Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrownik po Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wędrownik po Polsce. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 stycznia 2018

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: chata MAGODA cz. II

Dzień dobry się z Państwem.
No troszkę minęło czasu, zanim zaprezentowałam drugą część zdjęć z Bieszczadów.
Dlaczego dzisiaj... Bo jak człowiek wrócił do tej szarej "rzeczywistości", natknął się ( głównie z powodów zawodowych) z internetami... poczytał te wszystkie opinie na każdy temat, zetknął się z taką ilością ekspertów, to zapragnął znowu zaszyć się w Lutowiskach. Och, jak my lubimy doradzać, komentować, oceniać, podważać ekspertyzy, przy okazji zrewidować, jaki styl życia jest najwłaściwszy, jak mają zachowywać się odpowiedzialni ludzie. I ta mądrość płynie z internetów, a człowiek się frapuje... Szkoda... no po prostu szkoda, że Lem w tym temacie miał jednak rację...

Dlatego siadłam sobie dzisiaj i zaczęłam wspominać te kilka dni spokoju, ciszy, wolności, ciepła i wielkiej otwartości gospodarzy.. i ten zapach, gdy się wchodziło do chaty... Będzie się on mi zawsze kojarzył z przyjacielskim ogniskiem domowym...

















A w Lutowiskach zdążył już spaść śnieg i chwilowo go "zabraknąć" ;)
A w sercu mym wciąż złota jesień ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

środa, 18 października 2017

{z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: chata MAGODA cz. I

Dzień dobry się z Państwem.
Pamiętam lata temu, kiedy to marzyłam po cichutku, by wrócić do Francji. Głośno o swym marzeniu nie mówiłam, bo zawsze byłam pewna, że tak się zapesza. 
Tak, czasami "rządzą mną" niezrozumiałe przesądy. 
Trochę się to zmieniło, gdy jednak przeczytałam, że należy o swoich marzeniach mówić głośno, by je przywoływać i zwizualizować ;) Ale przeczytałam także kiedyś piękne zdanie "Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia". No tak! To od nas zależy, czy będziemy dążyć do ich spełnienia, czy czekać z założonymi rękami, aż się same zrealizują. Tego drugiego możemy nie dożyć...
Gdy marzenie me zostało spełnione w temacie Francji, pomyślałam, że wszystko właściwie jest możliwe, jeśli tylko tego chcemy. Jednocześnie wierzę w przeznaczenie i jednak uważam, że nic nie dzieje się bez przyczyny i czasami te marzenia nasze muszą ulec modyfikacji właśnie po coś, w jakimś celu.

Wyjazd do małej francuskiej wioski, przepięknie zielonej, z górami Jura po jednej, Alpami po drugiej stronie, z ptaszorami w ogrodzie, co pokazywałam i o czym niejednokrotnie pisałam, sprawił, że poczułam, iż to moje miejsce na ziemi. Cisza, zieleń, głos strumyka, niebieskie niebo... To było wszystko, co mi było potrzebne do dobrego samopoczucia.
Jestem mieszczuchem od urodzenia, nie lubię wspinać się po górach, ale zauważyłam, że ich otoczenie zawsze mi towarzyszyło, jest ze mną zespojone i właśnie w tych miejscach, gdzie są góry, mam najpiękniejsze wspomnienia. Istebna - moje dzieciństwo, Péron, St Genis Poully - nasz francuski epizod pełen wspomnień, radości i doświadczeń oraz...

Kiedy po raz pierwszy zajrzałam na ten blog dobrych kilka lat temu. 6? Więcej? Poczułam się jak uderzona w głowę. Czytałam z wypiekami na policzkach historię ludzi, którzy wszystko rzucili i przyjechali w Bieszczady, by zamieszkać w chacie - wtedy jeszcze bez ogrzewania - a zima tam przecież lekką nie jest. A potem śledziłam ich poczynania: krok po kroku własnymi rękoma tworzenie tego miejsca, pokazywanie etapów wykańczania nie tylko chaty bojkowskiej, ale i potem Magody - pokoi tematycznych.  Pisanie z pasją o tym miejscu, o jego historii, pokazywanie cudnych zdjęć Lutowisk i  mieszkańców Magody, rozbudziło moje pragnienie zobaczenie tego wszystkiego na własne oczy..
Marzyłam pojechać w to miejsce, ale - absurdalnie - to się mi wydawało takie nierealne. Bo daleko, bo dzieci, bo kiedy. (Tak jakby dzieci były przeszkodą, biorąc pod uwagę nasz wyjazd do Francji ;) )
Te Bieszczady chodziły mi po głowie przez lata, co akurat W lekko dziwiło, z uwagi na moją niekoniecznie miłość do wędrówek po górskim szlaku.
Bieszczady w tym roku były miejscem naszych wakacji. Wybraliśmy jednak miejscowość taką, by Gnomy miały swoje "atrakcje".

20.09 była rocznica  naszego ślubu. W, podczas  tego romantycznego wieczoru przy świecach, podał mi kopertę z... zaproszeniem do Lutowisk! Do Chaty Magody! Tylko ja i On. Płaczką jestem prawie z zawodu, więc patrzyłam na to zaproszenie i wyłam wzruszona. Tym bardziej, że W to zaplanował o wiele wcześniej, wszystko trzymał w tajemnicy. Chyba dawno, naprawdę dawno tak nie czekałam na 8.10.

CHATA MAGODA
Miejsce magiczne, z niesamowitym zapachem domu. Podejrzewam, że to zapach palonego drewna. Wręcz zaciągałam się tym aromatem, ilekroć w chacie przebywałam. Dużo ciepłego światła, kominek, piękne wnętrze ze starociami, takim rustykalnym klimatem. Dużo jasności, drewna,natury. Miejsce, z którego można nie wychodzić. Po prostu.

Posiłki, które wszyscy "wczasowicze" spożywali przy jednym stole, sprawiły, że od razu nawiązała się nić porozumienia między jeszcze przed chwilą obcymi sobie ludźmi. Każdy z innych stron nie tylko Polski, bo była również para od prawie dekady mieszkająca w Brukseli, opowiadał o sobie, prowadziliśmy dyskusje o naszych podróżach, jedzeniu ( a jakże!). dodatkowego niesamowitego klimatu familiarności dodało towarzystwo samych Gospodarzy, którzy opowiadali nam o sobie, o swoich chatach, o historii i tak naprawdę braku tradycji Bieszczad. Te opowieści otworzyły mi nie tylko oczy na wiele spraw, ale przede wszystkim poczułam niesamowitą atmosferę najbardziej serdecznego i ciepłego domu. Wsłuchanie się w człowieka, w naturę, w nasze potrzeby i ... naszą inność. Niesamowite wrażenie.

Wróciwszy już do własnego domu, jeszcze przez tydzień chodziłam jak odurzona.

"Łelkom" Lutowiska!




"Łelkom"Chato Magody!




Ależ się garbię...


Rozmowy o książkach...



ZAGADKA: jaka temperatura tu panowała? :D




Mam jedno skojarzenie... Zbyszek Wodecki....




Beza. Pieszczoch niepoprawny ;)




Nasz widok z okna.


Chata Bojkowska.


Na część drugą zapraszam za tydzień. Nie lubię wrzucać miliona zdjęć do jednego posta, bo uważam to za męczące i nudne w oglądaniu...

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 24 sierpnia 2017

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Feta koszykowcem

Dzień dobry wieczór się z Państwem.
będzie kilka słów o urlopie mym. Nie za dużo, by Was nie męczyć.
Wreszcie zrealizowaliśmy w tym roku marzenie i spędziliśmy część wakacji w Bieszczadach. Mimo że ja bardziej "dolna" jestem niż "górzysta", to jednak marzyły się mi te strony bardzo, bardzo.  Tak naprawdę do tej pory powstrzymywała nas jedynie odległość. Ale jednak drogi się u nas budują, coraz lepiej jest z dojazdem, poza tym i tak postanowiliśmy spędzić drugą część urlopu z Przyjaciółmi na Roztoczu, więc wybór był oczywisty. Bieszczady - Wołkowyja.
Wzięliśmy ze sobą rowery, mając w planach przejażdżki. I kiedy postanowiliśmy cała rodziną pojechać nad jezioro, okazało się, że... mamy przecież jeszcze psa. Nie namyślając się długo, postanowiłam zrobić kilka próbnych jazd na terenie, gdzie mieszkaliśmy. Okazało się, że nasz kanapowiec jest również koszykowcem...



Czy Feta uprawiała jeszcze jakieś inne sporty? Co wg nas jest warte zaproponowania Wam, jeśli też planujecie kiedyś tam Bieszczady odwiedzić, już za tydzień.

do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.



poniedziałek, 28 września 2015

WĘDROWNIK PO POLSCE: SANDOMIERZ II

Dzień dobry się z Państwem.
Dzisiaj trochę będzie kulinarnie. W Sandomierzu trafiliśmy na taką kawiarnię i naleśnikarnię w jednym zwącą się po prostu CAFE MAŁA. Podawano oprócz kawy, pyszne smoothie i wspaniałe naleśniki. No cud miód i orzeszki  naleśniki!








Pamiątka musiała być. Wiadomo,  że i Jagna konika dostała, ale nie ma fotki z nim :P


Widok z Bramy Opatowskiej:







a na zakończenie, w drodze do Oświęcimia zahaczyliśmy o Zalew Machowski.
Moje rozważania, czy dam radę doczytać do końca... Opalenizna na młynarza ;P



A to zdjęcie na zakończenie lata... Czekamy na Twój powrót za rok!


Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.