wtorek, 4 czerwca 2013

DZIEŃ DRUGI - CODZIENNY RYTUAŁ

Bonjour.
Miałam bardzo żartobliwy pomysł na dzisiejszy temat, ale zrezygnowałam z niego, bo za dużo pracy byłoby nad jego realizacją.
Ponieważ praktycznie od początku biorę udział w wyzwaniach Uli, to podobny temat się pojawiał już nieraz, musiałam więc trochę pogłówkować, jak w inny sposób go zinterpretować. Podejrzewam, że poranna kawa będzie dziś motywem wiodącym... Co zatem u mnie jest rytuałem dnia codziennego?
Jedną z podstaw, wręcz świętością jest wspólne wieczorne biesiadowanie. Gdy tylko pogoda pozwala ( rzadko to robi), jemy w ogrodzie. Powiem Wam, że jedzenie na świeżym powietrzu jest jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w życiu. Mnie sprawia taką frajdę, że nawet jak jest chłodno, to opatulam isę kocem, ale jeść chcę na zewnątrz.
Natomiast od rana... Takie rytuały ustala Franek. On lubi mieć wszystko poukładane, działać wg zasad - o tym pisałam nieraz. Dlatego rano przynosi mi do łóżka książeczki i czytamy - a raczej oglądamy. Frank przy tym naśladuje postacie na obrazkach.
A gdy wychodzimy z domu, MUSI być na głowie Frania czapka. Jeśli nie będzie, wróci do domu, łapiąc się za głowę i wykrzykując: ojej, kepa! ojej, kepa! (nie wiem co ma "kepa" wspólnego z czapką, ale ma. Tak samo jak nazwa niebieski z "bibi").
Kolejnym naszym rytuałem jest zabawa ciastoliną. Frank przychodzi do mnie z nią i mówi:" kulki! maś!". to biorę tę ciastolinę i te kulki Mu robię, a on z radością zabiera i albo spłaszcza, albo plastikowymi nożyczkami (trzymając je jak sekator) próbuje pociąć, albo wsadza do "wyciskarki" i wychodzi długie takie coś ;).
No i mamy nową zabawę. (Nie wiem, kto ma większą frajdę: j, Franek czy... Jagoda :)). Nieśmiertelne, zawsze zachęcające do kreatywnej zabawy drewniane klocki. To już taki rytuał, że jak nie pada, to my budujemy miasteczko. i najlepiej,  bym jeszcze budowała taki mostek wysoki, przez który ma przejechać samochodzik prowadzony przez Frania i aby mógł podczas tego przejazdu strącić całą konstrukcję, wołając :ojej! A co nie spadnie, to On delikatnie rączką "doburzy"...
Ot, takie rytuały dnia codziennego, bo wieczorem.... Rytuałem już jest, że po ciepłej kolacji i położeniu dzieci spać, wyciągam swoje zabawki  i...jedna różnica między moimi zabawami a dzieci... nikogo nie wpuszczam do swojej piaskownicy!


A teraz oddalę się od laptopa, by celebrować kolejny rytuał dnia codziennego: sprzątanie, gotowanie, umycie okna. A może zrobię sobie święto i do tej celebracji dołączę jeszcze pranie? Taka ładna za oknem pogoda... Popołudniu przyjdzie burza i ...całą radość mego serca zBURZY....

Pozdrawiam,
Jagodzianka.

43 komentarze:

  1. Też nie wpuszczam nikogo do swojego grajdołka, chociaż to trudne bardzo. Nawet bardzo, bardzo. Teraz robię ozdoby na urodziny Blanki i muszę mieć przy tym oczy dosłownie wszędzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja piaskownica otwierana, gdy nikogo w pobliżu nie ma :D Znaczy gnomów, bo W. może być. On nie lubi moich zabawek. Znaczy nie bawi się nimi. Daję Mu inne do zabawy;)

      Usuń
  2. Naszym ostatnio codziennym rytuałem są zabawy na rozłożonym kocu i próba podciągnięcia się do raczkowania (to Mikołaj) i oglądanie tych prób (to Mamunia). Ale ten czas leci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo będziesz obserwowała, jak ci wszystko ściąga i wszędzie zagląda:)

      Usuń
  3. Piękne macie klocki! Kepa z czapką ma tyle wspólnego co apabek z gołąbkiem. A Wojtek musi mieć na głowie kaptur, choćby nic w nim nie widział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A też prawda! nie skojarzyłam tych dwóch zwrotów! Klocki są zarąbiste. To prezent.

      Usuń
  4. Urocze te rytuały :). Mój rytuał to ciągłe zbieranie zabawek i... budzenie Olka do przedszkola, ubieranie go na śpiąco i wspólne wyjście za 20 siódma.

    Też uwielbiam jedzenie na dworze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie to wychodzenie to nie moja działka. W. zabiera rano Jagnę do szkoły¸. A to zbieranie zabawek... Frank mi czasem pomaga, ale i tak się wszędzie to wala.

      Usuń
  5. Jak możesz nie wiedzieć co "kepa" na wspólnego z czapką?!
    Zapewne Synkowi Twojemu chowanemu na francuskiej ziemi chodzi o kepi ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja po prostu uwielbiam Twoje interpretacje.. a wlasciwie, uwielbiam czytac obszerne wstepy, ktore zamieszczasz przed zdjeciem ;))

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ktoś lubi moje gadulstwo ;)

      Usuń
    2. hahaha - z pewnością nie jestem jedyna ;)))

      Usuń
    3. Boję się jutra... W tym temacie mam tyyyyyle do powiedzenia... ;)

      Usuń
    4. :DD to SUPER! bo wtedy ja będę miała tyyyyyyle ciekawego do przeczytania ;)

      Usuń
  7. Ładne klocki mają Twoje dzieci ;) rozumiem, że układają je rytualnie ;) na przykład odprawiając przedziwne tańce ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedys bardzo lubiłam jeść na świeżym powietrzu. Przypominały mi się pobyty u babci..dzieciństwo...ale to już nie wróci... Piękne te klocki, takie kolorowe. Też bym się chętnie nimi bawiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne wspomnienia... Ale przecież nie jest powiedziane, że jeszcze nie będziesz jadała śniadań w swoim własnym ogródku ;)

      Usuń
  9. Uwielbiam jeść na świeżym powietrzu, niestety nie mam okazji.
    Klocki cudne, ach, uwielbiam się takimi bawić do tej pory :D
    A co do posiadania własnej komnaty twórczej, to ja o niej marzę; już wiem, jak będzie wyglądać i wiem, że kiedyś we własnym, nie wynajmowanym ale naprawdę własnym domku, będę taką miała. Duże biurko, wiele szuflad, pudła i relingi z haczykami na przydasie... I duuuże okno, żeby było duuużo światła. O tak <3 Teraz ze scrapowaniem i pozostałą aktywnością twórczą gniotę się na małym stoliczku, zajmując do tego kawałek podłogi i parapetu, ech! Żaden szkrab mi co prawda koło tego stolika nie biega i nie zagląda, a Luby się moimi zabawkami nie interesuje, ale jednak nie ma to jak własne miejsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym, jeśli chodzi o własną komnatę. I ja nad tym boleję. Zanim się Franio pojawił na świecie, to miałam zrobiony duży kąt w sypialni z ogromnym biurkiem - tylko dla siebie. Tutaj stworzyłam swoje miejsce - niedługo pewnie pokażę, ale nie mam własnego stołu/biurka.

      Usuń
  10. Ooo, klocki! Ja swojego czasu rózniez budowałam miasto z moim brzdącem, ale obecnie rządzą puzzle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puzzle też zaczynają u nas się pojawiać, rządzą jednak klocki ,ciastolina i samochody. A i hulajnoga - jak nie pada ;)

      Usuń
  11. W takie klocki sama bym się pobawiła :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne zabaweczki;) No i kawa musiała się przewinąć;)

    OdpowiedzUsuń
  13. No brawo tez sie wylamalas od kawy;)
    Tez mialam pomydl z klockami ale znalazlam jeszcze cos innego

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam jak się takimi klockami bawiłam ale nie były tak ładnie malowane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam takie zwykłe brązowo drewniane... :D

      Usuń
  15. Dużo tych rytuałów :) ale to dobrze, łatwiej wszsytko ogarnąć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, te rytuały są w różnej częstotliwości. I tak na przykład: czytam Wasze blogi i w międzyczasie kręcę kulkę z ciastoliny ;). przyjemne z pożytecznym ;)

      Usuń
  16. zawsze przerażają mnie długie notki, bo jak to w internecie, tyle jest do przeczytania, obejrzenia... jak jestem w połowie lektury, to już mi w innej zakładce mruga coś i mnie rozprasza. jednak mimo mojego przerażenia, z przyjemnością przeczytałam twój post :) taki życiowy, cieplutki, rodzinny. buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie zdajesz sobie sprawy (chyba) z tego, że właśnie tak szczere komentarze- o swoich obawach - są dla mnie niezwykle cenne. Ja, oczywiście, bardzo się cieszę z każdego, nawet najmniejszego pozostawionego słówka, ale nie każdy potrafi napisać, co naprawdę czuje,co mu przeszkadza, czy...czego się obawiał(a) - jak Ty. Jejku, i jak ja się ucieszyłam, że te obawy stały się płonne! sama zdaję sobie sprawę z tego, że zbyt długie teksty przerażają, czasami nudzą, zniechęcają. Tym bardziej jest mi miło czytać, że mimo tego, to co piszę, nie jest męczące. W każdym razie nie zawsze. Jejku , widzisz, i znowu się rozpisałam.... Ach ,te moje gadulstwo ;)

      Usuń
  17. Świetne klocki, bardzo rozwijają wyobraźnię.:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jak jestem na wsi, też - choćby pod kocem - ale siedzę cały boży dzień.
    A rytuały u mnie też wyznacza rytm dzieciecych spraw. :))
    Pozdrawiam i zyczę, aby burza nie burzył Twego spokoju. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jedzenie na dworze jest najlepsze! Sama mieszkałam w bloku, ale jak tylko byłam u babci, a było to co najmniej raz na tydzień wyciągałam z siostrą wszystkich na zewnątrz od wiosny po jesień, o ile deszcz nie przeszkodził :-)
    A teraz, jak tylko mogę to korzystam z okazji :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Zazdroszczę Ci tego jedzenia na świeżym powietrzu :)

    OdpowiedzUsuń