Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Feta. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 października 2017

{ z cyklu} BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: by nerwosol wziąć zawczasu i minął rok

Dzień dobry wieczór się z Państwem.
Wczoraj zarobiona byłam, dlatego nie napisałam scrapowego posta, ale to nadrobię.
Dzisiaj pokazuję siebie, mła pod wizycie u Oli. Szczególnie, że teście przyjeżdżają do nas w weekend i warto byłoby nastawić ich psychicznie na nowy "ałtfit" ukochanej synowej.
Nazwałam siebie MY LITTLE PONY.



Właśnie minął rok, odkąd Feta jest z nami. Radość ogromna, bo jest ogromny progres. Dla sałaty lodowej dziewczyna jest w stanie dać się pokroić, a nawet pobiec za W. dużo pomaga mi w pracowni, a także w "studiu fotograficznym", no i ćwiczy ze mną jogę. Taaaa...
bez niej wcześniej było jakoś tak... pusto ;)







Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 24 sierpnia 2017

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Feta koszykowcem

Dzień dobry wieczór się z Państwem.
będzie kilka słów o urlopie mym. Nie za dużo, by Was nie męczyć.
Wreszcie zrealizowaliśmy w tym roku marzenie i spędziliśmy część wakacji w Bieszczadach. Mimo że ja bardziej "dolna" jestem niż "górzysta", to jednak marzyły się mi te strony bardzo, bardzo.  Tak naprawdę do tej pory powstrzymywała nas jedynie odległość. Ale jednak drogi się u nas budują, coraz lepiej jest z dojazdem, poza tym i tak postanowiliśmy spędzić drugą część urlopu z Przyjaciółmi na Roztoczu, więc wybór był oczywisty. Bieszczady - Wołkowyja.
Wzięliśmy ze sobą rowery, mając w planach przejażdżki. I kiedy postanowiliśmy cała rodziną pojechać nad jezioro, okazało się, że... mamy przecież jeszcze psa. Nie namyślając się długo, postanowiłam zrobić kilka próbnych jazd na terenie, gdzie mieszkaliśmy. Okazało się, że nasz kanapowiec jest również koszykowcem...



Czy Feta uprawiała jeszcze jakieś inne sporty? Co wg nas jest warte zaproponowania Wam, jeśli też planujecie kiedyś tam Bieszczady odwiedzić, już za tydzień.

do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.



środa, 1 marca 2017

{z cyklu} 1 2 TOPICS : 2. ZMYSŁY: dotyk

Dzień dobry się z Państwem.
Dzisiaj niewiele powiem. Mam spadek formy psychicznej. może dlatego, że dotknęła mnie babska przypadłość i  jestem cała obolała, a może też dlatego, że właśnie dlaczego? Słońce wyszło, wreszcie robi się ciepło... może ta świadomość tak pędzącego czasu? Z jednej strony czekam z utęsknieniem na wiosnę, ale z drugiej.. mamy już marzec... heloł! Zaczynamy TRZECI miesiąc nowego roku...
Dotyk... Trzeba się dotykać, trzeba się masować, trzeba się przytulać. Ciepło, zapach drugiego człowieka, albo... istoty żywej jest niezbędny do życia. i już.
Tylko dzisiaj niech mnie nikt nie dotyka, bo mnie wszystko boli...



A! Powiem tylko jeszcze to. Jak biorę Fetę na kolana, dziewczyna od razu odlatuje i zasypia... Ona zachowuje się jak pluszak.... 

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

czwartek, 26 stycznia 2017

{z cyklu} 1 2 TOPICS : 1. UCZUCIA: miłość

Dzień dobry się z Państwem.
miało być o czymś innym: nie o rodzinie, dzieciach, W, psach, kotkach i żółwikach. Miałam i mam wszystko przygotowane w głowie, ale... ale wydarzenia ostatnie, dzisiejsze jednak sprawiły, że będzie o NIEJ. Bo może własnie ten "banał", "'oczywista oczywistość" jest bagatelizowana, pomijana? Staje się powszedniością, ale taką, której nie warto poświęcać więcej uwagi, achów i ochów...
W zeszłym tygodniu Jagna miała wreszcie swoje przyjęcie urodzinowe. Zaproszenia były wyrazem Jej miłości do... zaraz zobaczycie... Tort oczywiście nawiązujący do nich, dzięki zdolnym rękom pewnej Magdaleny i moim cichutkim podpowiedziom, wywołał euforię nie tylko u jubilatki ale i jej gości....
Miłość do Fety to dzisiejsza moja interpretacja tego tematu. Feta Kartofleta miała dzisiaj usuwany kamień pod narkozą. Wszyscy bardzo przezywaliśmy ten fakt. Ja sobie, oczywiście, rozmyślałam, czy po przebudzeniu ona nie  POMYŚLAŁA, że znowu ją zostawiono...
Tak naprawdę chyba nie ma dnia, by Jagoda nie wypowiedziała zdania " Jejku, jak ja ją kocham"...
i to chyba wystarczy za cały komentarz dzisiejszy do tego tematu...






EDIT.
Dodam jeszcze to zdjęcie, skoro o naszej Kartoflecie mowa...


do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka

czwartek, 10 listopada 2016

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: FETA -ODSŁONA DRUGA

Dzień dobry się z Państwem.
Możecie się domyślić, że będę dość często monotematyczna w swoim bzdurzeniu. 
I tak naprawdę post by ten dzisiaj nie powstał, gdyby nie to, że przypomniałam sobie, że zrobiłam Fecia fotkę i chciałam ją porównać z portretem z dnia pierwszego u nas... No i szok przeżyłam... Na co dzień niby jakieś zmiany widać... Niby... Zdjęcia nie kłamią.



Ale po kolei...
Po ok. dwóch tygodniach -w czwartek - nasza psina zaczęła chodzić za Jagodą jak cień. I nagle po prostu nagle wybuchła miłość. Jagna była pierwszą i  jedyną osoba, na widok której merdała ogonem. Chodziła z nią do toalety, łazienki. Gdy znikała z oczu ( Jagoda), pies dostawał histerii. Mało tego... Właśnie tego dnia przekonaliśmy się, że nasz pies szczeka... I to także na nas :P Bo poczuła w sobie potrzebę obrony Jagody przed WSZELKIM niebezpieczeństwem - rodziców dziecka nie wyłączając.
Dla Fety Jagoda zamieniła sie z Franiem łóżkami: teraz to młodsze dziecię śpi na górze. Zanim to jednak nastąpiło, jedną noc spała na karimatach i kocach na podłodze, bo Feta nie widziała jej na piętrze łózka i cała noc chodziła i szukała swej ukochanej Pańci.
Razem odrabiają lekcje:

Razem się bawią...

Razem spacerują na różny sposób ;)



Feta sama potrafi się wyspać...

Zrobić śniadanie... czy też raczej wywlec spod stołu...


Zadbać o ałtfit...


Od dwóch tygodni Feta zaakceptowała mnie: merda ogonem z radością, nad ranem budzi, bym z nią.... pobiegała po domu... Jest radosna...
Jeszcze tylko W ma przechlapane... Podejrzewamy, że ktoś jego postury, albo o prostu facet ją dręczył, krzywdził i ma uraz.... Ale staram się i z tym poradzić... Z jednej strony Feta merda do Niego ogonem, ale i ...warczy, czasem szczeka... Absolutnie nie jest agresywna, ale boi się, wciąż jeszcze boi się W.  Z drugiej jednak strony W daje rano jej jeść...  zamerda zatem najpierw do Niego ogonem, uśmiechnie się... dostanie żarełko,  zje a potem... naszczeka na W... profilaktycznie...
Na zakończenie chciałabym pokazać zestawienie zdjęć z pierwszego dnia u nas i obecnie 2.10. i 10.11
Ach ta nasza kochana wyszczekana...

do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.


niedziela, 2 października 2016

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI: Z fetą witamy Fetę!

Dzień dobry wieczór się z Państwem.
To dla nas wielki dzień...
Podejmowanie decyzji o posiadaniu jakiegokolwiek zwierzęcia to ogromna odpowiedzialność. Myślę sobie też, że to egzamin z naszego człowieczeństwa... A jako "człowieki" wypadamy fatalnie...

Kiedy przygotowałam kilkadziesiąt kartek dla Fundacji WESTY DO ADOPCJI nie pomyślałabym w życiu, że kilka miesięcy później będziemy przygotowani na przyjęcie pieska pod nasz dach. To  były wielogodzinne rozmowy, rozmyślania, rozważania za i przeciw. I pewnego dnia po prostu wypełniliśmy ankietę adopcyjną i czekaliśmy na "naszą bidulę". 
Bo właśnie tego jednego byliśmy pewni: nie chcemy słodkiego szczeniaczka z hodowli, kupować pieska rasy, która jest teraz "modna". Chcieliśmy dać dom zwierzakowi, który dostał nie kość, ale w kość od swojego poprzedniego właściciela. Chcieliśmy jakoś obronić honor naszego ludzkiego gatunku i udowodnić, że nie wszyscy ludzie  ( dzieci!) zrzucają pieski ze schodów dla zabawy do tego stopnia, że piesek przestaje chodzić. Nie wszyscy ludzie nie podają psu wody. Nie wszyscy ludzie przywiązują do łańcucha np. maltańczyki! Nie wszyscy ludzie traktują psa tylko do reprodukcji i wykorzystują wszystkie sunie jedynie do rozmnażania, a ta, jak już nie może rodzić, wyrzucić z domu. Nie wszyscy. 
Oczywiście, zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dom, w którym są dzieci wymaga jednak specjalnego doboru, jeśli chodzi o pieska. Nie każdy pies po swoich przejściach będzie tulił się do małego człowieka. Ale wiedzieliśmy jedno - CUDOWNE OSOBY, które pracują w tej Fundacji bardzo skrupulatnie sprawdzają czworonoga pod tym względem. Rodzinę też. Zależy im przeogromnie, by obie strony były szczęśliwe i - że tak powiem - połówkami tego samego jabłka. Bardzo też są szczere w przedstawieniu stanu zdrowia pieska.
Miał być WESTIE. Czekaliśmy na niego, czekaliśmy, aż dostaliśmy propozycję adopcji Maltańczyka, a raczej Maltanki. Jagna na początku nie była przekonana, bo  pragnęła Westa; czytała o tej rasie dużo. Nie chciała do czasu, aż zobaczyła Ją na zdjęciu... Nam - mnie i W - nie było istotne, jaka to  rasa, ale tylko to psie serce... Wiedzieliśmy jednak, że naszej Córy głos jest ważny. Na szczęście i nasze dziecię, po zobaczeniu wtedy Lori - a dziś FETY - stwierdziło: "a co tam, że nie Westie. Ona jest przepiękna!" Każdy dzień czekania na Nią był dla nas za długi... Przemierzyliśmy 400 km, by Ją odebrać.
Gdy przyjechaliśmy do hoteliku, w którym była, obległy nas wszystkie psiaki. Frank się trochę bał, szczególnie psów skaczących na Niego. I tego też się obawiał w stosunku do Fety. Że będzie po nim skakała. A ona? A ona bidulka, z przestraszonymi oczętami leżała przy ścianie. Serce i gardło miałam ściśnięte. Delikatnie ją wzięliśmy na ręce... Była bardzo spięta.
W samochodzie widać było, że czuje się całkiem bezpiecznie. Nawet oczka Jej inaczej świeciły. W domu ochoczo chodziła po wszystkich pomieszczeniach. wtedy zauważyliśmy, że ma... ogon, bo do tej pory cały czas był podkulony.
Jeszcze jest wystraszona. Wiele przeszła. Zły dom, schronisko, niedawno sterylizację. Była bardzo zaniedbana, ma okropny kamień na zębach, który przeszkadza Jej w jedzeniu, ale ten problem już lada dzień rozwiążemy. Miała przytkane kanaliki łzowe, ale kropelkami już leczymy. I dajemy wszyscy dużo serca. Frank szczęśliwy, że po Nim nie skacze. Jagoda szczęśliwa i wciąż powtarza: "Mamo, ja nie mogę uwierzyć, że ją NAPRAWDĘ mamy". Ja wzruszona. W zaaferowany...
Panie, Panowie!
Nasza FETA!



Kochani... nie mogę tego przemilczeć i dlatego na zakończenie tak spuentuję... 
Cudownie mieć WYBÓR. W jakiejkolwiek sprawie. Cudownie móc podjąć WŁASNĄ decyzję, biorąc pod uwagę swoje możliwości, umiejętności, stan duszy, ciała... Cudownie mieć prawo wyboru. Takiego wyboru, który sprawi, że uszczęśliwimy siebie, kogoś... Miłości, szczęścia nie da się narzucić. Szantażem, wyrzutami nie sprawi się, że będziemy potrafili komuś dać miłość. Komuś. Czemuś...
Nasz wybór - wierzymy głęboko - uszczęśliwi Fetę. Nas JUŻ uszczęśliwił. I tą miłością - niewymuszoną - będziemy się nawzajem obdarowywać.
I o tę możliwość wyboru do własnego szczęścia, do decydowaniu o sobie i swoim życiu, ale i dzielenia się tym szczęściem jutro... trochę powalczę...

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

EDIT. Muszę to dopisać, bo myślę, że to ważne. Zdając sobie sprawę, jak bardzo odpowiedzialną decyzją  jest przyjęcie pod dach psiaka, dokonaliśmy umowy z Jagodą. Do czasu, aż znajdzie isę nasz psiak, Jej obowiązkiem było wychodzenie przed szkołą " z potencjalnym psem". codziennie rano (było parę wyjątków ;) przez 2 miesiące nasza córka szła po chleb niby z psem... a jak zakup chleba nie był konieczny, chodziła wokół domu. Jutro, po raz pierwszy, będzie to wyjście NAPRAWDĘ Z PSEM... Nie będzie ono łatwe, bo nasza "osiołkowata Feta" dzisiaj stawiała opór przed chodzeniem na własnych łapkach...