poniedziałek, 11 lipca 2011

Mój "salon" - odsłona druga...

Cieszę się, że tak spodobała się ?Wam półeczka na CD. A Pan Mąż jaki dumny ze swego pomysłu;)
Dziś pokażę resztę "salonu". Już bez rewelacji...
Jak wspomniałam we wcześniejszym poście, meble są, jakie są. Mam jednak pomysł na ich zupełną odmianę. Zastanawia mnie jednak jedna sprawa... Jak zachowa się farba na szufladach, które będą otwierane i zamykane... Czy nie zacznie odpryskiwać? Macie doświadczenie w tej materii?

Wejście zdobią wsporniki, które w zamyśle miały być w kuchni, ale stwierdziłam, że świetnie korespondują z podłogą...
Gdy pierwszy raz zobaczyłam te panele, od razu wiedziałam, że chcę je mieć.  Trochę się bałam, jak taki motyw będzie prezentował się w pomieszczeniu. Bałam się, że zbyt mała powierzchnia sprawi, że on się zgubi. Na szczęście starałam się, by mebli było jak najmniej, no i jako że nie jestem zwolenniczką dywanów, nie przykrywałam tych nazw win, ich roczników...
 

 Najwięcej miejsca zajmują książki, których wciąż przybywa...

Na kolumnie znajduje się filiżana, którą musiałam natychmiast kupić, gdy tylko ją zobaczyłam. Pić z niej byłoby trudno, bo ciężka jest ;), ale kwiatki czują się w niej bardzo dobrze.

Teraz mieszka w niej paprotka, bo dzielnie znosi słabe światło...


I jeszcze kilka fotek...



Staram się jakoś rozplanować dni, by zrobić jak najwięcej, ale nie oszukujmy się; teraz jest to niemożliwe. Przy dwójce dzieci, z których jedno wciąż mnie bardzo potrzebuje  i absorbuje dużo uwagi oraz czasu, muszę dawkować sobie wszystko; w tym siedzenie przed komputerem. Stąd też moje rzadkie wpadania na Wasze blogi, za co przepraszam i nadal proszę o wyrozumiałość.

A tymczasem miłego tygodnia życzę,
Jagodzianka.

środa, 6 lipca 2011

Mój "salon" - odsłona pierwsza...

Od dawna przymierzam się, by porobić jego zdjęcia i Wam pokazać, ale to nie jest łatwe. Mam na myśli wykonanie fotek... W końcu zdecydowałam się i zrobiłam je tak,  jak potrafiłam.
Meble są takie, jakie są, ale w planie mam je zupełnie przeobrazić w inne. Widziałam kiedyś u Elle metamorfozę biblioteczki i zostałam "natchniona";) Czekam jednak na możliwość czasową, a z nią jestem na bakier, więc może prędzej wygram jakąś kasę i kupię takie, jakie się mi podobają?

Zacznę jednak od "dzieła" mojego męża. Wcześniej płyty CD trzymaliśmy w wiklinowych koszach. O nieporęczności nie muszę chyba mówić...

Dlatego też poznajdował różne dechy, kupił sznurek i wykorzystał coś zardzewiałego z rogami ;) do powieszenia całej konstrukcji. I teraz jest "piknie" ;)

Z mebelków przerobionych mam do pokazania jeszcze ławę. Była już troszkę zniszczona przez używanie, wzięłam więc szlifierkę i ściągnęłam lakier. Trzymał się, skubany, mocno...
A potem poszły w ruch: papier ryżowy oraz szablony i pstrykanie farbą... Szczerze mówiąc, ja jeszcze tego stołu nie dokończyłam i nie wiem, kiedy to zrobię... Pewnie jak mnie złapie natchnieie z nienacka ;)

Z "ręcznych robótek" chciałabym jeszcze pokazać Wam szablon, którym bawiłam się ( z pomocą Pana Wysokiego Męża ;) dość namiętnie, a ręce mdlały...
W październiku robiłam zdjęcie mojemu "buszowi" ;)
 
Teraz wygląda on tak!
Miło patrzeć, jak kwiatuszki pięknie rosną!

Pozdrawiam, Jagodzianka.

niedziela, 3 lipca 2011

Niebo z widokiem na Raj

To miejsce, to dla mnie Raj i niebo tam zawsze jest pięknie niebieskie z cudnymi śmietankowymi chmurami...
Ponieważ uwielbiam fotografować niebo, to przyjęłam wyzwanie ART -PIASKOWNICY...


Pozdrawiam,
Jagodzianka.