Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialogi na cztery nogi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dialogi na cztery nogi. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

{ z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: o miłości słów kilka

Dzień dobry się z Państwem.
Zaganiana byłam dzisiaj tj. wczoraj i nie zdążyłam nadrobić zaległości postowych. No nic.
Powtórzę się trochę w tym, o napisałam na swoim FP, bo dzisiaj okoliczność Walentynek.
Okazywanie miłości to niekoniecznie czerwona róża, czekoladowe serduszko i pluszowy miś w tym jednym jedynym dniu. to drobne gesty codziennego życia, to słowa, okazywanie czułości i szacunku...
Nie, nie jestem przeciwniczką Walentynek. nie wyobrażam sobie, by nie pochwalać święta miłości. Tak bardzo potrzebnej w naszym życiu... wręcz niezbędnej. Bo kimże jesteśmy bez niej?
Ale to od nas zależy, jak spędzimy 14 lutego: czy jedynie na gestach, kolejnym skupieniu się na prezentach, modnemu obchodzeniu tego święta ( wg trendów). to od nas zależy, czy oprócz tej komercyjnej otoczki pochylimy się nad istota tego święta: okazywania serdeczności drugiemu człowiekowi...
Wiecie dla mnie i dla W ważniejszą datą jest 6.02. W tym roku obchodziliśmy 22 lat związku w ogóle. Było miło romantycznie, z fondue... Bez patosu, jakiegoś wymuszenia. tylko tak jak lubimy... A ja w wieczorowym miętowym dresie w gwiazdki :D 
A jak już tak o miłości mówimy. to parę dialogów moich kochanych Gnomów.

J: Mamo, co to jest brynier?
Ja: Ło matko i córko, nie wiem. Sprawdź w słowniku.
J: No patrzyłam. nie ma takiego wyrazu.
Ja: To gdzie go słyszałaś?
J: A w KULCIE w piosence "Patrz!" Kazik śpiewa " modlą się za dusze marszałka, bryniera i generała..."
Ja: PREMIERA, dziecko, PREMIERA...

***
Frank: Mamo, czas na dzieniowy podwieczorek.
Ja: A co to jest?
Frank: Podwieczorek tylko w dzień. Czyli poddzieniorek.

***
Ja: Franiu, i jak było w przedszkolu? Z kim się bawiłeś?
Frank: Z Marcelem i Tymkiem.
Ja: A co było na obiadek?
F: Makaron z brokułem i sosikiem i jakaś zupa.
Ja: Zjadłeś wszystko?
F: Tak i dostałem dokładkę wszystkiego.
Ja: Uffff
F: to co ,mamusiu, zrobisz mi tortillę?

***
F: Mamo, co lubisz narbardziej?
Ja: Mówi się "najbardziej".
F: Ale ja mówię po polesku...

Frank: Tam będziemy właśnie byli...
Ja: Synku, w jakim ty języku mówisz?
Frank: No, po polesku przecież...

Poliglota..

***

Frank: Czy jak chciałbym dać psowi....
W: PSU!
Frank, Tfu, pomyliło się mi! Chciałem powiedzieć, czy jak chciałbym dać wilku...
W: WILKOWI!
Kręte są drogi naszego języka ojczystego

Mój Synek ostatnio poprosił mnie, bym zrobiła dla niego łapacz snów, by mu się śniły tylko ładne rzeczy... Miłość do najbliższych, chęć sprawienia uśmiechu na twarzy dziecka przezwyciężyła nawet potrzebę nomen omen snu... i tak oto co powstało wieczorowo-nocną porą...




Do widzenia się i dobranoc Państwu,
Jagodzianka

czwartek, 4 stycznia 2018

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Nowy Rok mamy...

Dzień dobry się z Państwem.
Po szalonym okresie przedświątecznym powoli wracam do świata... Nie jest łatwo, bo aura za oknem wcale mnie nie zachęca do czegokolwiek.
W tym roku mój pierwszy noworoczny post nie będzie związany z postanowieniami, bo je namiętnie łamię... Coś tam sobie wymyśliłam, ale jako że nie mam energii w sobie, to się nie będę za bardzo spinać. Na razie pozwalam sobie powolne wchodzenie w codzienny rytm. Z jednej strony chciałabym osiągnąć pewien spokój wewnętrzny, z drugiej zaś jest to trudne przy posiadaniu dwóch gnomów. W tym nastolatki, a pozwolę sobie przypomnieć, że posiadanie tejże w domu to nieustanny balans między samobójstwem a zabójstwem...
Powolutku będę się tutaj udzielała, a dzisiaj oddam głos w.w. Gnomom...

J rozmawia z Julką przez telefon i tłumaczyła,jaki film oglądała z Majką.
J:" Thor" oglądałam. Thor - taki ziomek, co ma młotek.

***
Frank obwieścił mi dzisiaj.

F: Mamo, jestem ekspertem od eksmisji smoków!
***
Frank śpiewa na przemian Lady Pank, Młynarskiego i "Akademię Pana Kleksa": "...piec jak należy w brytfannie...". 
Po chwili.
F: Mamo, a brytfanna to państwo czy miasto?

***
Frank: mamo, a Mikołaj robił zakupy w "Biedrze".
Ja: Sąd wiesz?
Frank: Bo na żurawinie jest napisane Biedronka, a czekoladowe bałwanki miśki widziałem w gazetce...

***
Ja: Frank, ty tak lubisz gotować... Prawda, że jak dorośniesz to założysz restaurację i będziemy - my twoi rodzice - przychodzili do ciebie na obiad?
Frank: nieeeeee... Ja będę sobie chodził po parku i sprzedawał orzechy .

On tę wizję sprzedawcy orzechów ma od kilku miesięcy. głównym klientem - wg jego wizji będą... wiewiórki...

A na zakończenie dialogi z Frankiem, które nasunęły mi życzenia na ten 2018 rok.


Frank: Mamo, chciałbym być prawdziwą, żywą jaszczurką!

***
Ja: Frank, patrz pod nogi!
Frank: A po co? Przecież one są na ziemi...

Życzę Wam, byście w nowym roku spełniali swoje marzenia, nawet te wydające się nierealnymi i by, nawet mocno stąpając po ziemi, czasami spojrzeli pod nogi, by nie wdepnąć w...


A w międzyczasie...







Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

środa, 19 kwietnia 2017

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Wnętrze pokazuję...

Dzień dobry się z Państwem.
No dobra... Przyznaję. Moje plany odnośnie organizacji pewnych sfer życia, które sobie założyłam w styczniu padły jak kawka... nie nie wstaną. nie teraz. nie mam szans. Znaczy... Nie ma szans, bo nie chcę niczego robić ponad siłę, za wszelką miarę. Nie o to mi przecież w tym wszystkim chodziło. Ale, ale! W następnym tygodniu topiki fotograficzne będą , muszę sobie tylko wymyślić temat. A może ktoś mi jakiś podrzuci ?;)
Może wymyślę coś, co jednocześnie będzie pożyteczne? Zastanowię się, ale już coś mi chodzi po głowie - bynajmniej nie wesz ;)

A dzisiaj pokażę Wam wnętrze.... nie moje, ale mojego przedpokoju. Nie całe, ale nie ukrywam, że zrobienie fotek w takim pomieszczeniu, żeby jeszcze było ci widać i jakoś sensownie, to nie lada wyczyn.

Powrót do kraju sprawił, że dostrzegałam, jak brudne mam ściany w przedpokoju. W związku z tym postanowiłam je odświeżyć, ale postawiłam na tapety - dzięki którym nie widać ani brudu, ani dziur w ścianach, które się szybko i łatwo tworzą od zwykłego puknięcia czymkolwiek. Zmiana ścian wiązała się z tym, że postanowiłam dopasować komórkę oraz inne dodatki. Dużo tego nie ma, ale efekt jest chyba widoczny. W każdym razie ja jestem zadowolona, a to najważniejsze, gdyż to ja muszę codziennie na to patrzeć ;)
Wcześniej przedpokój - główny, że tak powiem, kącik, wyglądał tak.

Już wtedy komódka przeszła tzw. metamorfozę, czyli po prostu przemalowałam część drewnianą na popielaty, bo była brązowa :P


Teraz wygląda tak:



Użyłam primera do mebli firmy RENESANS i tę drewnianą część - bez szlifowania uprzedniego, pomalowałam farbą kredową na kolor antyczna biel.


Jeżeli chodzi o drzwi. Zaczęłam przemalowywać je na jasne ( ecru), ale sił i zapału mi starczyło na 3 pary. szczerze mówiąc nudzi mnie takie monotonne zamalowywanie dużej przestrzeni... No i listewki przypodłogowe należałoby jakoś przemalować, ale nie szalejmy od razu ze wszystkim ;)
Ta drewniana "mini półeczka" nad komodą, po nałożeniu tapety, wtopiła się w całość i była mało widoczna. nie chciałam jej przemalowywać, bo 1. podoba się mi taka jaka jest; 2. przywiozłam ją z Francji i chciałabym ja zawsze taka kojarzyć. Wykorzystałam zatem ramę okienną, którą dostałam od naszego Przyjaciela. On wcześniej dał mi tę wielką dębową ramę, która teraz wisi w pracowni i półkę obecnie zdobiącą przestrzeń nad naszym łóżkiem ;) Ma jeszcze dla mnie duży kredens z l. 50, ale nie wiem zupełnie, dlaczego mój W obawia się go przywiezienia do naszego mieszkanka ;)

No i gdy ta rama ze zdjęciami moich Gnomów oraz moimi fotkami z Berna oraz Mediolanu zawisła, tak jakoś ten kąt skojarzyłam z uliczką i zachciało się mi jakiejś lampy. Dużo oglądałam w necie na początku modelu, który bym kupiła, a potem już  zaczęła mi w głowie świtać własna wizja, ale w wykonaniu W ( On lubi realizować tego typu moje pomysły, byle nie za często ;)). Wiedziałam, że będzie jakaś stara decha. Że ma być jakiś "wysięgnik" od niej, bo to będzie lampa a'la latarnia. Wciąż miałam zagwozdkę - co będzie "abażurem", dopuszczałam też myśl o samej żarówce ozdobnej, aż spojrzałam na moją klatkę... I viola!
Gdy zapada zmrok, zapalam tę latarenkę, panuje półmrok, dzięki któremu można spokojnie przechodzić do innych pomieszczeń, bez konieczności zapalania dużego światła, a co za tym idzie: oszczędność prądu i zapobieganie ciągłym strzelaniu żarówek ponoć o wydłużonej żywotności :P




A na koniec ściana - na prośbę kilku osób o pokazanie tej części, która stała przez nas dostawiona - tam znajduje się garderoba i taki ogólny "pierdolnik" na np. moje kartony do pakowania, pamiątki, ozdoby świąteczne.
Ściana została ozdobiona fototapetą wykonaną z naszego zdjęcia, a dokładnie zdjęcia W z pierwszych wyjazdów do naszej kochanej Francji...


A Ci, którzy nie śledzą FB, pewnie zastanawiają się nad napisami na drzwiach...

Poranek weekendowy rodziców.
Frank pod drzwiami naszej sypialni.
F: JAGODOOO, RODZICE NAPISALI NAM, ŻEBYŚMY BYLI CICHOOO I NIE BUDZILI ICH!!!!
J: OOOOK!
F: I NAPISALI FECIE, BY NIE SKROBAŁA DO DRZWIIII!
J: DOBRAAA!

Tośmy pospali...
Kurtyna.


A tak przy okazji tych dialogów z dziećmi:


Zasłyszane...
Frank do Jagody: Ja już mam dość tego wszystkiego!
Jagna: Franku, ja chodzę do szkoły już 5 lat i jeszcze nie zwariowałam...
Kurtyna.
***
Frank: Mamo, już nie będę mężem Lenki, bo ona woli Marcela. 
Ja: Ojej, przykro mi. ale na pewno znajdziesz sobie jeszcze żonę.
Frank: Tak, wiem! moją kuzynkę!
Jagna: nie możesz ożenić się z kuzynką, bo to twoja rodzina.
Frank: to nie jest moja rodzina, bo nie mieszka ze mną w domu!
Jagna: to babcia też nie jest rodziną twoją, bo z tobą nie mieszka?
Przecież to mama twojej mamy.
Frank: nie jest rodziną, bo nie mieszka z nami i nie jest moją mamą.
Ale wiem! Ożenię się z Zuzią, bo mnie dzisiaj pytała, czy chcę zostać jej mężem, jak już będziemy duzi.
Kurtyna.
***
Wchodzimy z Frankiem na naszą klatkę. Następuje akurat kumulacja wracających z pracy sąsiadów. Frank mówi wszystkim "dzień dobry". Przepuszcza w drzwiach ze słowami "proszę bardzo".
Frank: Mamo, jak wejdziemy do domu, to zrobisz mi order.
Ja; Za co?
Frank: za to, że używam kultury.

P.S. Gdyby tak panna Krysia chciała brać przykład z mojego sześciolatka...
Kurtyna.


Się nagadałam za cały miesiąc ;)
Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.



niedziela, 19 marca 2017

{w niedzielę} CZWARTEK Z APARATEM: PROJECT52-10,11 oraz {z cyklu} 1 2 TOPICS : 2. ZMYSŁY: intuicja

Dzień dobry wieczór się z Państwem.
No to się mi troszkę czasowo wszystko przesunęło... Życie... Szczerze mówiąc, intuicja mi podpowiadała, że może nastąpić znowu w moim blogowaniu czas, gdy zabraknie mi chwili jak i weny czy też siły na pisanie. Praca w pojedynkę, szczególnie gdy jest jej dużo i nie ma określonych godzin urzędowania, powoduje, że nie da się zaplanować dnia. znaczy pewnie się da, ale ja nie potrafię. I choć organizer ułatwia mi jednak to zadanie, to nie załatwia wszystkiego ;)
Bodajże Albert Einstein powiedział, że myślenie bez intuicji jest puste.  Sądzę,ze miał rację, bo gdyby nie działanie pod wpływem właśnie jakieś wizji, pragnienie realizacji jakiejś nagłej myśli, to przecież świat,cywilizacja nie byłaby tak rozwinięta. bo trzeba powiedzieć, że ludzie często mylą intuicję z przeczuciami często lękowymi. ale nie będę o tym się rozpisywała, bom nie psycholog ;)
W każdym razie wspomnę tylko, że  wyróżniamy dwa rodzaje intuicji:
- nagłe olśnienie, o którym wyżej wspomniałam, polegające na  "ujrzeniu" w umyśle obrazu, który wzbudza w nas pragnienie realizacji. Nie potrafimy wyjaśnić racjonalnie, dlaczego uważamy, że wykonanie tej myśli jest dokładnie TYM.
- stały kontakt z wewnętrznym głosem. dotyczy on ludzi świadomych siebie,  swego ciała.

Myślę sobie, że ta szklana kula to tak trochę symbolizuje tę intuicję... w słońcu jest taka jak olśnienie, nagły błysk... I jak dusza, nasze ciało - przezroczysta, dzięki czemu znamy je "na wylot"...
Ja bardzo ufam swojej intuicji i często staram się jej słuchać. Aczkolwiek zdarzyło się, ze postąpiłam wbrew niej... i żałowałam.



I jeszcze fotografowanie Gnomów. tu jest taka walka: z jednej strony, by być konsekwentnym, a z drugiej niechęć do robienia zdjęć na siłę. Zwłaszcza, gdy nie chcą one sesji...

Tuż przed wyjazdem do Babci. nie, nie jadą na ferie zimowe,ani na tzw. długi weekend. Dnia następnego wracały do domu. Tak własnie prezentuje się jedna z realizacji wizji mej Córki.
Jest Ona bardzo związana ze swoją kuzynką, a że sytuacja taka a nie inna sprawia, że te spotkania nie są bardzo częste i  w określonych warunkach ,to moje dziecię już przez wiele dni układa sobie "harmonogram spotkania".
Tutaj był ...wyjazd na piknik. w pokoju Babci ( mój dawny ;)) dzieci rozkładają... namiot, mają karimaty, menażki i inne cuda. 'Rozpalają ognisko" przy którym jedzą, wcześniej kupione przez siebie smakołyki ( nie pytajcie jakie. Tego dnia procent cukru w ich organizmie przekracza poziom alarmowy...). 
tak więc panie tego tego... dzieci maja się świetnie, a jak Babcia... chciałoby się zaśpiewać "wesołe jest życie staruszka", ale nie wiem, czy od mamy nie dostanę bęcki za to ostatnie słowo ;)


Jagoda jest na etapie - jak to powiedziała "czegoś ważniejszego niż zabawa", czyli na tworzenie mikstur, eliksirów  innych czarodziejskich działań, o których mam dość blade pojecie. 
Z kolei Frank jest na etapie ( oprócz wielogodzinnego konstruowania z Lego) fascynacji różnymi zjawiskami ( kosmos) poprzez eksperymenty. Jako że chodzi do wyjątkowego przedszkola, w którym panie zwracają uwagę na zainteresowania dzieci  i w związku z tym podążają za ich fascynacjami poprzez organizowanie pod tym kątem zajęć, to i my staramy się uzupełniać czy też współpracować z przedszkolem. Dlatego m.in. dzisiaj idziemy do HUMANITARIUM, zaś w domowym zaciszu eksperymentujemy. 
Filtrujemy wodę... Znaczy my jak my - dzieci.



A na koniec... jak fryzurka może zmienić człowieka...



Frank: mamo, w poniedziałek muszę przyprowadzić tutaj do domu czworo dzieci.

Ja: dlaczego?
Frank: bo odbędzie się mój ślub z Lenką. będą tańce, zabawa i poczęstunek.
Ja: To Wy bierzecie ślub?
Frank: Cały czas jesteśmy ożenieni. Tylko Lenka musiała raz odwołać swój ślub, bo jej mama nie pozwoliła.
***
a oto dialog Mamy Lenki z Córką, której wnioski bardzo nas obie mamy wzruszyły...

Rozmowa o tym czym zajmuje się mama i tata, jako przygotowanie do zajęć w przedszkolu 🙂. Lenko, prowadzimy z tatą firmę, każdy może taka firmę założyć.
Lena: a ja mogę też?
Ja: jak będziesz dorosła to oczywiście, że tak.
Lena: to ja założę z Franiem przedszkole i ja będę się zajmować maluchami a Franek starszakami.
Ja: a dlaczego Franio ma zająć akurat starsza grupa?
Lena: bo on jest dobrze wychowany i potrafi się opiekować dużymi dziećmi.

Właściwie od jutra powinien być PHOTOS12TOPICS, a ponieważ bawię się w niego sama, to właśnie wymyśliłam sobie temat pod siebie li tylko ;)
Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.


piątek, 10 lutego 2017

SCRAPKI SPOD MOJEJ ŁAPKI: łapać wspomnienia z dnia ślubu...

Dzień dobry się z Państwem.

Oglądam z Gnomami stare zdjęcia, gdy Jagódka była mała:
Frank: Wielka szkoda, że ja się nie urodziłem wtedy, kiedy Jagódka.
Ja: Franeczku, to to raczej nie byłoby możliwe...
Frank: Możliwe, możliwe. Miałabyś nas w brzuszku. Najpierw Jagoda by WYSZEDNĘŁA, a potem ja...

Taaa... może jeszcze psa bym zmieściła ;)
***

Oglądanie zdjęć w albumach to jedna  ulubionych czynności moich dzieci, ja zresztą też uwielbiam przekładać karty z fotkami, aniżeli przeglądać w komputerze. Wrrr. 
Dlatego bardzo lubię robić albumy na zdjęcia, choć mam na swoim koncie ich bardzo mało ,z uwagi na brak czasu, na ich własnie czasochłonność, ale postaram się je częściej robić.
Dzisiaj pokażę albumiki harmonijkowe typu leporello na kilka zdjęć: świetne jako pamiątka, prezent dla najbliższych, jako osobisty albumik do torebki.

Pierwszy album powstał jako inspiracja dla CRAFTfun.











Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 9 lutego 2017

CZWARTEK Z APARATEM: PROJECT52-6

Dzień dobry się z Państwem.
W wielkim pędzie, gdyż, albowiem zarobiona jestem.... zaczyna się młyn...

Moje wczorajsze dialogi z Franiem będą doskonale obrazowały, czy też będą obrazkowym komentarzem dzisiejszej fotki.

Przychodzi Frank z przedszkola... zjadł pączek, jogurt, mus owocowy, banana. Słyszę, dźwięk talerzy.

Ja: Franku, co robisz?
Frank: Sobie kanapeczkę!
Ja: Czy Ty jadłeś dzisiaj w przedszkolu obiad?
Frank: Tak, cały z dokładką. Czy jesteś ze mnie dumna?

***
Ja: Frank, co chcesz na kolację?

Frank: Właściwie to ja dzisiaj dużo NIE jadłem.😜
Gotuję Mu jaglankę..
***
Ja: dodamy do jaglanki żurawinę.

Frank: dobrze, tylko jest jej mało...
Ja: no bo jej dużo jesz.
Frank:  No wiem... przepraszam mamusiu, chociaż myślę, że nic się nie stało...


Bardzo chcieli mieć udział w przygotowaniu... co powstało pokażę w następnym poście, choć nie tym jutrzejszym ;)


Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 29 grudnia 2016

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: MIŁOŚĆ AŻ DO PLECÓW...

Dzień dobry wieczór się z Państwem,


Franio rozpościera swe ręce wzdłuż i mówi:
Mamo aż tak bardzo cię kocham, a ty?
Ja rozpościeram swoje
-O tak.
On, widząc, że moja rozpiętość rąk jest większa, swoje rączyny przesuwa do tylu i mówi:
-A ja cię kocham aż do pleców!

***

Jagoda miała wczoraj urodziny.  Dostała prezenty, ale również pieniądze. Dnia następnego zapytałam, na co chce je wydać. Właściwie długo się nie zastanawiała.
- Na nowe szelki dla Fety. ( Wybrałyśmy "dizajnerskie" ocieplane ;).

Post świąteczny miałam napisać przed świętami, ale ilość zamówień na tę okoliczność przerosła moje oczekiwania. I chociaż miałam plany powiedzenia STOP, to jednak telefon i jednocześnie mejle od klientki nie pozwoliły mi na  odmowę...
Otóż zadzwoniła do mnie Klientka, która właściwie w ostatniej chwili zalazła w necie moje pudełka na kluczyk dla dzieci. Okazało się, że właśnie takie pudełka były na liście Jej pociech do Mikołaja Gwiazdki/ Aniołka. Mimo że już tego typu zamówienia były u mnie na liście zamkniętej, nie mogłam odmówić, w sytuacji gdy dzieci o tym zamarzyły a ja mogłam to marzenie spełnić, prawda? Nawet kosztem kolejnej nieprzespanej nocy, bo czy to pierwsza taka? Druga? Na pewno nie ostatnia...
Wykonałam zatem jeszcze te szkatułki. 
 Gdy dzieci zobaczyły prezenty i owe pudełka wyraziły ogromną radość i zachwyt, że dostały to, co zapragnęły. Zaś najstarsza siedmiolatka tak wpatrywała się w swoje pudełko zrobione przeze mnie, tak je głaskała, aż powiedziała:
- Mamusiu, wiesz co... tak patrze na to pudełko i wiesz, widać, że ktoś, kto je malował, bardzo się starał, by było takie piękne... Musiał włożyć w nie dużo pracy i serca...
Powiem szczerze, że łzy wzruszenia poleciały mi po policzkach, bo dla mnie ważne słowa... 

Ponieważ nie miałam czasu na wpis na blogu przed świętami, postanowiłam zrobić to w drugi dzień Świat. i znowu dostąpiłam wielkiego rozczarowania...
Do tej pory przechodziłam chyba ze 3 jelitówki i do tego dość łagodnie jak na jej możliwości, bo i o wylądowaniu w szpitali w wyniku jej "ataku" słyszałam. Tym razem ów wirus pokazał, gdzie jest moje miejsce... w WC... i to przez 3 dni. Nie będę przedstawiała szczegółów przebiegu choroby, bo nie mam potrzeby i przyjemności z opowiadania o takich rzeczach. Ale tym razem to było naprawdę wielkie uderzenie wirusa. Dreszcze, wymioty, kamień na żołądku., paradoks biegunki: i rzadko, i często..... I tk przez dwa dni z hakiem nocnym... Ależ ja teraz jestem szczupła!
Jeszcze tej samej - pierwszej  - nocy do dyskusji z sedesem dołączył mój Franio... Żebyśmy mądrze pokonwersowali, to bym nie powiedziała...
Nie, dzisiaj nie jestem już zdrowa. Dzisiaj dostąpiłam zapalenia krtani i kataru...

Zaczęłam zastanawiać się nad sobą, swoim życiem, reakcjami swojego organizmu...
Nie ukrywam, że od tygodni, może miesięcy nie chodzę spać przed 3 w nocy (rano) z weekendami włącznie i zaczęła się zastanawiać nad tym ,czy to nie jest właśnie nie sygnał dla mnie, by się zatrzymać, zwolnić, by wreszcie znaleźć najlepsze dla siebie rozwiązanie. Bo mimo że robię co kocham, to jednak gdzieś czuję tę "anormalność". Z jednej strony noc jest mi najbliższa warunkami do pracy, ale z drugiej.... chciałabym więcej wieczorów spędzać z W. No dobra... każde... na oglądaniu z W czegoś dobrego, na rozmowach, grze w planszówkę, na czytaniu bez zaśnięcia po pierwszym zdaniu...
Na razie pragnę - choć z uwagi na osłabienie i złe samopoczucie mi to nie wychodzi - skończyć zaległe zamówienia. Spotkać się z Ciotką Z. spędzić cudownego Sylwestra z M. i rozpocząć nowy rok od solidnego planu dnia  i jego przestrzeganiu. ja wiem, ze wszyscy tak gadają o tych noworocznych przyrzeczeniach z lekkim uśmiechem. Ja zaś... ja zaś  muszę podejść do tematu konsekwentnie i z przekonaniem, bo tylko wtedy mogę liczyć na jakiś sukces. Sukces w materii, którą wybrałam. 
Postaram isę, jak ułożę plan i wprowadzę go w życie opowiedzieć Wa o tym, co uznałam za istotne w nim i czy...przede wszystkim  to zdało egzamin.

Ale jeśli nawet znowu będę miała problemy z ogarnięciem tych wielu obowiązków w taki sposób, by czuć satysfakcję, to będę pamiętała, że Frank mnie kocha aż do pleców, ze Jagnę jednak nauczyliśmy takiej miłości o odpowiedzialności za to, co się oswoiło.... No i zawsze czuję bliskość W... Zawsze....

kochani, trochę ten wpis jest nieskładny. kiedy miałam go w głowie, był całkiem ciekawy ;) Ale nie mam za bardzo czym oddychać, a co za fym idzie, brakuje mi tlenu, a brak tegoż wpływa na koncentrację i trzeźwość myślenia....

Zwolnijcie dzisiaj, jutro, za tydzień... Spróbuje dokonać selekcji i rezygnacji z tego, co jest mało istotne w Waszym życiu ( u mnie na pewno TV) i  skupieniu się na sprawach ważnych - sen... czytanie książek... bycie bardziej wydajnym, by więcej czasu spędzać z najbliższymi i przyjaciółmi...

Ja na tę chwilę chcę po raz pierwszy od nie wiem kiedy, naprawdę nie wiem... po prostu poleniuchować ,nie robić nic ważnego, tylko same przyjemności...













Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.


środa, 13 kwietnia 2016

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: PĄCZKA!

Dzień dobry się z Państwem...

Franio wraca ze spaceru z W. i od progu woła:
Mamusiu, mamusiu, ja ci zaraz wszystko opowiem, tylko muszę się... rozbrać... rozebrzeć... Tato, jak to się mówi?
***

Leci mecz Polska : coś tam, coś tam. Frank nagle staje się miłośnikiem piłki nożnej, pod wpływem atmosfery wraz z innymi kibicami dopinguje, wołając:
Pączka! Pączka!
***




Teściu chciał zobaczyć mego irokeza... Postaram się ładnie ubrać, umalować, UCZESAĆ  i poproszę W o słitfocię...
Na tę chwilę zdjęcie obrazujące kolory w mej duszy... jejku, jak słońce potrafi ładować człowieka, mimo ogromu pracy, uśmiecham się do siebie ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.