Gdy urodził się Franio, W. miał wątpliwości, czy będzie rozmawiał z Synem po angielsku. Wciąż obawiał się, czy nie robi szkody, ucząc dziecko języka, nie będąc jednocześnie w stu procentach pewnym, że Jego wymowa i akcent są prawidłowe. Dlatego też odkładał decyzję o mówieniu do Franka właśnie po angielsku. Ja nie naciskałam, aczkolwiek uważałam, że Jego obiekcje są wyolbrzymione. Podstawą jest umiejętność komunikacji, a resztę można potem "doszlifować" albo poprawić.
Obawy W. minęły jak ręką odjął, gdy doszło do konfrontacji umiejętności językowych naszego dziecka z prawdziwym życiem - czyli... komunikacją z dziećmi anglojęzycznymi. Kiedy W. zobaczył, jak Jagna bez zahamowań oraz problemów rozmawia z koleżankami Brytyjkami, odłożył na bok wątpliwości i ...zaczął mówić do Franka po angielsku.
Chciałabym jeszcze wspomnieć o takiej zabawnej, a może raczej niesamowicie zbieżnej z moim zeszłotygodniowym postem historii. Otóż, nasza nowa znajoma zaprosiła Jagodę na wieczorny spacer z psem. Znała naszą lingwistyczną sytuację, więc do Jagny mówiła albo po francuski, albo po angielsku. Po powrocie ze spaceru powiedziała tylko jedno: Rozmawiała całą drogę z Jagną jedynie po angielsku. To jest niesamowite, że to dziecko ma taki akcent, nie będąc nigdy w Anglii. Powiedziała W. , że zrobił najlepszą robotę pod słońcem.
(EDIT: W. zarzucił mi skrót myślowy, przez który to zaprzeczam sama sobie. Prostuję zatem: znajoma owa rozmawiała z Jagną po angielsku i po francusku podczas codziennych spotkań. Natomiast na rzeczonym spacerze komunikowały się tylko po angielsku).
(EDIT: W. zarzucił mi skrót myślowy, przez który to zaprzeczam sama sobie. Prostuję zatem: znajoma owa rozmawiała z Jagną po angielsku i po francusku podczas codziennych spotkań. Natomiast na rzeczonym spacerze komunikowały się tylko po angielsku).
Tym bardziej właśnie zachęcam Was do nauki języków obcych od najmłodszych lat. Jeśli Wy nie znacie, zapisujcie do szkółek albo domowym sposobem włączajcie piosenki i bajki, by dziecko się osłuchało, "przywykło" do innego brzmienia słów.
Franczesko nasz głównie mówi w swoim narzeczu, aczkolwiek ostatnimi czasy coraz więcej powtarza po nas słowa. Czasami są one mniej czasami więcej wyraźne.
Jest w specyficznej sytuacji, bo matka mówi do niego po polsku, ojciec po angielsku ale często słyszy siostrę mówiącą z koleżankami po francusku. Ponadto ma dużo grających zabawek, w których to wszelkie polecenia są po francusku właśnie.
Jak sobie radzi nasz syn?
Używa tych słów, które są dla niego łatwiejsze w wymowie. Dlatego chce "apple" a nie jabłko. Kiedy chce, żebym ja przyszła, powie: chodź, ale kiedy on idzie do mnie, mówi: "I'm comming" - idę).
Najfajniejsze jednak i niesamowite, bo to pokazuje, że On wie, co do kogo mówić, jest to, kiedy chce więcej... jedzenia, oczywiście, bo Jego życie głównie wokół żarcia się kręci. Do mnie mówi "jeście", ale do W. "more"!
Ciekawe jest też Jego liczenie- pozwolę sobie na fonetyczny zapis- "łan; tu, fli, for, faj, SZEŚĆ, seven, ejt, naj ... DIS (10 po francusku).
Kiedy W. wychodzi do pracy, mówi do Niego "bye, bye", ale w sklepie czy do koleżanek Jagny powie "Au revoir". Do mnie mówi często "cześć", aczkolwiek równie często powie po prostu "baj baj".
Mogę Was zapewnić, że nie widzę, by Frankowi towarzyszyło uczucie "pomieszania w głowie". Wg mnie dla niego ta sytuacja językowa jest normalna, bo w niej żyje 1/4 swego życia i to tę część świadomą.
Mam czasami wrażenie, że najbardziej zagubiona w tym wszystkim jestem ja, która do Syna mówi: "Franek DON'T.... yyyyy.. NON... yyyyy... NIE!"
Jak już wspomniałam, istotą życia mego Syna jest jedzenie... Śródziemnomorska kuchnia bogata w warzywa, jak i brytyjska herbatka o piątej są codziennością Franczeska...
To tyle jeśli chodzi o moje przemyślenia oraz doświadczenia związane z nauką dzieci języków obcych. Myślę, że warto zastanowić się nad metodami oswajania najmłodszych z obym językiem. To ich przyszłość...
Pozdrawiam serdecznie i przesyłam bardzo dużo słońca, bo tutaj już wiosna przyszła na dobre!
Jagodzianka.










































