Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czemu tamten lub owamten. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czemu tamten lub owamten. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

DZIEŃ TRZECI: 13.oo oraz BZDURKI SPOD KLAWITURKI {z cyklu} CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN: RAPORT WYCHODKOWY - OSTATECZNA KONFRONTACJA

Bonjour.
We Francji godzina 13.oo to czas brunchu. Każdy wtedy wybywa z biura na jakąś szybką kanapkę albo sałatkę. Dla mnie to magiczna chwila... bo W. jest w pracy, Jagna w szkole, zaś dla Frania to czas drzemki. wtedy ja, gdy nikt mnie nie widzi... po cichutku, pomalutku...
Lalki MH już się mi znudziłyi  LPS także. Bawię się zatem LEGO...
 P.S. Jakby ktoś się chciał ze mną pobawić, to zapraszam jutro, ale gdzieś o 13.25 - jak Franek będzie spał na mur beton...
 ***
 Z cyklu: CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN:

SKRÓCONY RAPORT WYCHODKOWY - OSTATECZNA KONFRONTACJA

W ostatnim odcinku: 
Matka: Musimy podjąć tę decyzję...
Ojciec: Czy jesteś tego pewna?
Matka: Myślałam o tym przez całą noc... Musimy się na to zdecydować.
Ojciec.: Boję się...

Dwa dni później...
Środa 4.09.2013 r. , godz. 19.55. Franek (lat 2 i 3 miesiące) dowiaduje się, że dziś idzie spać ... bez pieluszki. 
Na policzkach Matki ( lat 36) oraz Ojca ( lat 36 i pół) pojawiają się łzy, zaś w oczach paraliżujący strach. 
Matka ( do kamery): Wciąż nie mogę przestać o tym myśleć:  ile prań będę miała dnia następnego? 
Ojciec z przerażenia wypija szklankę wó... wody: Wiedziałem, że to kiedyś musi nadejść. Ale nie byłem przygotowany psychicznie do tej nagłej decyzji. Nie mogę znaleźć sobie miejsca w domu.... Idę pobiegać.
Franek zasypia.
Godzina 22.38. Rodziców przestrasza krzyk, płacz. Wbiegają do pokoju. Spodenki piżamki mokre. Ceratka mokra. 
Matka: Franiu przypominam ci, że  NIE MASZ pieluszki. 
Chłopiec przytakuje ze zrozumieniem głową. 
2.00 Rodziców budzi płacz. SUCHO. Nocnik w ruch.
6.00 - jak wyżej.
I tak przez kolejne dni - Franek budzi się suchy.
Cztery dni później
Matka (do kamery): Pamiętam, to było w poniedziałek. Z Frankiem zaczęło dziać się coś dziwnego. niby się budził z płaczem, niby chciał skorzystać z nocnika, ale tak naprawdę nie chciał dać się wyjąć z łóżeczka. Byłam wyczerpana.
Ojciec ( do kamery): Nie mogłem go wyciągnąć z łóżeczka, tak się wyginał. Ale pomyślałem, że coś z tym trzeba zrobić. Nie mogę tego tak zostawić!
Wczoraj...
Matka (do kamery): Zauważyliśmy, że Franio potrafi wstrzymać się z oddawaniem moczu. Dlatego też dziś, gdy obudził się dwa razy w nocy, bo chciał wody do picia, podałam ją mu tylko bez wysadzania. Bardzo bałam się, co na to ceratka i piżamka oraz - przede wszystkim jego pęcherz. Ale gdy obudził się jak zwykle po 6.oo - było sucho w łóżeczku!
 Ojciec ( do kamery):  Och, tak! skakaliśmy z radości! Chciałem nawet Matce kupić pierścionek z tej okazji, ale sklepy były jeszcze zamknięte. Myślę, że wieczorem będziemy musieli to jakoś uczcić! Nie wiem, prawdopodobnie zatańczymy Gangnam Style przy kubku kawy Starbuks.
Matka (do kamery):Teraz nasze życie się zmieniło. Jesteśmy szczęśliwsi i bardziej się rozumiemy... Już nie śnią się mi kosze ceratek, a Ojciec w koszmarach sennych nie zmywa z podłogi żółtych kałuż...

Do jutra,
Jagodzianka.

czwartek, 11 lipca 2013

DZIEŃ CZWARTY: NIEBIESKI i {ekstra BZDURKI SPOD KLAWIATURKI z cyklu CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN}: WIEŻYCEUM DLA KSIĘŻNICZEK CZ. II

Bonjour.
Po raz drugi zmierzam się z tym tematem w WYZWANIU ULI, ponieważ po raz pierwszy realizowałam go w marcowej edycji TUTAJ. wtedy pochwaliłam się niebieską karafką, a dziś?

Lato, ogród trawa, słońce kojarzą się z jednym: z wypoczynkiem. Ale żeby sobie odpoczywać, trzeba się na czymś wylegiwać. Ja nie miałam niczego takiego. Zażyczyłam sobie zatem leżak. I znalazłam: niedrogi przede wszystkim i do tego w cudnym kolorze blue. Mam go już od miesiąca. Korzystają z niego dzieci, W., dzieci sąsiadów... Ja nawet nie to, że nie mogę się do niego dopchać, ale - paradoksalnie - nie mam czasu. Zaplanowałam sobie, co prawda, opalać się na nim (najlepiej w cieniu drzew) w czasie, gdy Franio będzie spał, albo czytać książkę, popijając kawkę podczas popołudniowej drzemki Synka. Ale kiedy miało dojść do realizacji tegoż jakże błyskotliwego planu, to pomyślałam sobie, że skoro  On śpi, to przecież nie będę się wylegiwała bez sensu, tylko skorzystam z okazji  i wyciągnę pędzle, farby, papierki... A przy okazji zupę trzasnę i pranie zrobię. Czyste szaleństwo!
Kiedy zaś Frank się obudzi, to leżeć sobie mogę... w tych moich "brilliant" planach... Frank będzie ganiał po całym ogrodzie, wciąż mnie wołał po coś tam, po coś tam. Jak Mu zaproponuję czytanie książeczek i w tym celu wygodnie rozsiądziemy się na tym leżaczku, to po przeczytaniu pierwszej strony, Franczesko się podniesie i rzeknie "Dość! Enough!".
Choć to z niebieskim nie ma wiele wspólnego (No, może oprócz tego, że Franka oczy są w tym kolorze i jest to Jego ulubiony kolor, który po polsku wymawia "bibi". Musi mieć zawsze miseczkę i kubeczek w tym kolorze, bo inaczej - awantura.), opowiem Wam wczorajszą historię.
Frank bawił się przy oczku wodnym z dziewczynkami (Jagną i sąsiadkami). Ale po jakimś czasie one wróciły do domu, zaś Franczesław został. Zaczęłam zatem biec po Synka, a przede mną gnała Camille, która nagle zakrzyknęła: "Franio, mon amour!". Matko i córko! Usłyszeć takie słowa i to w języku miłości w wieku dwóch lat! Bezcenne...
Wracam do mojego leżaczka. Jeszcze na nim porządnie nie leżałam, ale biorę go nad ocean i żadna siła mnie z niego nie wyrwie! Przypnę się do niego  kajdanami! Odleżyn dostanę! Ale nie zejdę!

DLA WYTRWAŁYCH I STAŁYCH CZYTELNIKÓW
WIEŻYCEUM DLA KSIĘŻNICZEK CZ. II

Roszpunka ( lat 17) do kamery:
Zdziwieni? Tak, w marcu, gdy był ze mną pierwszy WYWIAD marzyłam o księciu... Czesałam się codziennie, malowałam. Pole buraków nawet zasiałam, by używać ich potem do podkreślenia czerwoności swych lic. 
Ale nagle coś się we mnie zmieniło. Odkryłam, że to nie ja marzyłam o księciu, tylko moi rodzice. Chociaż wypatrywałam rycerza na białym koniu to tak naprawdę, tylko starałam się spełnić oczekiwania matki i ojca... 
Tak. Istnieją księżniczki, które chcą być singielkami. Nazywane są w wieżyceum NIEBIESKIMI ptakami, ale w rzeczywistości mocno stąpają po ziemi. Chcąc jednak realizować swoje marzenia, muszą czasami improwizować, grać. Jedną z takich księżniczek singielek jestem ja. 
Spotkałam kiedyś podczas turnieju rycerskiego hip hop zbrojowców. To taka grupa taneczna. która zakłada lateksowe zbroje i wygna śmiało ciało. Ale dla mnie to było mało! Ja zapragnęłam z nimi tak tańczyć! Byłabym pierwszą księżniczką hip hop zbrojowcem, gdyby się mi tylko udało dostać do ich grupy! Niestety, w mojej czasoprzestrzeni nie wymyślono, nawet nie pomyslanop rzez sekundę o tym, że kobieta mogłaby założyć spodnie czy też publicznie tańczyć. To jest tak samo absurdalna mysl, jak ta, że na przykład wystarczy nacisnąć na ścianę i na suficie świeczki się same zapalają.
Postanowiłam spotkać się zatem ze słynnymi WIPami (WyglądamIPokazuję), by mi doradzili w kwestii strojów. Widziałam się najpierw ze słynnym czerwonowłosym Czereśnią, ale on burakiem jest... znaczy się zbyt kochającym kolor czerwony, a ja wolę NIEBIESKI, który pięknie odbija błękit moich oczu. Spotkałam się nawet z Lady Zgagą, ale jedynie co mi zaproponowała, to strój ze skóry sępa ozdobiony żabimi udkami...
Czy bycie singielką oznacza, że nie chcę być kochana ani kochać? Nie. Chyba jak każdy marzę o miłości, ale nie takiej, dla której będę podporządkowana, w której będę żyła tylko dla niego i z nim. Ja chcę oprócz kochania realizować również swoje marzenia, pasje. Dlatego też nadal się maluję (choć po spotkaniu z Czereśnią, zrezygnowałam z buraczanego pola), staram się pięknie wyglądać, ale jednocześnie wciąż planuję i przygotowuję się do tego, by dostać się do hip hop zbrojowców.  Ćwiczę dużo w swojej komnacie. Namiętnie oglądam "Taniec z Księżniczkami" oraz "You can dance - po prostu zrzuć zbroję!" W tańcu się wyzwalam, choć nie do tego stopnia, by tańczyć w jednej skarpetce. Wrodzona miłość do symetrii wyklucza tę możliwość. Przyjęłam nawet pseudonim artystyczny "BLUE BIBI". 
Tak, rodzice jeszcze o tym nie wiedzą. Wciąż myślą, że ja pilnie studiuję technikę wypatrywania książąt. Że uczę się, jak polerować elementy zbroi...
Ten dzisiejszy wywiad, to taki mój coming out...
ZDJĘCIE ARCHIWALNE
 ***
 I już naprawdę ostatnie zdjęcie... dla spostrzegawczych z serii "wytęż wzrok" ;) .



Teraz to ja sobie patrząc na niebieskie niebo pomarzę o niebieskich migdałach, albo o tym niebieskim oceanie, który to już w sobotę zobaczę... A jak się już wymarzę, to pooglądam interpretacje innych Uczestniczek.
Jagodzianka.

czwartek, 27 czerwca 2013

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - {z cyklu} CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN: WIEŻYCEUM DLA KSIĘŻNICZEK cz. I

Bonjour. 
(Rozalka,lat 18). Jest już w trzeciej klasy wieżyceum. Po raz pierwszy wystąpiła TUTAJ

 Rozalka do kamery: Każdy myśli, że bycie księżniczką to fajna fucha: że jej zadanie to tylko pięknie wyglądać i... wyglądać księcia. I tak myślą moje koleżanki, które poznałam na PP (pitu-pitu). Jest mi z tym źle i dlatego postanowiłam opowiedzieć, jak naprawdę wygląda życie w książęcej rodzinie.
Musimy, mówię o księżniczkach, przede wszystkim obowiązkowo iść do wieżyceum, które nas ma gruntownie przygotować do ciężkiej pracy, jaką jest wypatrywanie rycerza. Wieżyceum znajduje się w tak zwanym wieżowcu. Jest to wieża posiadająca wiele pięter.  I tak jest, że im młodsza uczennica, tym ma zajęcia na najwyższym piętrze. Dlaczego? Ponieważ w razie wizyty jakiegoś z(a)błąkanego rycerza, szanse na jego względy mają mieć te księżniczki, które już zdobyły dużo wiedzy w zakresie umiejętnego wypatrywania. 
Klas jest pięć - tyle ile pięter w wieżyceum. Architekt, który projektował tę szkołę, miał lęk wysokości i dlatego wieżyceum nie jest wyższe. Co roku zdajemy egzaminy: z poprawnego podpierania się łokciami w oknie; prawidłowego splotu warkocza, by  rycerz mógł się po nim wspiąć; musimy przechodzić badania wzroku, by dobrze wypatrywać rycerza. W wyższych klasach są kolejne przedmioty: z pielęgnacji zbroi, z robótek ręcznych ( w ostatnim czasie hitem jest decoupage i scrapbooking). Nawet sama zaliczyłam ostatnio pracę LO na piątkę. Miałam wykonać pracę wg mapki Księstwa  Warszawskiego. Nie było łatwo, bo jest to dość skomplikowana mapka: wielowarstwowa, z użyciem wielu mediów, ale wpadłam na pomysł, by użyć gęsie sadło i z niego zrobić kleksy zamiast z tradycyjnego atramentu. 
Na ostatnim roku wieżyceum, mamy do wyboru fakultety z  przędzy, z ogrodnictwa (doniczkowego, gdyż na wieży nie ma dostępu bezpośredniego do gleby) - i ja właśnie ten przedmiot chcę wybrać, ponieważ uwielbiam marchewki. Uważam, że karoten doskonale wpływa na moją karnację oraz wzrok. Nawet będę w przyszłym roku brała udział w konkursie z łucznictwa, gdzie trzeba będzie wypatrzyć serce rycerza i trafić w nie strzałą amora.
Gdy księżniczka zda końcowe egzaminy, posłaniec  rozwozi po wszystkich księstwach, w których zamieszkują książęta i rycerze, arkusz z wynikami.
Te księżniczki, które najlepiej zdadzą egzaminy, otrzymują własną wieżę. Dzięki temu, nie maja w okolicy konkurencji. Najsłabsze zaś muszą wynajmować jedną komnatę czasami nawet we trzy. Niby jest tańsze utrzymanie lokum, ale jak jeden rycerz do nich dotrze, zaś chętnych niewiast na niego będzie trzy... Uuuu... może dochodzić do ciekawych i wielce emocjonujących scen. Kilka z nich zostało pokazanych na  (yo)U WRÓT.
Moje zainteresowania? Kocham zajmować się wnętrzarstwem, a najbardziej lubię styl vintage. Dlatego też prenumeruję czasopismo " MOJA KOMNATA". Niestety, nasz pocztylion jest w kryzysie i ma stare modele koni. które często nie dojeżdżają do wieżyceum, przez co wiele egzemplarzy jeszcze do mnie nie dotarło. Raz nawet próbowałam zamówić przez gołębia pocztowego jeden numer, ale okazało się, że zawierał on próbkę kamienia, z którego można wykonać ławkę ogrodową i się biedny ptak przedźwigał, dysk mu wyskoczył i w ogóle miał poważne problemy z kręgosłupem.
Wierzę jednak, że swoją wieżę, którą na pewno zdobędę jako stypendium, bo się uczę bardzo dobrze,  zaprojektuję właśnie w tym stylu.

  Jeśli chcecie wiedzieć, jakie szanse w wiżyceum mają singielki, zapraszam za dwa tygodnie!
Jagodzianka.

środa, 12 czerwca 2013

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - {z cyklu} CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN: O KRYŚCE, SZMATACH I CZYSTOŚCI

Bonjour. 
Krysia (lat 54) przez przyjaciół pieszczotliwie nazywana "Pawełkiem" stoi właśnie na rozdrożu swego życia.
Krystyna do kamery: Nie wiem, jak to się stało. Pewnego dnia wstałam z łóżka i olśniło mnie, że powinnam w życiu zająć się czymś zupełnie innym. Pomagać ludziom odnajdywać ich drogę. Tę jedyną słuszną drogę.  Muszę zatem w swoim życiu coś zmienić. Potrzebuję porozmawiać o tym z moją przyjaciółką.
Krysia jedzie autobusem. Nie może się na niczym skupić, wciąż rozmyśla o swojej decyzji związanej ze zmianą dotychczasowego życia. Pięćdziesięcioczterolatka wie, że to może przewrócić jej życie do góry nogami. Z drugiej jednaj strony, wie, że to jedyna szansa, by stać się spełnioną osobą.
Stefania (lat 55) to jej dobra przyjaciółka, która pracuje na uczelni... jako portierka.
Stefania do kamery: Nie portierka, ale portier. To zdecydowanie lepsza nazwa dla mojej profesji, bo dodaje powagi. Wzbudza szacunek wśród studentów.
Stefania do Krysi: Powiedz kochana,..yyy kochany Pawełku, co się dzieje? Miałaś taki smutny głos przez telefon.
Krysia do kamery: Musiałam jej to powiedzieć. Chociaż czułam, że mogę zranić moją przyjaciółkę, a nawet rzekłabym najlepszego przyjaciela.
Krysia do Stefy: Stef ko.. ku... postanowiłam zmienić pracę a przez to zostawić cię tutaj samą.
Stefa: Jak to? Niemożliwe! Opamiętaj się! Kto teraz będzie konserwatorką...rem powierzchni płaskich? Kto zadba o czystość naszych ulic, korytarzy???
Pięćdziesięciopięcioletnia przyjaciółka(przyjaciel) nie jest w stanie zrozumieć decyzji Krysi - Pawełka.  Jest zdenerwowana. Zapala papierosa. 
Stefa: Uważam, że robisz źle, rezygnując z tej jakże misyjnej pracy. Dzięki tobie studenci dowiedzieli się, co to czystość jest. Powiedz mi zatem, kochana(y), co zamierzasz robić?
Krysia: Uważam, że niestety, ale to ja mam rację, a ty nie masz racji. Moja misja czystości ulic i korytarzy została zakończona. Poczułam, że muszę podjąć się poważniejszego zadania i podjęłam decyzję, że otworzę szmateks.
Stefa do kamery: Nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział Pawełek... znaczy się Krysia. Wolała zamiast dbania o porządek na korytarzach uczelni, sprzedawać jakieś szmaty? Wiedziałam, że jej nie przekrzyczę, bo ona się nigdy przekrzyczeć nie dawała, ale chciałam też zrozumieć motywy jej działania i to, jak widzi siebie w tym szmateksie. W końcu była moim najlepszym przyjacielem...ciółką. Musiałam uszanować jej decyzję, choć wiedziałam, że to ja mam rację, a ona racji nie ma.
Stefa do Krysi: Dlaczego? Powiedz mi,dlaczego chcesz założyć szmateks? Co chcesz tym osiągnąć?
Krysia do Stefy: Widzisz...ostatnio w czasie urlopu przechadzałam się po naszym mieście i patrzyłam na te dziewczyny, kobiety, a może to byli mężczyźni? sama już nie wiem, bo oni wszyscy tak się dziwnie ubierają. Każdy jak chce! Jedne w długich spódnicach, drugie znowu w krótkich i ta różnorodność kolorów! Aż oczy bolały od tego! I ja sobie pomyślałam, że tym ludziom trzeba pokazać, jak mają się ubierać: skromnie, wszystkie panie w szare garsonki, wszyscy panowie w szare garnitury.  Nie można się wyróżniać, bo to jest złe! Tymi krótkimi spódniczkami to przecież straszy się młodzieńców! Przecież one pokazują im... kolana! Czystość korytarzy to jedno, ale czystość mieszkańców naszego miasteczka a może nawet kraju ... najważniejsza!
Stefa do kamery: Nie mogłam uwierzyć w to, że Krysia uważa naszych mieszkańców za brudasów! A może nie chodziło jej o tę czystość tylko o jakąś inną? Muszę pozwolić Pawełkowi...yyyy... Krysi iść własną drogą, ale to ja mam rację, i uważam,  że najlepsza jest w sprzątaniu...
 ***
Cztery miesiące później....
Krysia do kamery: Niestety, wróciłam do pracy na uczelni. Znowu zamiatam korytarze. Przez trzy miesiące nikt w moim szmateksie nic nie kupił, a jak już zajrzał. to mówił, że w takim uniformie to sobie mogę pójść na paradę. Ale ja jeszcze znajdę metodę, sposób i sprawię, że ludzie zrozumieją, że nie należy się różnić i że wszyscy jesteśmy tacy sami. Jeszcze o mnie usłyszycie! bo, niestety, ale to ja mam rację!

Jagodzianka.

środa, 29 maja 2013

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - {z cyklu} CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN: FURA, KOMÓRA, MATURA

Bonjour. 
Kawiarnia"Pod Fusami". Przy stoliku blisko okna siedzi Dżastin (lat osiemnaście), który w tym roku będzie zdawał maturę. Obok siedzi jego szkolna koleżanka Klementyna, najlepsza uczennica w klasie, przez mniej życzliwych nazywana Mandaryną.
Dżastin: I jak, Klema, przygotowania do matury?
Klementyna: Właśnie mam już zakończony konspekt prezentacji, 
D.: Co prezentacji?
K.: Konspekt, czyli plan.
D.: Aha.Tak myślałem, że już kończysz pisanie, dlatego  tu przyszłem...
K.: ...chyba '"przyszedłem".
D.: No co ty? A ty jakoś nie mówisz "przyszedłam". Takie są właśnie z was feministki! Najpierw żądacie równouprawnienia, a potem jednak chcecie się wyróżniać. Ale nieważne! Chciałem cię prosić, abyś mi pomogła napisać tę (!) prezentację.
Klementyna do kamery: Nie mogłam w to uwierzyć. Jak mógł mnie o to prosić. Sama miałam tyle nauki i mało czasu dla siebie, a on chciał, żebym mu pomogła. Przecież z jego poziomem wiedzy pomoc to za mało. Tu trzeba byłoby poprowadzić chłopaka od początku. Naprawdę, nie wiedziałam, co o tym myśleć. Myślałam, że zostałam zaproszona do kawiarni w celach towarzyskich a nie biznesowych. Nie mogłam się na to zgodzić. Nie mogłam pozwolić na przedmiotowe. traktowanie mnie 
K. do D.: Twoja prośba jest co najmniej niestosowna. Nie mogę ci pomóc, gdyż sama mam jeszcze dużo pracy. Muszę wykonać pokaz multimedialny, szyję kostiumy do prezentacji  i myślę  nad choreografią. Umówiłam się nawet z Marcinem Hakerem i Kasią Cibabek na prywatną lekcję tańca.
D.: A jaki masz temat pracy?
K.: "Motyw tańca w literaturze polskiej i światowej". A Twój?
D.: "Wieś i jej mieszkańcy. Zaprezentuj różne konwencje przedstawiania tego motywu w literaturze wybranych epok, odwołując się do analizy i interpretacji wybranych przykładów".
K.:  I jakie utwory wybrałeś?
D.: Na pewno "Dziady", tylko jeszcze muszę sprawdzić, kto je napisał.
K.: Przecież to dramat  romantyczny ...
D. (przerywając) ... a co jest romantycznego w byciu dziadem?  No tak... to dramat być nim.
Osiemnastolatka traci cierpliwość, chce opuścić to miejsce, z drugiej jednak strony czuje potrzebę pomocy temu nieogarniętemu koledze. Po kilku chwilach wahania, postanawia jednak zostać.
K.: Przecież ten utwór nie jest o wsi. Chyba, że nawiążesz do wierzeń ludowych...
D.: To  jest to o religii? Nic z tego nie rozumiem! Co ten koleś palił, że pisał religijno - romantyczne bzedty o dziadostwie?
Dżastin do kamery: Zawsze uważałem, że książki to głupota. Tylko wzrok się męczy. Lepiej poczytać ciekawe artykuły w internecie. Bynajmniej jest o współczesności, tego, co nas dotyczy..
Zza kamery: Przynajmniej.
Dżastin do kamery nie reagując: Bynajmniej przynajmniej wiem, co to smartfon, umiem założyć konto na FB, umiem coś kupić po niskiej cenie i sprzedać dwa razy drożej. A taki pisarz to co potrafi? Co wie? Jedynie umie powiedzieć, co to jest anafora. Co? Zdziwiony, że znam takie słowo? Czyta się to i owo na necie, to się wie.
D. do K.: Dobra, Klementyno,  doczytam sobie w wirtualu, o czym te "Dziady" w takim razie są. Jakieś streszczenie na pewno gdzieś w sieci jest. Powiedz mi tylko jeszcze jedno: co znaczy "różne konwencje"? Bo tu się chyba pomylili i miało być "różne konfekcje", bo w tym temacie to chyba chodzi pokazanie, że wieśniacy różne stroje nosili, no nie?
***
Miesiąc później. Dżastin przypadkowo spotyka Klementynę na ulicy  i zaprasza ją na kawę.
D,: Wiesz co. Spotkałem kolegę, który zdawał maturę dawno temu. Słuchaj! Ci ludzie zdający wtedy są prawdziwymi bohaterami! Mistrzowie normalnie!
K.: Dlaczego?
D.:Ty wiesz, że musieli odpowiadać na trzy pytania, które odnosiły się do każdej epoki i gramatyki. I do tego oni wtedy nie mieli internetu??? Gdzie oni szukali wszelkich wiadomości?
K.: Może w książkach? Encyklopediach? Słownikach?
D.: A racja, jeszcze jest coś takiego... Zapomniałem o tym. A! Mam do ciebie pytanie. Polonistka kazała mi do prezentacji wybrać utwór jakiegoś Władysława Remonta. ale nikogo takiego w sieci nie znalazłem. Jej się musiało coś pomylić chyba...
K.: Nie Remonta tylko Reymonta!
D.: Aha. Poczekaj, poszukam. w google. Ty tego też nie ma! Przecież w internecie jest wszystko. A jak tego kolesia nie ma w wyszukiwarce, to znaczy, że coś się wam obu pomyliło, bo taki człowiek nie istnieje.
K.: A jak napisałeś jego nazwisko?
D.: Normalnie... R -E -J -M -O- N -T.
***
Tydzień po maturze.
Dżastin do kamery: Ten egzamin uświadomił mi bardzo ważną rzecz. Zrozumiałem dzięki niej, kim chcę zostać w przyszłości. I właściwie do tej profesji nie musiałem  zdawać matury. Ale jak to mówią indianie: poszły konie po betonie. 
Postanowiłem, że zostanę politykiem i będę walczył o to, by matury - szczególnie z polskiego - nie były takie trudne. Czy wy wiecie, że na pisemnej musiałem SAM przeczytać tekst. I to taki, z którego nie było streszczenia w necie? Wiem, bo zaglądałem do sieci. Przecież podczas pisemnej musiałem sprawdzić, czy ktoś do mnie nie napisał, albo nie zaprosił do swojego grona. O kontakty międzyludzkie trzeba dbać. W ogóle uważam, że ten egazmin za długo trwa. Nie wiem, czy ktoś na sali wytrzymał tyle czasu bez zajrzenia na FB. 
Uważam, że dawanie tekstów, do których nie ma opracowań w sieci jest celowym utrudnianiem zdania przez ucznia matury. I jeszcze jedno: ten wysoki próg do zaliczenia 30 %. To przecież więcej niż 1/4. Bynajmniej przynajmniej tak mówił mi kolega, a on zdawał matmę, to wie, no nie? 
O! Klementyna!
K.: Witam Cię, Dżastinie. Jak ci poszła matura?
D.: Dobrze. Jestem zadowolony, tylko... Czy ty wiedziałaś, że nie tylko Smarzowski nakręcił "Wesele", tylko wcześniej jakiś Wyspiański to napisał?  Pierwszy raz o tym gościu słyszę... Cha, cha! Komisja natomiast też wyglądała na zdziwioną, jakby pierwszy raz o Smarzowskim słyszała... 
  ***
Kreda jest nieodłącznym atrybutem szkoły, dlatego te zdjęcia nie są tu przypadkowo. W dodatku zgłaszam je do ART PIASKOWNICY na fotoGrę z tym przedmiotem w roli głównej:

Słonecznej środy,
Jagodzianka.

P.S. Do ewentualnych  producentów telewizyjnych chcących kupić prawa do tego scenariusza. Proszę nie dzwonić do mnie na ten stary telefon, bo go już nie używam. Od dziś dzwońcie na mój nowiutki różowy w kształcie puderniczki. Tylko w nim jestem...Pa!

EDIT. Zapomniałam, ze mam dzisiaj imieniny, pozwólcie zatem, że o tym, co dodałam do mojego urodzinowego CANDY, napiszę jutro.




środa, 3 października 2012

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI - CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN czyli CYRK NA KÓŁKACH

Bonjour.
Kiedyś tam przez przypadek obejrzałam serial typu " Dlaczego ja?", gdyż zobaczyłam w nim mojego kolegę z podstawówki do społu z kolegą ex sąsiadem. Tak mnie zauroczyła ta niesamowita gra aktorska, wartka akcja, doskonałe dialogi jak i wyszukana narracja, że zasnąć nie mogłam tego wieczoru.

No i tak ostatnio powstał w mojej głowie "słowotok myśli" a wraz z nim taki oto scenariusz. Jakby jakaś telewizja reflektowała, to odsprzedam za niewysoką cenę...
*****

CZEMU TAMTEN LUB OWAMTEN czyli CYRK NA KÓŁKACH
Rozalia i Teofil Srebrnoczescy są zgodnym małżeństwem od 15 lat. Ostatnio jednakże atmosfera w rodzinie zaczęła się psuć.
Rozalia do kamery: Czuję, że coś się dziwnego dzieje w naszym domu. Kiedy wracam z pracy, robię obiad, potem pranie i w międzyczasie prasuję już wyprane. Potem robię kolację i pomagam dzieciom w lekcjach. I gdy przychodzi wieczór... nie mam już czasu dla siebie! Nie wiem, co się z nim stało! Bardzo mnie to niepokoi. Nie wiem, co  o tym myśleć. Poczekam, może się znajdzie.
Niestety, minął tydzień, a czas Rozalii się nie odnalazł.
Rozalia do kamery: Muszę porozmawiać z dziećmi. Codziennie tego czasu dla siebie nie mam. Tak być nie może. Przecież nie może on codziennie znikać!
Zdenerwowana trzydziestosześciolatka idzie do pokoju swoich dzieci.
Krysia (lat 14): O czym ty mówisz, matko! Jaki Twój czas?  Daj mi spokój!
Ludwik (lat 12): Matka, nie przeszkadzaj mi teraz, bo gram! Jestem na szóstym poziomie!Rozalia do kamery: Dzieci nie przyznają się do tego, by brały mój czas. Wierzę im. Mają tyle swojego. Ufam swojemu mężowi, ale coś podejrzewam, że to jego sprawka. Muszę z nim natychmiast porozmawiać.
Srebrnoczeska wchodzi do salonu, w którym siedzi jej maż i pije piwo.
Rozalia: Teofilu, musimy porozmawiać. Nie wiem ,co się dzieje, ale od jakiegoś czasu ginie mój czas. Przyznaj się, czy ty mi go nie podbierasz?
Teofil: Kobieto, o czym ty mówisz Jaki twój czas? Pewnie dzieciaki  gdzieś nim walnęły! 
Rozalia do kamery: Byłam bardzo zdenerwowana rozmową. Nie mogłam w to uwierzyć, że nikt w naszym domu nie brał mojego czasu, a jego jednak nie było. Kto za tym stał? Nie wiedziałam, co  o tym myśleć.
Dnia następnego Rozalia postanowiła zwierzyć się swojej przyjaciółce, z którą pracowała w tym samym sklepie.
Genia (przyjaciółka Rozalii): Masz rację kochana, to dziwna sytuacja. Ja bym na twoim miejscu porozmawiała jeszcze raz z mężem. Przecież cała ta sytuacja jest dziwna.
Rozalia: Masz rację, Geniu. Muszę jeszcze raz porozmawiać z Teofilem. Muszę wyskoczyć na pięć minut. Zastąpisz mnie w pracy?
Genia: Oczywiście, kochana. Zastąpię. niczym się nie martw.
Zdenerwowana trzydziestosześciolatka jedzie do pracy meża, by jeszcze raz porozmawiać z nim na temat znikania jej wolnego czasu.
Teofil do kamery: Bardzo się denerwowałem całą tą sytuacją. Nie wiedziałem, jak powiedzieć Rozalii prawdę. To było dla mnie naprawdę trudne. 
Trzydziestosześcioletnia kobieta wchodzi do biura, w którym pracuje jej mąż.
Rozalia do kamery: Muszę dowiedzieć się prawdy! Nie mam wolnego czasu, ktoś mi go zabiera i podejrzewam, że za tym stoi mój mąż. Przez to, że nie mam czasu, chodzę nieuczesana, mam niepomalowane paznokcie a nogi już mam jak u sarenki! Nie! Nie są takie zgrabne, tylko tak nieogolone! 
Rozalia do Teofila: Powiedz mi, proszę, co dzieje się z moim czasem! Nie wiem, o co chodzi! Coś się mi tu nie klei! W innym przypadku będę musiała iść z tym na policję!
Teofil: Dobrze, kochanie. Powiem ci prawdę. Tylko wysłuchaj mnie i nie zgłaszaj niczego na policję... Ostatnio w firmie nie dzieje się najlepiej. Mamy mało klientów. Aby  poradzić sobie z tą sytuacją, potrzebowałem więcej czasu na nadgodziny. Na początku myślałem o wolnym czasie naszych dzieciaków, ale one cały czas leżą i nic nie robią, więc  ciężko im było go wziąć. Zresztą, wiesz jakie te dzieciaki są.  Od razu zorientowałyby się, że krócej nic nie robią. Wtedy  pomyślałem o twoim wolnym czasie. Stwierdziłem, że skoro masz tyle zajęć, nawet nie zorientujesz się, że ci brakuje czasu.
Rozalia: Kochanie, mogłeś mi powiedzieć od razu, jakie masz problemy. Wtedy uniknęlibyśmy tego całego cyrku na kółkach.
Minęły trzy tygodnie. Rodzina Srebrnoczeskich siedzi wspólnie przy stole i grają w gry planszowe. Rozalia ma trwałą, różowe paznokcie i gładkie nogi.
Rozalia do kamery: Od tamtego incydentu, mąż mi mówi o swoich problemach i jak potrzebuje mój wolny czas, to go pożycza. W zamian potem oddaje mi mój i swój. 
***** 

A' propos cyrku. Wczoraj przyjechał do Péron i rozstawił się koło szkoły. Po drugiej stronie drogi jest łączka, na której pasą załogę tegoż cyrku (zwierzęta, oczywiście a nie clowny ;)) I  była tam taka "OFCA", co to czas wolny miała, bo taką sobie strzeliła trwałą, że nie mam pytań. Tylko nogi niekoniecznie ogoliła ;) Jak tylko zobaczyła, ze pstrykam jej fotki, od razu zaczęła pozować. Modelka się znalazła ;)

Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.