wtorek, 7 sierpnia 2012

DZIEŃ DRUGI - MÓJ NAŁÓG

Kocham jej zapach, smak. Jedynie ciąże sprawiły, że mdliło mnie od jej aromatu, ale wtedy pojawiała się przerażająca myśl: a co będzie jeśli po ciąży też będzie mnie od niej mdliło?  Prawie spać przez to nie mogłam ;) Na szczęście rozwiązania w jakiś cudowny i niewytłumaczalny sposób odtykały moje zablokowane kubki smakowe i wszystko wracało do normy.
Najlepiej smakuje z kilkoma kroplami mleczka do kawy (tego 7,2%), nieskażona żadnym cukrem czy też słodzikiem i w tej filiżance, którą dostałam od baaardzo bliskich znajomych z poprzedniej pracy.

Pewnie mogłabym pisać o innych moich słabościach, bo i o czekoladzie szczególnie jogurtowej, karmelowej, kawowej, białej, śliwkowej, z chilli...Mogę tak długo ;) 
Albo o nałogu czytania: "Zwierciadła", "Wysokich Obcasów", Dostojewskiego, Krajewskiego lub dla odmiany "starej" Chmielewskiej (znaczy nie że teraz pisarki wiekowej, tylko tych powieści z lat siedemdziesiątych ;);)), powieści psychologicznych labo z nutką kulinarną.
Lub też napisać o nałogu oglądania filmów Barei bądź Allena, ale wyszłoby jedno wielkie "nałogodzisko" ze mnie ;)
Największym nałogiem jednak jest zapewne  moja potrzeba działania, nałóg tworzenia, z niczego robienia coś, z brzydkiego ładne (pojęcie względne), tworzenia swojego miejsca przytulnym a przede wszystkim nałogu tworzenia prac dziecięcych czy to metodą decoupage czy też scrapkową:

A propos czekolady... Zrealizowałam zamówienie dla miłośniczki czekolady:

 I odnośnie prac dziecięcych. Dla dziewczynki Jagódki kuferek. Uwielbiam te klimaty!
 

Pozdrawiam serdecznie i do ...jutra;)
Jagodzianka.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

SIEDMIODNIOWE WYZWANIE FOTOGRAFICZNE - DZIEŃ PIERWSZY

Tego jeszcze nie było: dwa posty w jeden dzień. Zobaczyłam jednak zabawę -oczywiście - w ŚNIE MAI



Zaczynam od dnia pierwszego. JA

Długo przeglądałam zdjęcia ze swoją facjatą w roli głównej. Trudno mi było wybrać to, które uważam, że pokazuje MNIE. Będę mało oryginalna, ale wciąż właśnie to zdjęcie kojarzy się mi ze mną Magdą Sz. - Jagodzianką. Che, che - Mąż musi się postarać, by ponownie uchwycić to coś we mnie ;)




Pozdrawiam po raz drugi dnia dzisiejszego,
Jagodzianka.

30 LIPCA 2012...

... jest po godzinie 18.oo. W. właśnie położył Frania spać. Ja siedzę na tarasie i czytam w najnowszym ZWIERCIADLE o zanikającej w ludziach umiejętności relaksowania się, odpoczywania na urlopie. Że ludzie, będą obecnie na wypoczynku, już planują następne wakacje, albo marzą, będąc na żaglach, o ciepłych krajach lub o zimowych feriach. Lub jeszcze inaczej: wyjeżdżając dokądś chcą zrealizować swój plan, dlatego pędzą po kolejnych zabytkach, biegną z wywieszonym jęzorem do następnych miejsc i wracają do domu sfrustrowani i ...zmęczeni. Są też tacy, którzy na urlopie są ciągle w pracy: odbierają telefony, zabierają ze sobą laptopy i nerwowo zaglądają do skrzynek mailowych...
Konfrontuję to ze swoim stanem... Nic z tego nie mam w sobie i nie miałam...
Wychodzi przed domek W. Pytam go, czy przyniósł z samochodu zakupy. Odpowiada, że nie, ale i tak teraz tego nie zrobi, bo teraz chce robić co innego. Myślę, że ma rację - nic pilnego. Patrzę za Nim... Idzie do Jagny na trampolinę i skaczą.
Dopijam kawę i zaczynam czytać kolejny artykuł, a raczej wywiad. Mowa o slow life... Tak... Ludzie na urlopach, myślami są gdzie indziej. Znajomi rozmówcy na przykład biorą ze sobą na wakacje oprócz aparatu, lap z dojściem do netu. Jedną ręką pstrykają a drugą już wklepują fotki na FB albo twittera i z niecierpliwością czekają, ile zdobędą "lajków". I zamiast być tu i teraz, są w kilku przestrzeniach i czasach zarówno na wakacjach, jak i w internecie. Nie delektują się widzianym krajobrazem, tylko myślą, podczas pstrykania fotek, by jak najszybciej pokazać je znajomym.
Znowu rozmyślam, jak to jest w moim przypadku. Od dawna mamy żelazną zasadę żadnych netów,  lapów i innych elektronicznych zabawek (oprócz komórki) na wakacje.
Jedni tłumaczą branie komputerów tym, że jak deszcz będzie i dziecko będzie się nudziło, to się im włączy bajki. My mamy inną alternatywę: gry planszowe, książki, kredki a przede wszystkim... siebie. I to zdaje egzamin. Jest tyle sposobów na nudę!
Kawa się skończyła. Zerkam na moich ukochanych. Leżą na trampolinie. Podchodzę do nich i pytam, czy mogę się przyłączyć do zabawy.
Leżymy, patrzymy w niebo i na wierzchołki sosen. Zgadujemy kształty chmur i potwierdza się teza Wesołego Ryjka*, którego historie właśnie co czytałyśmy, że czasami ten sam przedmiot przybiera wiele kształtów. W zależności od tego, kto jak na ów przedmiot spojrzy i tak chmura może być jednocześnie kotkiem, domkiem i wilkiem...
To jest urlop, to jest slow life, tak powinno być podczas wakacji...

Chciałabym Wam bardzo podziękować za tyle ciepłych pięknych i pełnych serdeczności słów pod moim ostatnim postem. Cieszę się z nich niezmiernie i postaram się jak najlepiej odwdzięczyć poprzez pokazywanie Wam miejsc, które będę odwiedzała z wielką radością.
I jeszcze chciałabym się pochwalić, bo jest to dla mnie wielka radość, że moja historia opublikowana w ostatnim poście oraz dołączone zdjęcie z Chamonix sprawiły, że wygrałam wyzwanie TEN MOMENT na blogu SEN MAI.

Dziękuję serdecznie za wszystko, pozdrawiam gorąco i lecę sie rozpakować po przyjeździe,
Jagodzianka.

* "Wesoły Ryjek" Wojciecha Widłaka.