środa, 5 stycznia 2011

Styczeń już a ja monotematycznie...

No będę monotematyczna, bo prac bożonarodzeniowych w tym roku zrobiłam naprawdę dużo. Czułam natchnienie a ponadto miałam czas na ich wykonanie, co naprawdę mnie ucieszyło.
Zacznę pokaz od NIEbombek:)

Wykonałam kilka podobnych butelek. Nieskromnie mówiąc, mnie samej one spodobały się, ponieważ miały - oczywiście- dużo sztucznego śniegu i brokatu. Dzięki temu krajobraz na nich był naprawdę zimowy i kojarzył się ze świątecznym czasem...






Kolejną postanowiłam wykonać w podobnym duchu ,ale już troszkę inaczej...






W  KRAINIE CZARÓW Alice pokazała doniczki, które wykonała właśnie na święta. Okazały się przepiękne! Ja zapałałam miłością do nich i żądzą posiadania podobnej. Z uwagi na brak talentu, jaki posiada wspomniana koleżanka Alice, a także małej ilości czasu, wykonałam coś prostego i zupełnie innego. W przyszłym roku bardziej się postaram ;) No tak...doniczka, oczywiście, śnieżno-skrząca...




 Na zakończenie pokażę jeszcze kilka bombek... Tak, tak! Nie uciekniecie przed nimi, chi, chi! Będą to ostatnie DUŻE bombki. Pozostały mi jeszcze małe...
Pierwsza miała mieć dzwonki wykonane metodą 3D, ale już mi czasu nie starczyło. Chęci też...
Drugą zrobiłam w ostatniej chwili. Poszłam do sklepu z decu kupić primer i ta serwetka sobie leżała z boku. Spojrzałam na nią i ... efekt poniżej.
Ostatnia zaś nie jest niczym oryginalnym, ponieważ bardzo podobną zrobiłam w zeszłym roku. A że materiał został i mnie ten motyw bardzo się podoba, to...








Przez prawie dwa tygodnie nie robiłam nic z decoupage. Musiałam odetchnąć. Zresztą samopoczucie nie pozwalało mi na robienie czegokolwiek. Teraz jest troszkę lepiej, a ponadto nabrałam chęci do dłubania. Obecnie na tapecie mam parę rzeczy do zrobienia dla siebie. Ponadto mam kilka zamówień  które zostały dawno złożone. Pewnie jak większość z Was mam taki problem, że jak jakiejś pracy  nie czuję, to choćbym nie wiem, jak chciała, muszę kucnąć w kąciku i poczekać, na... natchnienie. Czasami to siedzenie trwa nawet rok! Aż potem nagle - w jednej chwili - mam "wizję" i praca gotowa!

No nic, kochani. Zmykam teraz troszkę poleżeć, bo dość długo siedziałam przy komputerze. Poczytam troszkę i ... coś przekąszę;) Właśnie! niedługo zaproponuję Wam moje propozycje literackie.Widzę, że ten temat coraz częściej gości na Waszych blogach, więc miło będzie wymienić spostrzeżenia i opinie.

Miłego świętowania jutro Wam życzę!

piątek, 31 grudnia 2010

Wkraczamy w Nowy Rok!

Kochani, to był dla mnie rok zmian, nowych wyzwań,radosnych wydarzeń, choć i tych smutnych nie brakowało... Narzekać nie mogę, choć wciąż marzenie - takie największe i najskrytsze - się nie spełniło... Nie mogło ono zapewne się ziścić, bo przyszło inne... bije pod moim sercem...
Zamieszkaliśmy także w nowym, większym mieszkanku, które wciąż kończymy i końca nie widać, ale ja wciąż ze śmiechem powtarzam: jak to mieszkanie zrobię, to czas kupować dom;) To plany jednak na następne lata, cha, cha!

Wam, moi drodzy, chcę życzyć w 2011 roku przede wszystkim  spełnienia marzeń, odnajdywania w sobie siły, by przezwyciężać przeciwności losu. Nie poddawajcie się w walce o szczęście! 
Niech ten Nowy Roczek przyniesie Wam wiele prezentów: zdrowie, zgodę w rodzinie, radość, uśmiech na twarzy i wiarę w dobroć drugiego człowieka!


Nie zdążyłam pokazać wszystkich swoich świątecznych prac, bo czasu wciąż brakuje, ale zrobię to już w styczniu...

A na zakończenie, będąc jeszcze przy świątecznym klimacie, zacytuję Wam kolędę wg mojej córki

Goria, goria! I bezsensis Deo! *

Dziękuję, że do mnie zaglądacie, komentujecie moje posty. Liczę na Was w przyszłym roku!

A na zakończenie dedykuję Wam utwór, który w tym roku podbił me serce!


Pozdrawiam bardzo serdecznie,
Jagodzianka.

* Przekonałam ją już, że się śpiewa "gloria". Z resztą jest gorzej...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Pięć lat temu i konsekwencje uświadamiania...

Dokładnie pięć lat temu o 3.50 rano na świat przyszła nasza córeczka Jagódka: miłośniczka różowego koloru, wróżek oraz... dinozaurów. Jej prawdziwą miłością jest pies Rudy, którego darzy uczuciem niezmiennie od trzeciego miesiąca życia:
Rudy prawie pięć lat temu:

Rudy obecnie:
Wielbicielka jazzu oraz Janusza Radka.Czasami prosi tatę, by włączył jej Metalliczkę. W przyszłości będzie restauratorko- artystko - kowbojką. Jak twierdzi, jest już mądrzejsza, lubi sprzątać, ale nie swój pokój - bo AŻ tak bardzo sprzątać nie lubi. Ze słodyczy najbardziej lubi... zielone oliwki.
Kochana Córeczko, życzę Ci zdrowia i spełnienia marzeń i abyś była zawsze pogodna, uśmiechnięta i  dążyła do osiągnięcia szczęścia w życiu!

2005

2006

 2007

2008

2009

2010


Wiele mam (jak i tatusiów) na pewno zastanawia się, kiedy uświadamiać dziecko, by nie rozpocząć tego ani za wcześnie, ani tym bardziej za późno. Ja z moim mężem wyszliśmy z założenia, że gdy dziecko pyta,  to odpowiadamy, oczywiście, na poziomie jego wieku. I tak moje dziecię, gdy miało 4 latka zadało mi TO pytanie: skąd się biorą dzieci? Ja - zgodnie z prawdą- że mama i tata mocno się do siebie przytulają i w mamie powstaje zarodek, który potem rośnie i staje się dzidziusiem. Jaga przyjęła to do wiadomości, mówiąc: aha. Minął jakiś czas...
***
Jemy wspólny obiad. Nagle dziecko mówi do mnie:
Jaga: Mamo, przytul się do taty.
Uczyniłam to, a dziecko w skupieniu się nam przyglądało, by po chwili zapytać:
Jaga: I co? jest już dziecko?
Gdy odpowiedziałam, że to nie jest takie łatwe, poczuła się - mam takie wrażenie - rozczarowana.
***
Jedziemy do domu autobusem, który nota bene jest pełny, jak to w godzinach szczytu...
Jaga na cały głos: Mamo, a jak tato wróci z pracy, to się przytulicie i będzie ruszające się w brzuchu dziecko?

Czas mijał, a rodzice mimo przytulania i próśb swej córeczki nie mieli drugiego dziecka.W pewnym momencie Jagódka przestała wierzyć, że właśnie od przytulania powstaje dziecko.

Minął rok
Ja: Jagódko, chciałabyś mieć rodzeństwo?
Jaga rozkładając ręce: Tak, ale musisz się z tatą ożenić, niestety.

Już wyjaśniam, skąd ta teza. Jagoda była w międzyczasie na kilku uroczystościach ślubnych, po których w niedługim czasie urodziło się dziecko. Wnioski nasunęły się jej zatem same. Mało tego. Próbowałam przekonać Jagę, że jak już mama i tata raz wzięli ślub, to nie muszą robić tego po raz kolejny, by mieć drugie dziecko, ale ona wiedziała swoje. Podjęliśmy zatem decyzję o przekonaniu jej, że się jednak myli...

***
Trzy miesiące temu.
Ja: Jagódko, będziesz miała rodzeństwo.
Jaga: O nie! To nieprawda! To nie jest sprawiedliwe!
Ja: Ale będziesz starszą siostrą. Będziesz mogła nauczyć swoje rodzeństwo liczyć, czytać, pisać literki...
Jaga: O! To powiem rodzeństwu, jak się coś rozbije w kuchni, że nie wolno tam wchodzić, bo jest niebezpieczne szkło.


***
Jaga w warzywniaku nawiązuje konwersację ze sprzedawcą. Nagle obwieszcza.
Jaga: Proszę pana, a ja będę miała braciszka.
Ja: Jagódko, nie znamy jeszcze płci, więc nie wiemy, czy to będzie chłopiec czy dziewczynka.
Jaga: Ja głosuję za braciszkiem a ty?

Jak widzicie, stanęliśmy na wysokości zadania, by dziecko przekonać do tego, że ślub nie jest koniecznością w posiadaniu dzieci ;) A jak wyglądały u Was lekcje uświadamiania? Jestem bardzo ciekawa, bo przecież u mnie to dopiero początek drogi...