środa, 8 stycznia 2014

BZDURKI SPOD KLAWIATURKI {z cyklu} WOJENKA DOMOWA: I SKOŃCZYŁO MI DZIECIĘ 8 LAT...

Bonjour.
Kiedy to minęło? Jeszcze niedawno ściskałam kolana, by dziecię na świat zbyt szybko nie wyszło ( a i tak ciekawska była i miesiąc przed opuściła mnie - inkubator), a tu już Jagna skończyła osiem lat! Jak te dzieci się szybko starzeją!
Urodziny Jagna miała w Polsce ze swoimi ukochanymi Przyjaciółkami i ... nowym Narzeczonym. Znaczy... To było tak. Franio (Jagny Kolega, zresztą dzięki Niemu mój Synek ma takie samo imię) niewiele pamiętał Jagódkę, w końcu widzieli się ostatni raz półtora roku temu, a On ma 6 lat, więc to kawał czasu, gdy ujrzał mą Córę, bardzo Ją polubił  (nic dziwnego, chi chi). Ale Jego Siostrzyczka Anielka, przypominała Mu, że jak Jaga mieszkała w Polsce, to Ją bardzo lubili.
 Była jeszcze taka zabawna historia, ze mieliśmy się z Nimi i jeszcze Marcinkiem oraz Milenką zobaczyć w drugi dzień Świąt i dzieci bardzo czekały na przybycie Jagienki, by ją przywitać PO POLSKU. Bardzo martwili się, że ma Córa zapomniała już mowy ojczystej. No i na tym spotkaniu w serduszku Frania coś zaiskrzyło...
Gdy już impreza urodzinowa skończyła się, na pożegnanie Jagódka pocałowała Frania. Gdybyście widzieli Jego oczy! i nagły okrzyk:
-Właśnie zakochałem się w Jagódce! Jest moją żoną!
Mama Frania zapytała delikatnie o Jego OBECNĄ żonę. Ten szybko odparł, że już nią nie jest, a na zapytanie, czy jej to powie odrzekł dyplomatycznie:
-Nie będę jej mówił, by nie robić jej przykrości...
Tak zatem Jagna ma Męża, choć Ona za bardzo nie chce, gdyż uważa, że za mąż nigdy nie wyjdzie...
Ale wracając do imprezy. Nie udała się mi tak jak chciałam, bo z racji tych uporczywych zatok oraz z faktu, że większość naczyń mam tu we Francji, poszłam troszkę po linii najmniejszego oporu i ze wstydem przyznam, że królowały głównie NIEZDROWE przekąski. Starałam się jednak, by motywem przewodnim był KOŃ. kupiliśmy zatem obrusik, girlandę, talerzyki oraz kubeczki z tym zwierzątkiem Obiecałam także córce, że koń będzie również widniał na torcie. Po tej obietnicy zdałam sobie sprawę, ze chyba przeceniam swój wątpliwy talent, ale słowa dotrzymać musiałam. Postawiłam zatem tylko na jego łeb, posiłkując się moim malunkiem na SZAFIE. Udało isę mi zaprosić kilka koleżanek z byłej klasy Jagody, a nie było to łatwe, nie wspomnę o akurat nie najlepszym czasie do imprez - przerwa świąteczna. Ale dzieciaki bawiły się -mam nadzieje - świetnie.
Nie obyło się bez malunków na twarzy - znów mogłam "zabłysnąć" jako "wizażystka". Tym razem próśb o sznyty i śruby nie było. Przeważał motyw Indianki...
PIES INDIANEK


Za pół roku trzecie urodziny Frania... Jak ten czas leci...
Do widzenia się z Państwem,
Jagodzianka.

P.S. Znowu mi picasa automatycznie "ulepszyła" zdjęcia tak, że wyglądają koszmarnie, a gdy chcę przywrócić oryginalną wersje, to wyskakuje jakiś błąd. Wrrrrrr!

wtorek, 7 stycznia 2014

DŁUBANKI JAGODZIANKI {z cyklu} SZACHY NIE Z TEJ BAJKI: FASTRYGĄ PO PIONACH: ZIMA

Bonjour.
Muszę dokonać sprostowania: kiedym kraj swój ojczysty odwiedziła słońce się pojawiało: potwierdzają to dwie osoby we wczorajszych komentarzach. I ja sobie nawet przypomniałam, że jak byłam z Franiem u lekarza ranieńko ( bo podczas podróży w sobotę kaszlał NON STOP. W niedzielę miał kilka przerw. Koszmar!), to gdy wróciliśmy z przychodni, słońce tak świeciło, że musiałam zasłonić okno roletami i wtedy mój syn dostrzegł, jakie mamy piękne rolety i zabronił je potem odsuwać...( rolety pokazywałam już kiedyś KUCHENNE ( to w oknie drugie okno z kwiatami to właśnie to jest motyw na roletach:)), SALONOWE (słabo widać, że są to wyhaftowane kwiatki...).
Myślę sobie zatem, że gdzieś chyba przeoczyłam tę aurę, ten klimat... Może z powodu bardzo negatywnego nastawienia do wyjazdu w ogóle? W każdym razie odszczekuję i obwieszczam, że w Polsce także świeci słońce!
A ja mam już tak zapchane zatoki, że wczoraj leżałam w łóżku, próbując czytać coś Franiowi, robić ćwiczenia w książeczkach ( naklejki to Jego miłość obecnie), zaś W. musiał pojechać po Jagnę do szkoły, bo normalnie nie dałam rady... O sprzątaniu nie wspomnę. Wczoraj właściwie głównie spałam.
Dziś nie jest lepiej, ale POSTARAM się być bardziej użyteczna...

Do tej pory pokazałam Wam dwie kolekcje z serii FASTRYGĄ PO PIONACH związane z porami roku: WIOSNA, JESIEŃ, lata jeszcze nie widzieliście i dziś nie zobaczycie! Dziś Was poczęstuję, chłodną, ascetyczną kolekcją ZIMA. Słyszałam w POLSCE,ze po 10 stycznia ma przyjść właśnie ta pora roku, to tak na przywitanie...



Odetkanych nosów życzę wszystkim,
Jagodzianka.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

PIERWSZY NOWOROCZNY POST

Bonjour.
I w kraju ojczystym byłam i z owej krainy wróciłam. Pojechałam tam z francuskim katarem, przywiozłam sobie polski. Mam zapchany nos od 4 tygodni i już mi  chyba tak zostanie...
Pojechałam pełna niepokoju, załamania, strachu i niechęci... Wróciłam z wiedzą, "o co kaman". I ta wiedza uzmysłowiła mi, jak niewiele wiemy o ludziach, jak mogą okazać się zupełnie kimś innym, choć wydaje nam się, że znamy ich bardzo dobrze i by nigdy za nikogo głowy nie dawać, bo teraz pewnie chodziłabym skrócona o swoją rudą łepetynę. Wyobrażacie sobie, jakbym głupio wyglądała?
A będąc przy tym temacie jeszcze... Kiedy pisałam o moich smutkach, specjalnie nie wspominałam, czego problem mój dotyczył, ponieważ bardziej chciałam się skupić na swoich uczuciach. Sam problem - opisanie go - nic by nie dało, bo tak jak ja nie miałam żadnego wpływu na jego rozwiązanie, tak tym bardziej Wy. Miałam jednak potrzebę napisania, co czuję, bo emocje były bardzo silne i w dużym stopniu wpłynęły na moje życie. Smutek i żal pozostaną i nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie wybaczyć za takie kłamstwa i oszustwa, ale jednocześnie staram się, by cały ten marazm zostawić 31 grudnia i od Nowego Roku oczekiwać dobrych wiatrów, pozytywnej energii, bo mimo wszystko te wydarzenia z końca zeszłego roku przyniosły paradoksalnie i dobre chwile i na nich się skupię w 2014 roku. 
Choć nie wierzę w noworoczne przyrzeczenia, bo gdzieś w lutym one jakoś przestają mieć taką moc, jak na początku stycznia, to jednak  złożyłam sobie obietnice, że będę troszkę bardziej o sobie dbała: spała dłużej niż 4 godziny, chodziła częściej do fryzjera a nie dopiero wtedy, gdy tak zarosnę, że dzieci zaczynają się mnie bać, a W. nie wie, czy stoję do niego przodem czy tyłem... Na tym koniec dbania o siebie, bo wiem, że więcej nie dam rady. Zresztą wyczytałam gdzieś (pewnie na FB) takie słowa:" Chciałam mieć jakieś postanowienie noworoczne... Ale w sumie  już jestem zajebista" Jak mówi Beata Tyszkiewicz, po co składać sobie obietnice, których się nie spełni, już lepiej takie, których jest się pewnym, że się je dotrzyma, zatem: będę dalej dłubała, pisała blog, robiła zdjęcia, zaskakiwała Najbliższych nowymi potrawami, zwiedzała Francarię i nie pozwalała, by ktoś próbował zakłócać mój spokój...

Dziękuję Wam za tak liczne komentarze podczas mojego niebytu wirtualnego, życzenia i  pamięć.
To bardzo miłe i budujące!
A na zakończenie dzisiejszego posta - trochę chaotycznego jak ja obecnie - pokażę Wam, jak zapakowałam ręcznie robione mydełka ( nie przeze mnie), które przepięknie pachną ( wąchałam jeszcze zanim kataru dostałam) i ślicznie wyglądają...

 Zapomniałam sfotografować każdy upominek osobno, ale i tak niewiele się różnią od siebie...

Ale, ale... dostałam i ja piękne prezenty ( ale też i niektóre nie dotarły...). Za nie najlepsze zdjęcia przepraszam, ale w tej Polsce to iście angielska pogoda! Musiałam wrócić do Francji, by znowu ujrzeć słoneczko i piękne niebo!
Od Moniki piękną puszkę ze smaczną zawartością!


Od Pi.Asi z OTWARTEGO FORUM piękny wieszak z ptaszorami, który idealnie wpasuje się do mojego przedpokoju...

Zaś od Lucy cudną poduchę, girlandę i podkładki w kolorach, które ostatnio zawładnęły moim sercem i jak wrócę do kraju zawładną salonem. Zdjęcia i aranżacja trochę żenuła - proszę o wybaczenie - ale ten męczący katar oraz ciągły pośpiech sprawiły, że jakoś mało foto byłam... Wielkie dzięki!



To właściwie na dzisiaj wszystko - muszę sobie jeszcze inhalację zrobić, ogarnąć kuchnię i biec po Jagnę. Koniec laby, czas wracać do codzienności!

Ten utwór chodzi mi po głowie od dawna - smutny, ale muszę się nim z Wami podzielić...

Wszystkiego dobrego dla Was w Nowym Roku: kochajcie i bądźcie kochani, niech Wam szczęście sprzyja!
Jagodzianka.