Pokazywanie postów oznaczonych etykietą heklowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą heklowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 stycznia 2013

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - O BYLEJAKOŚCI JESZCZE TROCHĘ


Bonjour.
Wczoraj pół wieczora pisałam post do dzisiejszych bzdurek, po czym stwierdziłam, że jednak umieszczę go za tydzień, bo nie zdążyłam zrobić odpowiednich do niego zdjęć.
Postanowiłam zatem kontynuować temat, o którym już małe co nieco pisałam przy okazji postu wyzwaniowego NA TALERZU. Zwróciłam wtedy uwagę na to, jak ważne jest podawanie posiłków z odrobiną fantazji ;) Do rozmyślań jednak w szerszym zakresie "zmusiła" mnie niejako jedna z UCZESTNICZEK foto wyzwania, która zwróciła uwagę na słabość trwałości związków, relacji międzyludzkich.
Po przeczytaniu Jej posta pomyślałam sobie, że bardzo często przyczyną takiego stanu rzeczy jest... bylejakość. Byle co jemy, byle co oglądamy, byle jak rozmawiamy, byle czym się interesujemy. Nie dbamy o nasze otoczenie, nie dbamy o to, by wspólnie spędzać czas, by każdą chwilę razem odbywaną celebrować, nawet symbolicznie. Oczywiście, cała winę zwalamy na brak czasu i zapracowanie. Nie zauważamy jednak, że przed telewizorem spędzamy wiele godzin i z wypiekami na twarzy oglądamy, kto kogo dziś zdradzi lub pokocha w serialu na kanale pierwszym, potem drugim, przełączamy jeszcze na kanał trzeci, w międzyczasie obejrzymy wiadomości na kanale pierwszym i dla porównania na kanale czwartym. Następnie obowiązkowo zobaczymy jak oni tańczą, śpiewają, skaczą i płaczą. Tak, wiem. Przecież trzeba się jakoś odstresować...
Jakiś czas temu czytałam blog, na którym został poruszony temat PPD*. Autorka tego blogu z tymże ideałem się nie utożsamiała. Mało tego! Twierdziła, że nie widzi powodu, by się wstydzić i zapraszać przyjaciół czy znajomych, mając pełno w zlewie, albo niepościelone łóżko. Argumentowała to tym, że ludzie, którzy do niej przychodzą, znają ją, akceptują i nie zwracają uwagi na takie niuanse.  Ja sobie wtedy pomyślałam, że z jednej strony rozumiem prawo młodości. Rzeczywiście ludzie, którzy dopiero wkraczają w dorosłe życie, zupełnie się nie przejmują konwenansami, zasadami. Żyją na luzie oraz spontanicznie.
Ja jestem jednak troszkę "starszej daty" i inaczej ten luz rozumiem. Kiedy zapraszam Znajomych, Przyjaciół czy Rodzinę, to sprzątanie przed ich przyjściem jest dla mnie wyrazem szacunku dla Nich. I to nie chodzi o to, by w domu błyszczało jak u wspomnianej PPD, ale żeby było schludnie. Żeby nie musieli wyciągać ze zlewu szklanki i jej opłukiwać, kiedy będą spragnieni. By nie musieli zrzucać z krzeseł pranie czy zabawki moich dzieci, by móc usiąść. Dla mnie przyjście Gości to uroczystość, to ważne wydarzenie i chcę je wyrazić między innymi odrobiną wysiłku, jaki wkładam w uporządkowanie mieszkania. 
Idąc dalej tym tropem myślenia... Mnie się wydaje, że to niezwracanie uwagi na to, w jakich warunkach przyjmujemy gości, jest jednak lenistwem, które nazywa się, używając eufemizmu, naturalnością. Nie chce się nam sprzątnąć, coś przygotować do jedzenia lub picia. Potem nie chce się nam nawet gadać... Ta bylejakość rozrasta się i może przejść na każdą sferę życia, w tym, niestety, na relacje międzyludzkie, które z czasem  staną się takie, jak ten zlew z brudnymi naczyniami.
Pomyślcie sobie, jak to ogromnie przyjemnie i ciepło na sercu się robi, gdy przychodzimy do kogoś, a ten ktoś upiecze nam nasze ulubione ciasto, albo zapali świeczkę o naszym ulubionym zapachu, albo specjalnie kupi białą herbatę ze śliwkami, bo pamięta, że ją właśnie lubimy...
Chyba JULITA pisała jakiś czas temu, że wyczytała o istotnym wpływie życia towarzyskiego na nasze zdrowie. Że ludzie, którzy dbają o tego typu relacje, dłużej żyją, mniej chorują.
Jak sobie wspomnę nasz ostatni wyjazd do Polski i ilość domów, które odwiedziliśmy, to chyba będę żyła sto lat, choć... może dziewięćdziesiąt, bo wątroba tylu wypitych win przy tych spotkaniach nie wytrzyma. I mimo zmęczenia po tym maratonie, czułam niezwykły przypływ energii. Trochę również niedosyt, bo do jednych tylko wpadliśmy na sekundę a do drugich nie zdążyliśmy w ogóle. Za każdym razem jednak, gdy wspomnę wspólne chwile z najbliższymi, cieszy mnie ogromnie, że mam do kogo pójść. I mam z kim miło porozmawiać.
W zamierzeniu miało nie być choinki w tym roku, bo przecież będziemy w Polsce tylko 10 dni i to ciągle poza domem. Ale byłoby w domu tak byle jak... Jak w hotelu, a jednak to nasz dom... Nie mogliśmy sobie pozwolić na bylejakość...
Ozdoby takie same od kilku lat: naturalne, "heklowane" przez moją Babcię.

Pozdrawiam Wasi  to nie byle jak, ponieważ bardzo ciepło z jednej strony i zimowo z drugiej - z dużą ilością śniegu!
Jagodzianka.

*Perfekcyjnej Pani Domu.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Obchodzę dziś z... daleka!

Ja: Kochanie, jak będziemy obchodzić walentynki?
Mąż: Z daleka! 

I będzie na tyle, jeśli chodzi o dzisiejsze świętowanie ;)

***
No troszkę miłośnie będzie. Miłośnie i słodko. Baaaardzo słodko! Mój mąż miał urodziny. co prawda w styczniu, ale dopiero dziś mam okazję o tym powiedzieć. Nie będę się rozwodzić nad tym wydarzeniem, ale muszę napisać, ze zrobiłam na tę okazję Mężowi tiramisu.Nie wiem, które z nas więcej tego zjadło... Ach! To lubię!

Tiramisu

  • 30 dag podłużnych biszkoptów;
  •  50 dag mascarpone;
  • 4 jajka;
  • 4-5 łyżek bardzo drobnego cukru kryształu;
  • 2 łyżki kawy rozpuszczalnej;
  • 50 ml alkoholu (np. likier migdałowy amaretto rum koniak, żubrówka);
  • 2 łyżki ciemnego kakao;
Wsypać do miseczki kawę rozpuszczalną oraz  niepełne 2 szklanki niezbyt gorącej wody. Wymieszać. Dodać do tego alkohol (ja wlałam więcej niż było w przepisie, bo 75 ml) i  odstawić do ostygnięcia. 
Oddzielić białka od żółtek. Do żółtek wsypać 3/4 przygotowanego cukru i ucierać mikserem na kogel-mogel. Wrzucić do kogla-mogla serek mascarpone i najpierw lekko wymieszać łyżką, a potem mikserem. Miksować tak długo, aż składniki się połączą. Do białek dodać szczyptę soli i ubić z nich pianę. Gdy zesztywnieje, wsypać pozostały cukier i kontynuować ubijanie przez 1-2 minuty. Przełożyć ubite białka do naczynia z kremem i delikatnie wymieszać łyżką.
Następnie należy brać  po jednym biszkopcie i na moment zanurzać w naparze. Mają być wilgotne tylko z wierzchu. Nasączone należy układać rzędami, aż przykryją dno naczynia. 
Wtedy należy wyłożyć na ciastka połowę kremu i oprószyć przez sitko połową kakao.(Ja  posypałam kawa zmieloną) Następnie ułożyć drugą warstwę nasączonych ciastek i  przykryć resztą kremu. Deser przez co najmniej 5 godzin musi zastygać w lodówce. Dopiero przed podaniem posypać tiramisu resztą kakao. Gdyby deser nie dał się kroić, może nakładać łyżką.
 A teraz Was zaskoczę! O Bożym Narodzeniu wszyscy zapomnieli? To ja przypomnę, bo muszę pokazać bombki, jakie dostałam od kuzynki z Koniakowa! Sami rozumiecie... Cudo nad cudami!

 


Przypomniałam nimi zimę? To teraz przedstawię gorrrące fotki ze zlotu dekupażystek w Bolesławcu, który odbył się w ten weekend. Bardzo się cieszę, że dałam radę tam pojechać! Bawiłam się świetnie, choć niewiele zrobiłam. Za to poznałam cudnowne osoby, popatrzyłam, jakie cuda potrafią robić dziewczyny, pośmiałam się i pojadłam ! Organizacja była doskonała, a Gospodynie niezwykle ciepłe i życzliwe!Czego mi więcej było trzeba?
Miłego tygodnia życzę!
Jagodzianka.

sobota, 25 grudnia 2010

Po prostu... świątecznie!

Witam Was, kochani!
Przybiegłam tu, by złożyć Wam jedynie życzenia spokojnych i zdrowych Świąt. By każda chwila, spędzona z najbliższymi, była magicznym momentem, pełnym radości, śmiechu, zrozumienia i szczęściem wspólnego biesiadowania. Niech potrawy , będące tak pieczołowicie i sercem przygotowane, smakują jak smakować mogą tylko raz w roku!
Ja teraz pędzę do rodziny, by z nią spędzić ten wyjątkowy dzień, a w międzyczasie pokazuję kilka fotek światecznych ozdób...















czwartek, 21 stycznia 2010

Rozdaję cukiereczki!!! Nie tylko Babciom i Dziadkom ;)

Tak jak obiecałam, po 2222 odwiedzinach rozdam jakieś cukiereczki. Długo myślałam, co to mogłoby być i wreszcie wymyśliłam...
Proponuję bogaty zestaw serwetek i lusterko, które wykonam techniką decoupage dla Zwyciężczyni na Jej specjalne zamówienie. Będzie mogła ta Osoba, którą wylosuję, wybrać kolorystykę oraz  motywy. Mam nadzieję, że ucieszy się Ona takim osobistym i specjalnie dla Niej robionym cukiereczkiem ;) A myślę, że jeszcze dołożę jakąś słodka niespodziankę ;)

 Zasady tradycyjne:
1. Chętni zostawiają komentarz pod tym postem;
2. O cukiereczku piszą na swoich blogach ( jeśli bloga nie mają, to nie piszą ;));
3. Losowanie odbędzie się 29.01.2010 r. ( To ważna data, bo tego dnia mój Mąż obchodzi ... 27 urodziny po raz kolejny ;)


Dzień dzisiejszy jest wyjątkowo słodki, bo świętujemy Dzień Babci!

Babcia jest jak dobra wróżka,
co otwiera bajkom drzwi,
bo gdy kładzie nas do łóżka
potem mamy piękne sny.
Babcia wszystko robi dla nas,
z jej pomocy każdy rad,
babcia strasznie jest kochana
więc niech żyje nam sto lat! 
 Została mi tylko jedna Babcia, ale za to jaka! Jej złote rączki "wyheklują", co tylko wymarzę!


Na tę okoliczność ja  wykonałam jedynie kilka karteczek...