wtorek, 3 września 2013

DŁUBANKI JAGODZIANKI {z cyklu} SZACHY NIE Z TEJ BAJKI: SOCZYSTA ROZGRYWKA

Bonjour.
Tutaj jest tak, że to nauczyciele wracają do szkół 1.09. zaś dzieci dzień później.
Będę zatem we wtorek na rozpoczęciu roku szkolnego mojej Jagienki i nie za wiele czasu zostanie mi na tworzenie posta. Piszę go zatem teraz.
Pokażę Wam moje najnowsze szachowe kolekcje. Ta - największa i wprawiająca mnie w największą dumę-  będzie na samym końcu, za parę tygodni;). Dziś pokazuję kolekcję wiosenną.
SOCZYSTA ROZGRYWKA  miała być przede wszystkim tętniąca rześkimi kolorami, zaś te kropasy i kropaski miały symbolizować bąbelkową wodę. Dla totalnego orzeźwienia!

 Powiem tylko, że to początek, zapowiedź tego, co robiłam przez ostatnie miesiące...  Będzie monotematycznie jeśli chodzi o same szachy, ale starałam się pokazać je w wielu odsłonach.

Jagodzianka.

poniedziałek, 2 września 2013

WĘDROWNIK PO FRANCARII: {z cyklu} POLKI NA OBCZYŹNIE:10 POWODÓW, DLA KTÓRYCH WARTO ODWIEDZIĆ FRANCJĘ

  •  Bonjour.
Właśnie dzisiaj minął rok i tydzień, odkąd tu mieszkamy. Jejku, jak ten czas szybko leci! 
Pamiętam, kiedy pięć lat temu W. z duszą na ramieniu i sercem w gardle zapytał, czy pojedziemy na rok do Francji. był przekonany, że nie będę chciała, bo dopiero co urządzaliśmy się w nowym mieszkanku, mieliśmy niespełna dwuletnie dziecko, prace. A ja tylko zapytałam : to kiedy mam się pakować?
Kiedy przyjechaliśmy do St. Genis Pouilly ( jakieś 14 km od obecnej miejscowości, w której zamieszkaliśmy), ja od razu pokochałam to miejsce. Nie umiem powiedzieć dlaczego. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego to za Wrocławiem - pięknym moim rodzinnym miastem - nie zatęskniłam ani razu, zaś po powrocie do Polski za St. Genis płakałam każdego dnia. Miałam depresję. Nie mogłam oglądać zdjęć z pierwszego pobytu tutaj. Nie mogłam słuchać płyty J. Radka "Dziękuję za miłość", której zawsze słuchaliśmy podczas podróż z i do Polski.
I jestem tu ponownie. I znowu jestem w miejscu, które uważam za swoje miejsce na ziemi, choć nie wiem, jak długo tu jeszcze pozostanę. Rok? Dwa? Może dłużej?
Jest mi tu po prostu dobrze, mimo że nie znam języka, nie mam rodziny i przyjaciół wkoło. Sami zresztą wiecie, jak to jest: każdy jest zabiegany, ma swoje życie i często bywa tak, że spotykamy się z najbliższymi z taką częstotliwością w kraju jak teraz, gdy jestem 1300 km stąd.

Dzisiaj zaczynamy kolejny cykl w KLUBIE POLEK NA OBCZYŹNIE. , w którym podajemy Wam powody, dla których warto odwiedzić kraje, w których żyjemy.
Wiecie, ja jestem obecnie wsiową babeczką, która całe dnie spędza w ogrodzie, choć  każdy weekend staramy się spędzać bardzo intensywnie w podróży, zwiedzając.
To moje BARDZO SUBIEKTYWNE, a czasami z przymrużeniem oka, spojrzenie na ten kraj. Moje powody, dla których tu chcę być i uważam, że warto zobaczyć Francję...


1. ZIELONOŚĆ WOKÓŁ
 Niesamowite są tutaj wioski, niezwykle klimatyczne dzięki swoim domkom z okiennicami i temu białemu kamieniowi. I te kwiaty. Mnogość kwiatów!

2. PIĘKNE ZABYTKI
Chyba nie muszę o tym zbyt dużo pisać, prawda? Tyle zabytków, ile tutaj zobaczyłam. Zamków!  I Wy powinniście!
Avignon
Avignon
Bordeaux
Bordeaux
 Paryż
 Paryż
 Yvoire

3. WSPANIAŁA KUCHNIA
No dobra. Ślimaki, mule, inne małe żyjątka z oczami oraz żabie udka mnie nie uwiodły. Ale cała reszta: przede wszystkim lekka kuchnia... No dobra... sery lekkie nie są i ich ciężar wpada wprost do tyłeczków i stamtąd nie chce zejść wyżej - na przykład do piersiątek, ale warto poświęcić te pupki dla przeżycia takich rozkosznych dań. Sałatki, które mienią się od kolorów i różnorodności smaków!


4. WYBORNE WINO
No , co ja mogę dodać. Jak człowiek zje, to i by się napił lampkę... Gdy człowiek zmęczony dniem, to by wypił lampkę. Gdy jest smutny, lampką wyleczy troszkę duszę... A gdy tworzy, bez weny w lampce niewiele wyjdzie spod łapek i to choćby mocno kreatywnych. I przy kominku z ukochanym lampka jest niezbędna...

5. BIESIADA
Jak już jesteśmy przy tym temacie jedzenia. To kolejna sprawa, którą uwielbiam. Takie wspólne biesiadowanie. Takie rodzinne późne kolacje, które co prawda także w tyłeczek wchodzą, ale wspólne rozmowy, śmiech są cenniejsze niż ten nadmiar kalorii. Nocne spotkania przy lampce i pysznym żarełku.  Jakoś tutaj bardziej znajduje się na to czas...

6. FORT L'ECLUSE
Doskonałe miejsce niedaleko mnie( 10 km drogi) dla wszystkich tych, którzy najedli się serków do syta i zostały w dupkach... To miejsce, dzięki któremu wszystko z Was zejdzie: od miliarda kalorii, po siódme poty. Trzeba tylko wejść 1165 schodów. I tą samą drogą zejść... Po tych samych schodach. Chyba że wolicie po skałkach liną. I co? Pani "Jewa Sandałowska" i jej fitness wymięka przy takiej "wędrówce", co?
( Niedługo w kolejnym WĘDROWNIKU szersza relacja z tego miejsca).
Gdy Jagoda zobaczyła, ze to połowa drogi, oznajmiła, ze jest to NAJGORSZA w jej życiu wycieczka. Na szczycie przyznała, ze tylko trochę jest najgorsza...

7. JĘZYK
Wspaniały język francuski. nie do opanowania ( wyłączając moją córkę). Piękny, szyki ,melodyjny. Wspaniale go posłuchać na żywo, jeszcze wspanialej zrozumieć, co parlają. Lepiej nie odpowiadać, bo Was dziecko zaraz 33 razy poprawi i do tego wyśmieje, że mówicie "la" zamiast "lau" albo jakoś tak.
Ale humor Wam poprawi się, gdy powiecie do nich " Chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie". A! Co tam wymyślać! Niech spróbują poprawnie wymówić imię Wojciech :D


8. PIĘKNE KRAJOBRAZY
To, co Francji można pozazdrościć to krajobrazy: góry, morze, ocean. Zieloność, winorośl, roślinność. Zero szarzyzny... Zero. Mnóstwo parków, ogrodów botanicznych i to właściwie darmowych. A pola lawendowe? Jeszcze nie dane było mi je zobaczyć, ale na pewno los mi gdzieś tam w kalendarzu zapisał termin wizyty...
A jak się postaracie to w ogrodzie zobaczycie metrowego węża. Raz, bo raz. Ale zobaczycie - i bynajmniej nie ogrodowego.


9. PARYŻ/BORDEAUX
To są miasta, które nawet nie warto, ale TRZEBA zobaczyć. Już pisałam kiedyś o tym, ale powtórzę, bo może nie każdy śledzi mojego bloga i wynurzenia ze skrupulatnością. Wieża Eiffla była dla mnie kupą złomu, dopóki jej nie zobaczyłam. Robi wrażenie. Jest przepiękna. Różnorodność dzielnic tego miasta jest zachwycająca.
Bordeaux zaś to miasto, które zawładnęło sercem mojego W. Nawet sprawiło ,że żałowaliśmy, że posiadamy dzieci. No dobra, ze babcie nie mogą się nimi zająć ,a my wieczorową porą, usiąść przy stoliku i zamówić pyszne jedzenie i pić lampka za lampką i śmiać się, i bawić! ( Oczywiście, znaleźlibyśmy czas, by zatęsknić za dziećmi).

1O. BIUROKRACJA 
Bo my Polacy tak lubimy narzekać na wszystko i wszystkich. Nic nam się nie podoba. Nic nie działa jak trzeba. I jedziecie do takiej Francji zwiedzacie, nabieracie kompleksów, że nie mamy oceanu, tylko morze. A oni oprócz tego oceanu i morze mają! Nie mamy Alp tylko niziutkie Tatry.  I kwiatów u nas mało. I okiennic brak. I zamków dwa: na Wawelu i Królewski, który szału nie robi...  I wtedy wkraczamy do jakiegoś urzędu francuskiego i chcemy załatwić papierkową sprawę. I TU WAS, FRANCUZI, MAMY! To, co tutaj zajmuje urzędnikowi jakieś pół roku u nas do dwóch tygodni. I nie musicie co trzy tygodnie dosyłać nowych papierków: a to świadectwo chrztu, a to wymiary oraz rozmiar buta, a to potwierdzenie z góry, ze żyć będziecie jeszcze długo i w zdrowiu. Warto  to przeżyć, by docenić rodzimych urzędników!
 Czas płynie szybko jak ta woda, a sprawa leży i kwiczy...
 Zapraszam Was do zaglądania do KLUBU POLEK NA OBCZYŹNIE, gdzie będziecie mogli przeczytać w każdy poniedziałek, środę i piątek, dlaczego warto zwiedzić takie kraje jak: Szwajcaria, Włochy, Szwecja, Belgia, USA, Wielką Brytanię, RPA czy Holandię, Danię a nawet Wyspy zielonego Przylądka! Prawda, ze brzmi niesmaowicie?

Jagodzianka.

niedziela, 1 września 2013

DŁUBANKI JAGODZIANKI: SÓWKOWY NOTES

Bonjour.
Każdy w różny sposób radzi sobie ze swoimi problemami. Jedni przesypiają, drudzy zapijają, inni wpadają w wir pracy albo do lodówki.
Ja - choć to dla mnie novum, męczyć swoje ciało - w piątek najpierw pojeździłam na złotym rydwanie przez półtorej godziny, a wczoraj zrobiłam sobie niezłą wycieczkę po schodach... i to nie kilku! Szczegóły jutro ;) 
Najbardziej jednak odpręża mnie dłubanka wszelaka. A ponieważ poczułam, że moje zamartwianie zaczyna zapełniać każdą moją przestrzeń życiową, nawet blog, to wracam na "stare tory".
Dziś wreszcie pokażę Wam notes, który wykonałam dla Mordoklejki, jako nagrodę pocieszenia w moim candy, a jednocześnie był to prezent z okazji urodzin. Tak, żadna nowość: temat notesu to sowa...

Do widzenia się z Państwem. Życzę słonecznej niedzieli ( takiej jaka jest u mnie), uśmiechu na twarzy i nie zamartwiania się (nie  jak u mnie)...
Jagodzianka.