wtorek, 8 stycznia 2013

DRUGI DZIEŃ - LISTA NA 2013 ROK

Bonjour.
Niektórzy nie składają sobie postanowień noworocznych, bo stwierdzają, że potem się stresują, iż MUSZĄ je wykonać, a gdy się to nie udaje, to mają wyrzuty sumienia  i pozostaje niesmak, poczucie porażki. 
W najnowszym numerze ZWIERCIADŁA przeczytałam artykuł o tym, jak nauczyć się stawiać sobie zadania, by móc je potem zrealizować. I na przykład, jeśli napiszę sobie, że MUSZĘ w tym roku nauczyć się francuskiego perfect, to będę czuła ogromny stres: żeby się tylko udało! A co się stanie, jeśli nie  osiągnę zamiaru? Okaże się, że jestem tępa? Że niczego nie potrafię? Warto zatem owo MUSZĘ zamienić na CHCĘ. Nie uważacie, że o wiele lepiej teraz brzmi to postanowienie i jest bardziej motywujące? Nie czuje się żadnej presji.
Nie składam sobie obietnic, których nie zrealizuję i nie dlatego, że nie dam rady, że to dla mnie za trudne, ale z powodu zupełnie innego. Nie widzę sensu rezygnować z czegoś, co na przykład lubię. Owszem, gdyby mi nakazywały jakieś siły wyższe (np. dbałość o zagrożone zdrowie), to tak. Nie zaplanuję sobie zatem rezygnacji z czekolady, bo ją po prostu lubię. Nie będę dla lepszej kondycji  biegać, bo nie cierpię tego typu wysiłku fizycznego. Będę za to częstej wyłączała laptop w ciągu dnia, bo mi przeszkadza w realizacji codziennych czynności. Będę bardziej cierpliwa dla Jagody. Bo chcę tego.  Myślę, że codzienność nasuwa mi pomysły na to, co robić, jak ulepszyć  swoje życie i siebie samego.
Bardzo bliskie jest mi stwierdzenie Woody'ego Allen'a "Chcesz rozśmieszyć Pana Boga, to opowiedz Mu o swoich planach". Czasami mamy mocne postanowienie zrobienia czegoś, a tu jedno wydarzenia i ...klops. Często tym "wydarzeniem" u mnie jest Franio;).
Nie znaczy jednak, że należy założyć ręce i nic nie robić,stwierdziwszy, że przecież i tak nic nigdy nie wiadomo, więc po co się wysilać. Nieprawda! Bardzo dużo  od nas zależy i jeśli coś chcemy zmienić w naszym życiu, w sobie samym, to musimy podjąć działania.
Wczorajszy mój "KOMIKSOWY TRYPTYK" doskonale pasowałby do dzisiejszego tematu,  chociaż został on ujęty w sposób żartobliwy, ponieważ plany jakieś tam mam, chciałabym je zrealizować i będę na pewno robić wszystko w tym kierunku, by je zakończyć sukcesem.
Postanowiłam zatem dzisiaj stworzyć jeszcze jeden :komiks: ze zdjęć, co prawda zrobionych zdecydowanie wcześniej, ale stworzenie kolażu jak i  teksty powstały dzisiaj.
To moja odpowiedź na zadane przez Ciotkę Z. pytanie ;)

Planuję jutro również się spotkać z Wami,
Jagodzianka.

poniedziałek, 7 stycznia 2013

WĘDROWNIK PO FRANCARII - z cyklu "POLKA NA OBCZYŹNIE" : KUCHNIA FRANCUSKA

Chciałabym zaznaczyć, że moja wiedza o kuchni francuskiej jest mocno ograniczona, ponieważ dopiero poznaję jej tajniki. Nie czuję się osobą kompetentną do opowiedzenia o tej znakomitej cuisine, ale postaram się choć troszkę ją przybliżyć.
Mogę zdecydowanie stwierdzić, że jest to kuchnia, którą uważam za zdrową, smaczną, która absolutnie zachwyca feerią smaków oraz niezwykłymi aromatami ( z małymi wyjątkami w postaci ślimorów, żabsk, kalmarów albo innych stworzeń z dużymi oczami ;)).

Kilka słów o tym, z czego Francja słynie.
Wpływ kuchni francuskiej na cała Europę jest ogromny. Ale nic dziwnego: doskonały gust Francuzów, umiejętności oraz wyobraźnia tamtejszych kucharzy jak i wykorzystywanie najlepszych a co za tym często idzie - najdroższych produktów sprawiły, że wielu ludzi z różnych zakątków świata chętnie próbuje tych smaków.
Francja słynie ze świeżo złowionych w Atlantyku czy też w Morzu Śródziemnym ryb oraz owoców morza. Wszelakie mule, kalmary, kraby, przegrzebki są tutejszym przysmakiem.
Ze słonecznej Prowansji przywożone są zioła – w tym cudowna, aromatyczna, uwielbiana przez miliony lawenda a także najznakomitsza na świecie oliwa (wiadomo, że z oliwek), która zrobiła zawrotną światową karierę.
We Francji są także popularne wędliny, które produkuje się niemal w każdym miasteczku.
Przechodzimy do meritum, czyli moich ukochanych serów, których bogactwo smaków jest przeogromne: sery camembert, brie i roquefort, czyli pleśniowe białe, zielone, niebieskie, kozie, a także takie o bardzo wyrafinowanym aromacie...
Nie mogę też nie wspomnieć o winach, które są nieodłącznym elementem posiłków: czerwone, białe, różowe! Czego tylko dusza zapragnie!

Pory posiłków i miejsca ich spożywania.
Muszę przyznać, że to, co -oprócz smaków – jest dla mnie rewelacyjne w kuchni francuskiej: to stałe pory posiłków. Dla jednych to utrapienie, ale dla mnie – cudowne rozwiązanie. Posiłki o tej samej porze są przede wszystkim dobre dla zdrowia, a ponadto świetną okazją do wspólnego rodzinnego biesiadowania.
Pora lunchu jest tutaj od ok. południa do ok. 14.oo.
W szkołach od 11.3o do 13.3o (Chociaż w różnych regionach Francji mogą to być inne godziny. Inaczej też może być w szkole podstawowej a inaczej np. w gimnazjum). W tym czasie jedne dzieci są zabierane przez rodziców do domu, a inne idą do tzw. kantyny na posiłek. Resztę czasu, po zjedzeniu lunchu, spędzają na boisku czy innym wyznaczonym miejscu.
Lunch jest najczęściej lekkim posiłkiem: sałatką z bagietką, długą bułką z warzywami lub zapiekanką.
Uważam, że taka przerwa w pracy jest zbawienna dla wydajności pracownika. Człowiek może skupić uwagę na maksymalnie 4 godziny. Po tym czasie zmęczenie umysłu sprawia, ze jesteśmy rozkojarzeni, zmęczeni i wtedy nasza praca jest do niczego. A taka godzinna przerwa, jak nic, ładuje akumulatory.
Ok. 19.oo – 2o.oo Francuzi przysiadają do stołu na taką ciepłą „obiadokolację”. W gronie rodzinnym spożywa się -w zależności od ochoty i preferencji -tarty, ratatouille, cassoulet, poulet basquais .
Francuzi najczęściej wtedy „okupują” tzw. bistro, czyli restauracje, w których posiłki są podawane niezwykle szybko i sprawnie.
Ci, którzy mają blisko do domu, jadą tam na szybką przekąskę.

MOJE SUBIEKTYWNE FRANCUSKIE MENU
wybrałam potrawy, których próbowałam lub dowiedziałam się, że są wyśmienite.

ŚNIADANIE
crossaint/la bagiette/ Brioche
+sok/ kawa
LUNCH
sałatka: mix sałat, pomidor, ogórek, sos vinegret+bagietka

PRZYSTAWKA
salade chevre chaud (z ciepłym kozim serem na grzance z miodem i orzechami włoskimi);
salade nicoise (z tuńczykiem, fasolką zieloną, jajkiem, anchois i oliwkami);
salade de poire au roquefort (z gruszką, serem roquefort i orzechami włoskimi) ;
foie gras*, *** na tostach z konfiturą wiśniową albo... czosnkową;

OBIAD/KOLACJA
z dań mięsnych:boeuf Bourguignon (wołowina po burgundzku);
coq au vin (kogut w winie);
steak a la sauce de moutarde (stek z sosem musztardowym z pieprzem);
dinde aux marrons (indyk nadziewany kasztanami );

z dań rybnych:sole meuniere (sola smażona na maśle),
maceraux a la sauce moutarde a l’ancienne ( makrela pieczona w sosie z musztardy francuskiej), crevettes au persil et au vin blanc (krewetki smażone z pietruszką, czosnkiem w białym winie), moules-frites au sauce mariniere (mule z frytkami w tradycyjnym sosie)

DESER
To słodka potrawa lub... deska serów**. Doskonałe jest właśnie to ,że Francuzi traktują sery jak deser. Przyznaję, że w naszym domu sery zawsze często gościły, teraz goszczą zawsze i to w dużych ilościach oraz rodzajach.
Słodkości: Crème brûlée posypany lawendą;
mousse au chocolat (mus czekoladowy),
Crepe Suzette (płonące naleśniki w likierze Grand Marnier)
tarte tatin (odwrócona tarta z gruszkami)
macaron (to takie ciasteczka bezowe z nadzieniem - przeróżnym). 
20 marca jest obchodzony Jour du Macaron - mozna się wtedy nimi objadać ;)

Sery:Camembert, Chevre (ser kozi dojrzewający),
Comté ( twardy, o orzechowym aromacie),
Munster (bardzo intensywny ser pochodzący z Lotaryngii)
Morbier (ser z odrobiną popiołu w środku) 


NAPOJE/ALKOHOLE
woda, wino czerwone półsłodkie do deserów lub wytrawne do serów. Białe do potraw rybnych a różowe do potraw z owocami morza.
Francuzi nie mogą się pochwalić dobrym wiem. Nie posiadają takiego.

Nasz zaprzyjaźniony Francuz za piwo najlepsze na świecie uważa... pszeniczny okocim :)
    Jagodzianka poleca!
Uwielbiam tarty i staram się robić je często. Rodzina się na nie rzuca jak wygłodniałe wilki. Króluje porowa, z pomidorkami. Ponieważ Mały Obywatel zwany też Gnomem albo Franiem nie pozwala mi zatopić się w kuchennych eksperymentach, kupuję ciasto francuskie już gotowe. Wcześniej robiłam sama. Jak już François podrośnie, będziemy razem to ciasto robić ;)
TARTA POMIDOROWA

Ciasto ze sklepu, albo...
  • 20 dkg mąki;
  • 1/2 kostki masła;
  • 1/2 szklanki bardzo zimnej wody;
  • sól ;) 
Nadzienie:
  • 300 g małych pomidorków;
  • 2 łyżki oliwy;
  • kilka gałązek świeżego tymianku;
  • 3 łyżki pokrojonych w paseczki suszonych pomidorów;
  • 100 ml śmietanki kremówki;
  • 100 ml mleka pełnotłustego ;
  • 2 średnie jajka i 1 żółtko;
  • 200 g sera Brie pokrojonego w 0,5 cm plastry
  • sól;
Aby wykonać ciasto, należy połączyć składniki i wyrobić ciasto. ale niezbyt długo. Następnie włożyć do lodówki na 2 godziny. Formę do tart wysmarowć masłem. Ciasto rozwałkować i przełożyć do formy. Ciasto nakłuć widelcem, przykryć papierem do pieczenia i wysypać na wierzchu fasolkę lub ryż. Formę wstawić do piekarnika nagrzanego do 190 stopni C i piec przez 20 minut****. Zmniejszyć temperaturę do 180 stopni, usunąć z ciasta papier z fasolkami (ryżem) i podpiec je jeszcze przez 5 minut.
W tym czasie należy przygotować nadzienie: ubić śmietankę, mleko, jajka, suszone pomidory. Na wierzchu podpieczonego ciasta ułożyć pomidorki, posypać listkami tymianku, posolić i skropić oliwą. Następnie zalać je masą jajeczną, ułożyć na wierzchu ser. Piec 25-30 minut.


Kilka słów o restauracjach.
Nie mam doświadczenia, jeśli chodzi o restauracje, ale na pewno mogę polecić wszystkim, którzy znajdą się w moich okolicach restaurację „Le Coq Rouge”, która jest ozdobiona setką kogucików. Klientów wita właściciel w białym uniformie, który sprawdza rezerwację.
Następnie właścicielka zaprowadza do stolika i proponuje danie dnia, opowiada o rodzajach serów, winach.

A co jest najlepsze?
 No a najlepsze są kasztany na Placu Pigalle! :D
Ja jadłam te pieczone akurat w Genewie i również były pyszne ;)
Są też karmelizowane...

Dziękuję serdecznie za uwagę i życzę smacznego,
Jagodzianka.

P.S.*Tutaj miałam lekkie obiekcje odnośnie podania tej znanej potrawy, gdyż jest to pasztet produkowany z silnie otłuszczonych wątróbek gęsich lub kaczek. Aby takie wątróbki uzyskać, trzeba tuczyć gęsi kasztanami lub orzechami. To działanie jest wysoce niehumanitarne i na przykład w Polsce jest zakaz go produkowania.

EDIT.
Koleżanka Sis zwróciła mi uwagę na pewne  nieścisłości, prostuję zatem moje wypowiedzi.
** po daniu głównym podaje się albo deser (słodki jak to deser) albo deskę serów - alternatywę dla deseru słodkiego. Niemniej jednak spotkałam się z określeniem (przez tubylców), że sery są traktowane jako deser.
*** foie gras to otłuszczona wątróbka gęsia lub kacza w formie musu lub pasztetu.
**** ciasto gotowe do tarty, kupione w sklepie podpieka się krócej ok. 10-15 min. W podanym przeze mnie przepisie mowa jest o cieście wykonanym samodzielnie.  Chcę nadmienić jednocześnie, że czasami wystarczy jedynie 20 min. podpiekania, a to wszystko zależy od "umiejętności" piekarnika. W Polsce mój doskonały piekarnik ;) sprawi, że ciasto szybciej uczyni się w złotym kolorze. Tutaj muszę troszkę dłużej czekać.

PIERWSZY DZIEŃ - TY (czyli JA)

Bonjour!
Witam serdecznie po dwutygodniowej przerwie!  Jedno jest pewne: ja przez ten czas nie odpoczęłam, bo nie zdążyłam! Odbyłam dziesięciodniowy maraton, odwiedzając Rodzinę, Przyjaciół, załatwiając milion sprawunków, odwiedzając lekarzy, współorganizując urodziny, tworząc albumy wędrowne oraz porządkując swoje cztery kąty.  To wspaniale móc odwiedzić Najbliższych, ale... cieszę się, że jestem już w domu ( jak to mówi mój W. : gdzie internet, tam dom:D) i móc odetchnąć. Co prawda mam tu dużo roboty, bo przecież trzeba się rozpakować, porobić pranie, porządki, ale ta praca nie zając... Zwalniam obroty zatem, ale nie na blogu! 

Dziś będą - wyjątkowo - dwa posty. Pierwszy - bo właśnie rozpoczęło się u ULI kolejne FOTO WYZWANIE.
 Drugi natomiast muszę jeszcze troszkę doszlifować, więc pokażę troszkę później. Był on zaplanowany już dawno i ramach WĘDROWNIKA PO FRANCARII będę realizować projekt POLEK NA OBCZYŹNIE, które tym razem podzielą się z Wami kulinarnymi tradycjami miejsc, w których mieszkają. Czekajcie zatem cierpliwie, a przed wieczorem i ja zaprezentuję małe co nieco.

Pierwszy dzień wyzwania fotograficznego to TY... czyli JA.
Nie będę się za bardzo rozpisywała o sobie, bo już napisałam nieraz. Zresztą cały blog jest o mnie, bo pokazuję to, co robię i piszę swoje przemyślenia. Nie mam zamiaru zatem zamęczać Was kolejnymi rewelacjami na swój temat.


Jeszcze raz życzę Wam wszystkiego dobrego w Nowym Roku i do zobaczenia ...jeszcze dzisiaj ;)
Jagodzianka.