 150 ml śmietanki 30%;
  • 40 g migdałów - płatki;
  • 20 g gorzkiej czekolady;
  • 1 filiżanka espresso;
  • 1 łyżeczka ksylitolu i lub 1 łyżeczka miodu.


 Mąkę przesiać do miski i dodać następujące składniki: sodę, ksylitol, olej kokosowy i ubite wcześniej jajka. Całość delikatnie wymieszać. Do okrągłej i posmarowanej tłuszczem formy wlać ciasto i piec przez 20 min. w temp. 180 st.
 W międzyczasie płatki migdałów podpiekać na suchej patelni na złoty kolor.  Espresso zmieszać z miodem, zaś śmietankę ubić na sztywno dodawszy uprzednio łyżeczkę ksylitolu.
Upieczony i ostudzony spód ponakłuwać patykiem do szaszłyków, polać espresso. Następnie nałożyć ubitą śmietanę, posypać startą na wiórki czekoladą i posypać migdałami.
***

Pamiętam o PHOTO52, ale zastanawiam się, czy nie przełożyć to fotografowanie na sobotę, gdy gnomy są w domu i jest więcej okazji na złapanie kadru...
do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

EDIT! Tak sobie o tym Synku się rozpisałam, że zapomniałam wspomnieć, że na okoliczność Walentynek dostałam od Teściowej 2 ( słownie: DWA) opakowania pralinek belgijskich.  I kto mi zazdrości Teściowej i czekoladek? ;)

piątek, 4 listopada 2016

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: BOO!

Dzień dobry się z Państwem.
Moje podejście do Halloween przedstawiłam nieraz. Oczywiście, idąc tropem naszej słowiańskiej tradycji, mogłam kultywować Dziady. Mówiąc jednak szczerze cały ten metafizyczny świat wolę poznawać w II cz. dramatu romantycznego A. Mickiewicza, który zresztą uwielbiam czytać. Sobotni wieczór miał być po prostu pretekstem do spotkania około halołinowego. Dla mnie, przy okazji, do wyżycia się kreatywnego ,że tak powiem.  Byłam tak skupiona na dekoracjach, że własne przebranie stworzyłam w 5 minut: sukienka robiona na szydełku przez moją Babcię... właśnie uzmysłowiłam sobie, ze ta suknia była robiona dla mojej mamy i ma gdzieś ok 40 lat! Pożyczyłam od Jagny kapelusz. Znalazłam szminkę w kolorze bordo, którą w pierwszej młodości używałam namiętnie, cyrkonie i viola! Straszna ze mnie wiedźma. albo ja w swym prawdziwym antruażu ;)


Starałam się zadbać o detale, by wszystko jakoś tam było i śmiszno, i straszno, bo...
po pierwsze były z nami dzieci a po drugie ja nie mam potrzeby oblewania się krwią i przytulania do trupów. Ostatnio do sprzatania właczyłam sobie Michaela Jacksona i jego "thriller" nadal działa na mnie  niesamowicie, mimo wielkich teatralnych oczu głównej bohaterki ;) 










Zadbałam także o menu nawiązujące do strrrasznych klimatów. Myślę, ze obrus dla wielu z Was może stać się inspiracją... zwłaszcza dla domów, gdzie dzieci uczą się dopiero jeść ;)









Każdy z Gości przyniósł coś własnego. Asia przepyszną sałatkę, Magda ciekawa rybę, a Kasia - dziękuję Jej za próby dogodzenia moich gustów kulinarnych sushi nawet z awokado mym ulubionym... I naprawdę spróbowałam... Jeśli ktoś jeszcze pamięta me opowieści z próby zmierzenia się z mare menu oraz paryskimi ślimakami, to może się domyślić, że sushi wpada do tej samej grupy... pokarmów niejadalnych...



Ale clue naszego wieczoru był już w zeszłym roku wypróbowany ( nie zdążyłam pokazać ;)) poncz z dymiącej dyni... Dzieci oraz dorośli byli pod wrażeniem A i my byliśmy naprawdę zadowoleni, że nam się udało zrealizować pomysł...   W środku był poncz... wyborny...



A jak minął wieczór? Na śmiechu i zabawie przede wszystkim i naszej ulubionej grze "Tabu" bez żadnych składanych ofiar, wywoływania duchów, wzywania dusz i co tam jeszcze... 
Jako ciekawostkę Dropsa powiem że Franek sam z kartonu stworzył strój robota...
Feta dzielnie zniosła ilość ludzi i hałas...
Jagna zaczytana w "Harrym Potterze" nie zauważyła, ze w domu jest inaczej...
Hasło w grze "telefon 0700" testem na wierność mężów... Zdali, bo nie zgadli ;)
Żółw  Ziutek nie miał przebrania i nikogo nie ugryzł, choć miał okazję ;)
Niedługo Andrzejki...
Do widzenia się z Państwem...